sobota, 9 lipca 2016

Rozdział 3 Pierwszy kandydat

Gdy Lucy kończyła już zbierać biały puch z podłogi rozległo się pukanie do jej drzwi:
-Proszę.- Powiedziała spokojnym głosem nie przerywając czynności
-Lucy, co tutaj się stało?- To była jej matka, która na widok podłogi usłanej pierzem mało nie zemdlała
-Nic, to nieistotne.- Zbyła ją córka
-Aż tak się denerwujesz?- Zapytała Elisabeth po cichu podchodząc do niej- Nie martw się kochanie. Wszystko będzie dobrze.- Usiadła obok niej, obejmując ją matczynym ramieniem- Kiedy ja brałam ślub twojego ojca znałam zaledwie kilka godzin. Moi rodzice bardzo potrzebowali pieniędzy, gdyż nastały ciężkie czasy i akurat znalazł się pewien dwudziestoletni Arystokrata, który chciał pojąć za żonę czternastolatkę z Gołoty.- Uśmiechnęła się pod nosem na samo wspomnienie- Twój tata przyjechał pod mój dom czarnym mercedesem z kwiatami i obrączką. Zaledwie zdążyłam otworzyć drzwi, a on ukląkł przede mną i zapytał czy zostanę jego żoną. Cała poczerwieniałam i nie wiedziałam co zrobić, on natomiast wstał, wręczył mi kwiaty, założył pierścionek na palec i wtedy poczułam od niego zapach alkoholu. Lekko go odepchnęłam, ale on tylko mnie do siebie przyciągnął i pocałował w usta. Miałam ochotę zwymiotować, ale to tak nie wypadało, w dodatku przy narzeczonym. Gdy moi rodzice dowiedzieli się, że moim mężem będzie Markus Friday mało nie zerwali zaręczyn. Uważali, że to nie jest odpowiedni mężczyzna dla mnie, że jest nałogowcem, kobieciarzem oraz, że jest za stary, lecz Markus był uparty. Nawet następnego dnia, gdy przyjechał do mnie i był trzeźwy oznajmił, że weźmie mnie za żonę choćby nie wiem co oraz, że chyba pierwszy raz w życiu ma szczęście. Wtedy chyba była na prawde we mnie zakochany, ale ja byłam tylko małą dziewczynką, której chłopcy nie zaprzątali głowę, tylko książki.- Rozmarzyła się i nawet nie zauważyła, kiedy Lucy zebrała cały puch w podłogi i teraz próbował go upchnąć z powrotem do poduszek
-Nie zazdroszczę ci.- Odezwała się jej córka po dłuższej ciszy , która oznaczała koniec historii- Wiem, co czułaś.
-A ja wiem, co ty czujesz teraz i mam zamiar przez ten cały czas wspierać cię.- Posłała jej pogodny uśmiech, na który Lucy odpowiedziała jej tym samym; cieszyła się, że nie będzie w tym wszystkim sama...

Późnym popołudniem w rezydencji pojawił się pierwszy kandydat na narzeczonego Lucy. Okazał się nim pan Hodgeville. Jest to czterdziestoletni mężczyzna o twarzy wąskiej i wyłupiastych oczach. Marnej budowie ciała, czarnych jak sadza wąsach oraz rzadkich włosach. Na ogół przypominał Gomeza z ,,Rodziny Adamsów", prócz ubrania. Ubrany był w garnitur koloru limonki oraz pomarańczowe buty. W prawej ręce dzierżył ozdobną laskę, którą się podpierał, gdyż uszkodził sobie prawe kolano. Na każdym palcu posiadał co najmniej jeden pierścionek, a szyję zdobiły liczne złote łańcuchy.
Lucy w tym samym czasie, gdy przybył gość siedziała w ogrodzie na jednej z ławek i czytała ,,Mechanicznego Anioła" Cassandry Clare. Uwielbiała zapach natury połączony z zapachem starych stronic książek. Jej błogie chwile z lekturą przerwała jedna z pokojówek, która miał przyprowadzić dziewczynę do jadalni. W środku zastała opisanego wcześniej mężczyznę oraz swoich rodziców: ojca z wyrazem triumfu na twarzy oraz matkę z zupełnie inną miną, która sugerowała niepokój:
-No, Lucy, przywitaj się z panem Hodgeville'em.- Nakazał chłodnym tonem Markus, który tylko czekał, aż mężczyzna powie, iż chce ją poślubić
-Dzień dobry.- Lucy delikatnie uniosła skraje sukienki i dygnęła przed siedzącą przed nią modową katastrofą
-Witaj moje dziecko.- Odpowiedział na powitanie Hodgeville przeczesując swoje czarne włosy, z których niewiele co zostało- Proszę, usiądź i porozmawiajmy.- Zaproponował, a dziewczyna posłusznie z kamienną twarzą wykonała polecenie- Powiedz mi...- Nie mógł przypomnieć jej imienia
-Lucy.- Podpowiedział Markus
-Tak, dziękuję. Powiedz mi Lucy, co lubisz robić, jak spędzasz swój wolny czas?- Zapytał powolnym głosem
-Lubię czytać książki, Sir.- Odpowiedziała zgodnie z prawdą starając się wytrzymać jego wzrok na sobie
-Książki powiadasz?- Zainteresował się mężczyzna- A co konkretnie?- Po zadaniu tego pytania zapadła chwila ciszy, którą przerwała jej matka
-Bardzo lubi czytać literaturę z epoki romantyzmu.- Odpowiedziała za córkę Elisabeth nerwowo zaciskając palce na materiale swojej beżowej spódnicy
-Nikt cię o nic nie pytał.- Zbeształ ją mąż ostrym tonem
-Mhm.- Hodgeville przegryzł dolną wargę, po czym podpierając się laską wstał od stołu- Podejdź do mnie moja droga.- Przywołał do siebie Lucy, a gdy się znalazła obok niego wolną ręką chwycił delikatnie jej ramię i poprowadził do lustra, aby zobaczyć, jak taka młoda dziewczyna prezentowałaby się przy nim. Cóż... Wyglądali jak ojciec, który ma kryzys wieku średniego oraz jego córka w żałobie z kredowo bladą twarzą- Hmm, interesujące.- Mruknął po nosem, po czym podszedł do Markusa i coś do niego szepnął. Obaj mężczyźni opuścili jadalnię i w tym samym momencie Elisabeth podbiegła do swojej córki i ją uścisnęła mając łzy w oczach.
Po godzinnej rozmowie Hodgeville w końcu opuścił rezydencję Markusa z przekonaniem iż ta mała panna jest zbyt młoda dla niego i to zaszkodziłoby jego reputacji.
Biedna Elisabeth musiała znosić popsuty humor męża, pocieszając go, że zostali jeszcze czterej kandydaci...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz