środa, 31 sierpnia 2016

Rozdział 18 Nowy znajomy i mini seans

Gdy doszli do wielkiego holu i końca czerwonego dywanu zauważyli na środku wysokiego rozczochranego szatyna w okularach, ubranego w czerwoną koszulkę z napisem ,,Keep calm and carry on" i stare wytarte jeansy. Na nogach oczywiście czarne Converse All Star do kostek z rozwiązanymi sznurówkami:
-Cześć Adam.- Przywitał się, gdy tylko ich zobaczył- I witaj Loren.
-Lucy.-Poprawił go Adam z lekką irytacją w głosie.- Ma na imię Lucy. I cześć.- Podał mu dłoń na przywitanie
-Dzień dobry.- Przywitała się pokornie dziewczyna nie wiedząc co ma robić, lecz Albert po uściśnięciu dłoni Adama podszedł do Lucy i pocałował ją w wierzch dłoni, aż się zarumieniła. Spojrzała na Adama i zdążyła wyłapać błysk zazdrości w jego oczach, który szybko zniknął.
-Jak się masz? Myślałem, że będziesz zaliczał zgona.- Zaśmiał się blondyn obejmując Lucy, jakby chcąc pokazać, że ona należy tylko i wyłącznie do niego i nikt nie ma prawa jej obejmować poza nim
-Też tak myślałem. Ale jakoś udało mi się wstać i dojść tutaj.- Również się zaśmiał. Teraz już wiem dlaczego jest taki rozczochrany, przeleciało Lucy przez głowę
-Może chcesz się napić wody czy coś?- Zaproponował Adam- Pamiętasz, że mój dom twoim domem?
-Oczywiście, że pamiętam.- Rzekł z dumą w głosie szatyn- I na razie podziękuję, jak będę przysypiał możecie oblać mnie wodą.
-Dobra, masz to jak w banku.-Uśmiechnął się pogodnie Adam; Lucy stała przytulona do swego męża i słuchała o czym rozmawiają. W końcu chłopak się domyślił, że jego żona czuje się troche nieswojo, więc zaproponował jej coś- Hej, Lucy. Może zagrasz coś dla Alberta?
-O-oczywiście.- Zgodziła się z lekkim zdziwieniem, po czym wszyscy troje przeszli do pokoju muzycznego. Lucy usadowiła się na stołeczku i zaczęła zastanawiać się co mogłaby zagrać. Na pomoc ruszył jej Adam, który wyszeptał: ,,Every time we touch". Znała tylko jedną wersję tej piosenki- tą szybszą i tylko tą potrafiła zagrać i zaśpiewać. Tak więc zabrała się za granie i śpiewanie. Dawno nie grała tej piosenki, lecz to nie był problem, aby nie mieć radości z jej wykonywania. Lubiła tą piosenkę za wspaniały tekst oraz piękne brzmienie. Była tak pochłonięta i skupiona graniem, że nie zauważyła kiedy usiadł obok niej Adam i wpatrywał się w jej palce, które sunęły po klawiszach nie myląc ani jednej nutki. Podziwiał ją za to, zawsze. W ogóle podziwiał osoby, które na czymś potrafiły grać. Podobne zdanie chyba miał też Albert, który wpatrywał sie i wsłuchiwał w Lucy z aprobatą i szacunkiem. Kiedy w końcu skończyła usłyszała gromkie brawa, nie tylko od chłopców, ale od służących, którzy okupowali drzwi:
-To było niesamowite!- Powiedział z zachwytem Albert poprawiając swoje okulary, które z wrażenia aż zsunęły mu się z nosa
-Dziękuję.- Lucy lekko dygnęła i uśmiechnęła się do przyjaciela swojego męża
-Pięknie zagrałaś.- Pochwalił ją mąż całując w głowę i obejmując; jedno musiała przyznać: dzisiaj Adam strasznie się do niej kleił, ale w sumie zbyt specjalnie jej to nie przeszkadzało.- To co? Może coś obejrzymy?- Zaproponował blondyn, na co wszyscy się zgodzili.
Przeszli do pokoju, w którym znajdował się ogromny na całą ścianę telewizor, kilka długich i miękkich czarnych kanap oraz wysokie kolumny głośników. Za kanapami pod ścianą równoległą do telewizora stał niewielkich rozmiarów stolik i mały przenośny laptop:
-Siadajcie, zaraz sprawdzę co tym razem przysłali mojemu ojcu.- Odezwał się Adam uruchamiając laptop.
-Jutro do kin ma wejść jakiś film romantyczy.- Poinformował go Albert
-Chcesz go obejrzeć już dziś?- Zaproponował blondyn uśmiechając się i włączając film, o którym rozmawiali- Miłego seansu.- Rzekł, po czym dosiadł się do Lucy.
Dziewczyna siedziała wyraźnie spięta. Po swojej prawej miała Alberta, który siedział na drugiej kanapie, lecz dostatecznie blisko niej, a po lewej siedział Adam na tej samej kanapie co ona:
-Adam...- Szepnęła do niego Lucy
-Hm?
-Skąd masz przedpremierowe filmy?- Zapytała tak cicho, że aż ledwo sama siebie usłyszała, lecz on cudem dosłyszał to co ona powiedziała
-Mój ojciec ma znajomego w branży kinowej, więc wysyła mu przedpremierowo filmy.- Pomimo iż były ciemno poczuła, że Adam się do niej uśmiecha.
Na początku filmu było widać ładnie zadbaną kuchnię oraz gotującą dziewczynę stojącą tyłem w jeansach i jaskrawo różowym topie. Nuciła pod nosem pewną piosenkę, której Lucy nigdy wcześniej nie słyszała. Teraz zbliżenie na jej smukłe palce gniotące ciasto. Widać było, że dziewczyna jest z Robotników. Włosy w nieładzie, brudne jeansy, porwane i schodzone trampki. Aż przykro było na nią patrzeć. Zbliżenie na jej twarz. Wyglądała na mniej więcej osiemnaście lat. Miała podbite oko i przeciętą wargę. Ślady pobicia były charakterystyczną cechą Robotników. Oni bili się na okrągło. U nich nie obowiązywała żadna etykieta i dobre maniery, a przynajmniej tak wmawiano Lucy. Nagle słychać trzaśnięcie drzwi i do pomieszczenia wchodzi młody mężczyzna cały umorusany na czarno. Jedynie okolice oczu są w miarę jasne. Zapewne jest czyścicielem kominów. Zmęczony pada na pobliskie krzesło i pyta co na obiad...
Ogółem film nie był zbyt interesujący dla Lucy. Zwykła opowieść o dziewczynie, która był ofiarą przemocy domowej oraz, która uciekła z domu, bo miała dość swojego męża tyrana. Błądziła przez kilka dni po lesie, aż znalazł ją Magnat imieniem Henry, który przygarnął ją do siebie najpierw jako służącą, a później się w niej zakochał i się ożenili. Koniec filmu. Jak dla niej fabuła zbyt łatwa do przewidzenia. Praktycznie nie było w tym filmie nic co mogłoby ją zaskoczyć.
Po chwili Adam uruchomił drugi film. Ten był o wiele ciekawszy. Opowiadał historię ludzi, którzy musieli ukrywać się w podziemiach, i byli podzieleni na strefy względem umiejętności. Na powierzchni grasowały liczne stwory oraz dzicy ludzie, którzy byli poważnym zagrożeniem dla ludzi żyjących pod ziemną. Fabuła głównie toczyła się wokół dziewczyny imieniem Aria. Cała historia zaczyna się od dnia wyboru, gdzie podziemni ludzi dobierają się w Pary, aby przeżyć. Jak się okazuje jej Partnerem zostaje syn Wielkiego Wodza- Dexter, który skradł serce Lucy. Głównie cała akcja polega na znalezieniu Wszechmocnego Kryształu, który jest legendą i jedyną nadzieję na uratowanie rodu Monliprose... (Link do tej historii ;))
Tak. Ten film był zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Fabuła była o wiele lepsza, bohaterowie bardziej barwni, akcja żywsza. Gdyby mogła obejrzałaby ten film jeszcze raz.
Po tych dwóch seansach wyszli z sali kinowej i ruszyli do jadalni na posiłek. Obejrzenie tych dwóch filmów zajęło im około trzy godziny jak nie więcej. Kiedy za siedli do stołu przyniesiono posiłek, który przyprawił Lucy o ciarki na plecach...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz