piątek, 22 lipca 2016

Rozdział 7 Droga do nowego domu

Kiedy wreszcie Lucy żegnała się ze swoją rodziną, szofer wkładał do bagażnika bagaże piętnastolatki. Elisabeth była żywą fontanną łez. Cały czas ściskała swoją najstarszą córkę mocząc jej całą bluzkę. Ojciec tylko klepał ją przyjaźnie po ramieniu i zapewniał, że tam będzie jej dobrze oraz, że będą ją odwiedzać co tydzień albo oni ich. Kali z szelmowskim uśmiechem wpatrywała się w Adama, a gdy ten na nią spoglądał odwracała się z chichotem do młodszej siostry cała czerwona.
Gdy w końcu siedziała w samochodzie obok Adama czuła się strasznie niezręcznie. Jeszcze nigdy nie siedziała tak blisko chłopaka, a w szczególności narzeczonego, którego znała zaledwie godzinę...:
-Jeśli jesteś śpiąca możesz się położyć.- Zaproponował troskliwym głosem
-Ale tutaj jest chyba za mało miejsca.- Zauważyła Lucy odsuwając się od niego najdalej jak mogła
-Możesz położyć swoją głowę na moim kolanie.
-Eemm... Nie, nie jestem śpiąca.- Odpowiedziała szybko cała czerwona. Jak on tak mógł?! Nawet nie wie jaki ona ma kolor oczu, a on proponuje jej, żeby położyła się na jego kolanach! Zboczeniec jeden...
-To może opowiedz mi coś o sobie?- Adam chciał za wszelką cenę wiedzieć jak najwięcej o swojej przyszłej żonie
-Mam na imię Lucy Fr...- Nie dokończyła, bo jej przerwał
-Clockwork. I to już akurat wiem. Wiem też ile masz lat... Co lubisz robić?
-Lubię...- Zaczęła; przypomniała jej się rozmowa z wcześniejszym kandydatem, kiedy to nie potrafiła mu odpowiedzieć na pytanie jakie książki czyta.-... Lubię grać na fortepianie.- Dokończyła
-Czyli umiesz grać na nim?- Zapytał głupio
-Mhm.- Przytaknęła- A ty na czymś grasz?- Zainteresowała się
-Jeśli nerwy mojej matki się liczą to tak.- Zaśmiał się, a na ustach Lucy wreszcie zagościł lekki uśmiech- Ogólnie to na niczym nie gram.- Odpowiedział już normalnie- A coś poza graniem?
-Śpiewanie.- Odparła bez namysłu
-I jeszcze śpiewasz?- Zapytał ze zdziwieniem- No to nieźle. A potrafisz grać i śpiewać jednocześnie?- Zainteresował się
-Mhm- Przytaknęła- Znam na pamięć ,,Wake me up", ,,Impossible" i kilka innych piosenek.- Pochwaliła się skromnym głosem
-Zagrasz mi jutro? I zaśpiewasz?- Zapytał z entuzjazmem
-Jasne.- Powiedziała niepewnie- A masz fortepian?
-Oczywiście!- Odrzekł z dumą w głosie- Mamy pokój muzyczny, więc może ci się spodobać.- Uśmiechnął się promiennie, że nie w sposób było się oprzeć i też się uśmiechnęła, tylko bardziej pewnie niż poprzednim razem. Dalej jechali, a Adam opowiadał jej swoje anegdoty z dzieciństwa. Jak się okazało był bardzo zabawny, co spodobało się Lucy i bardziej ją przekonało do niego. A z kolei Adam podziwiał swoją narzeczoną, za to że potrafi ona na czymś grać. Jemu zawsze myliły się klawisze, a zapisy nutowe były zbyt skomplikowane.
Nawet nie zauważył, kiedy Lucy zasnęła, a gdy już się skapnął to jej głowa opierała się na jego ramieniu. Uśmiechnął się delikatnie i pogłaskał ją troskliwie po głowie. Napawał się tą myślą, że akurat ona będzie jego żoną. Była wręcz idealna. Lekko musnął swymi wargami jej czoło i sam zasnął opierając swoją głowę na jej głowie.
W tym samym czasie po drugiej stronie limuzyny odgrodzonej ścianką od drugiej części Arthur i Yvette rozmawiali:
-Co o niej sądzisz?- Zadał jej pytanie mąż
-O tej małej? Jest trochę sztywna, ale powinna zadowolić Adamka.- Odpowiedziała mu piłując pilnikiem swoje paznokcie
-Osobiście uważam, że będzie dla niego odpowiednia. Za bardzo go rozpuściłaś. Ona go sprowadzi do pionu.- Powiedział poważnie Arthur
-To to na pewno.- Zachichotała Yvette- Powinniśmy kupić jej staniki z push-up'em.- Rozmyślała
-Ach, ty jak zwykle o jednym.- Mruknął zdegustowany i wpatrywał się w nocny krajobraz, z którego mało co widział. Mrok był tak gęsty, że ledwo zauważał pobliskie łąki i lasy. Zapukał w okienko do kierowcy:
-Widzi pan coś na tej drodze?
-Tak, Sir.- Odpowiedział mu mężczyzna mniej więcej w takim samym wieku co on- Noc jest ciemna, lecz drogę widzę doskonale.
-To dobrze. Jedź dalej.- Zakończył tą krótką konwersację i zorientował się, że jego żona śpi mu na kolanach- Ech, znowu to samo.- Westchną, po czym zdjął swoją marynarkę i okrył nią śpiącą Yvette.
Do ich rezydencji dojechali dopiero koło szóstej nad ranem. Wszyscy pasażerowie spali, więc kierowca obudził Arthura, który z kolei lekko potrząsając żonę obudził ją. Powoli wyprowadził ją z auta i zaprowadził na schody przed ich pałacykiem, bo tak mniej więcej wyglądał ich dom. Niczym piękny pałac był wspaniałą atrakcją turystyczną, więc dlatego przed ich domem zbierały się grupy ludzi z aparatami.
Podszedł do tylnych drzwi i je otworzył. W środku zastał widok, który wywołał w nim ogromne zdziwienie. Śpiący Adam trzymał Lucy w objęciach na swoich kolanach, a nieświadoma niczego dziewczyna spała twardo opierając swoją głowę na jego obojczyku. Na ustach czterdziestolatka zakwitł lekki uśmiech i potrząsnął za ramię syna:
-Adam, wstawaj.- Mówił cicho, aby nie zbudzić Lucy
-Co jest?- Zapytał zaspanym głosem leniwie otwierając oczy
-Jesteśmy na miejscu.
-A, ok.- Chciał wstać, lecz coś, a raczej ktoś mu to uniemożliwiał; Arthur cicho zachichotał-Co do...?- Zapytał Adam patrząc na swoją narzeczoną na swych kolanach- Czemu ja ją obejmuję?- Zapytał ojca, lecz ten mu nic nie odpowiedział, tylko pomógł Yvette wejść po schodach i trafić do ich sypialni zostawiając Adama z jego problemem samego.
-Świetnie.- Mruknął poirytowany i niewyspany. Delikatnie wsunął jedną rękę pod jej kolana i wysiadł z samochodu trzymając śpiącą piętnastolatkę w ramionach. Nie ważyła zbyt wiele, co było jej kolejnym plusem. Wchodził powoli po schodach, aby z nich nie spaść razem ze swoją przyszłą żoną. Myślałem, że przynajmniej jak weźmiemy już ślub będę cię przenosić przez próg, a tu taka niespodzianka, pomyślał z rozbawieniem pokonawszy schody i przechodząc przez szerokie drzwi, które się za nim zamknęły. Dalej ruszył oświetlonym porannymi promieniami słońca korytarzem prosto do swojego pokoju, a gdy już się tam znalazł położył śpiącą dziewczynę na łóżku i zdjął jej buty. Nie miał zamiaru jej rozbierać, gdyż nie chciał naruszać jej prywatności, a poza tym wydawało mu się to nieodpowiednie. Jednak sam się rozebrał od pasa w górę i również zdjął buty. Walną się na plecy obok niej na łóżku i przez chwilę wpatrywał się w sufit nasłuchując jej równego oddech. Przekręcił głowę w bok i wpatrywał się w jej łagodną twarz. Miała całkiem jasną karnację i piękne długie ciemno brązowe włosy, które mógłby pieścić godzinami. Wpatrywał się w nią tak długo, aż sam zasnął. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak jego twarz jest blisko jej twarzy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz