wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział 9 Przeprosiny

Lucy otumaniona gniewem szła szybko przez korytarz i weszła do pierwszego lepszego pokoju. Zatrzasnęła drzwi za sobą po czym osunęła się na ziemię i zakryła twarz dłońmi. Nie wiedziała do jakiego pokoju weszła, lecz niebawem się dowiedziała:
-Lucy, co się stało?- Zapytał troskliwie znajomy głęboki głos; dziewczyna szybko wytarła oczy i spojrzała do góry; przed nią za biurkiem siedział Arthur. Czyli znajdowała się w jego gabinecie, pomyślała i starając się, by głos jej nie drżał odpowiedziała:
-To nic, proszę pana. Już wychodzę i przepraszam, za najście.- Wstała i już miała wychodzić, gdy mężczyzna znalazł się obok niej i delikatnie położył swoją dużą dłoń na jej prawym ramieniu
-Mi możesz wszystko powiedzieć, w przeciwieństwie do mojej żony.- Zapewniał ją łagodnym głosem- Więc, w czym rzecz? Hm? Adam jest dla ciebie niemiły?- Zapytał prowadząc ją na kanapę po prawej stronie pokoju
-Nie.- Odpowiedziała chicho- Jest... Za miły.
-Zbyt miły? Ech, wiedziałem, że Yvette go za bardzo rozpuściła. Zostań tu, a ja pójdę z nim porozmawiać. Gdzie on jest?- Podobało jej się to, że Arthur była dla niej niczym ojciec,  nie taki jak Markus, tylko taki, na którego może liczyć.
-Teraz był w pokoju z fortepianem.- Powiedziała panując już nad swoim głosem
-Dobrze.- Rzekł i wyszedł z pokoju zostawiając ją samą. Czuła się trochę nie fair wobec Adama. Miała teraz wyrzuty sumienia, że ,,naskarżyła" na niego. Przecież on niczego złego nie zrobił, wręcz przeciwnie, chciał tylko ich do siebie zbliżyć. Och, jaka ona jest głupia i egoistyczna. Cały czas myśli tylko o sobie i jak to jest jej źle, tymczasem on próbuje ją do siebie przekonać najlepiej jak umie, a ona zachowuje się jak jakaś kretynka... Muszę się ogarnąć, pomyślała i wstała z kanapy kierując się do drzwi. Nagle zamarła w bezruchu, gdyż usłyszała dochodzące zza nich głosy:
-...Masz ją w tej chwili przeprosić!- Nakazywał stanowczy głos Arthura- I zachowywać się jak na człowieka przystało, a nie jak jakiś kobieciarz.
-Dobrze.- Powiedział skruszonym głosem Adam- Ja na prawdę nie chciałem jej skrzywdzić... Myślałem, że może tak przekonam ją do siebie...
-To nie myśl, bo to ci najgorzej wychodzi.- Przerwał mu ojciec- No, wchodź.- Klamka poruszyła się, a Lucy z powrotem usiadła na kanapie; wpatrywała się z osłupieniem w smutną twarz Adama, który był niższy od ojca o kilka centymetrów. Podszedł powoli do niej, ukląkł na jedno kolano i pocałował w wierzch jej prawej dłoni:
-Przepraszam.- Powiedział poważnym i bezbarwnym tonem, po czym wstał i wyszedł z pokoju; nie tego chciała Lucy... Wstała z kanapy i ruszyła za nim zatrzymując się na chwilę przy Arthurze
-Dziękuję, proszę pana.- Podziękowała uprzejmym tonem i pobiegła za Adamem.
Szedł dosyć szybko. Biegnąc boleśnie ocierała swoje bose stopy o szorstki czerwony dywan:
-Adam, czekaj!- W końcu krzyknęła, a on zatrzymał się jak wryty i obrócił w jej stronę. Nastąpiła kolizja. Chłopak tak nagle się zatrzymał, że Lucy nie zdążyła wyhamować i wpadła wprost na niego. Nie chcąc upaść szybko go objęła. Cóż... To, że Adam był zdziwiony to za mało powiedziane. Był po prostu w szoku... Nigdy nie rozumiał, nie rozumie i nie zrozumie kobiet. Kilka minut temu wnerwia się, że ją pocałował, a teraz sama się do niego tuli. Kobieca logika jest powalona, myślał, lecz i tak odwzajemnił uścisk. Stali tak przytuleni do siebie dopóki Lucy nie zaczęła wyszarpywać się z uścisku:
-Wybacz.- W końcu wysapała rumieniąc się i odwracając głowę w bok
-Nic nie szkodzi.- Chłopak podrapał się po głowie oglądając swoje stopy
-Nie, wybacz za to wcześniej.- Sprecyzowała
-Hm? A, nie, to wszystko moja wina. Trochę mnie poniosło.- Zaśmiał się bez krztyny wesołości w głosie
-Nie, ty po prostu... No, chciałeś nas do siebie zbliżyć. To chyba nic złego.- Próbowała mu to jakoś wytłumaczyć
-Tak szczerze, to chciałem cię po prostu objąć.- Odparł i tym razem na jego ustach zagościł słaby uśmiech
-I pocałować.- Dokończyła Lucy
-Tak, to też, ale planowałem to zrobić trochę później, tak dzień przed ślubem, ale teraz wszystko diabli wzięli.- Zaśmiał się, a razem z nim jego przyszła żona
-Wszystko jeszcze możliwe.- Posłała mu promienny uśmiech, a on popatrzył na nią z rozmarzeniem; niech cię tylko nie ponoszą emocje, upominał się w myślach.
-Może pokażę ci dom?- Zaproponował, a Lucy pokiwała głową- No to zapraszam.- Wyciągnął do niej dłoń, a ona nieśmiało ją chwyciła i ruszyli...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz