Tego samego dnia Markus otrzymał dwa maile z negatywną odpowiedzią i popadł w jeszcze większy gniew. Chodził jak nakręcony mechaniczny żołnierzyk i recytował pod nosem wiązanki przekleństw. Jak oni mogli pogardzić jego piękną córką?! Pff. Nie znają się. Banda zarozumiałych bogaczy! Te dranie nie wiedzą, jaka okazja przeleciała im koło nosa! Jeszcze im kiedyś pokaże! Odgrażał się w myślach, gdy równo o dwudziestej pierwszej zabrzmiał dźwięk fortepianu i skrzypiec, który oznaczał kolację. Gdy wszedł do jadalni Lucy i Jennifer były już w połowie ,,Chandelier" australijskiej piosenkarki Sii. Kali jak zawsze siedziała na swoim miejscu przy stole i stamtąd nasłuchiwała przyjemnych dźwięków płynących spod palców jej zdolnych sióstr. Markus rozejrzał się po jadalni i stwierdził, że nie ma w niej żony. Troche zbyt mocno chwycił jedną ze służących za ramię i nakazał sprowadzić Elisabeth do jadalni w trybie natychmiastowym. Wystraszona pokojówka szybko pokiwała głową i czym prędzej opuściła pomieszczenie delikatnie masując obolałe miejsce, na którym spoczęła ręka Arystokraty i pana domu.
Elisabeth jak zwykle siedziała w bibliotece i czytała ,,Wichrowe wzgórza". Kochała tą książkę i nie przeszkadzało jej to, że czyta ją już czwarty raz z rzędu. Gdy usłyszała pukanie do drzwi podskoczyła w miejscu i przerwała czytanie, a do środka zawitała pokojówka.
W tym samym czasie dziewczynki skończyły grać ,,Chandelier". Zauważywszy, że nie ma jeszcze matki postanowiły zagrać poranne ,,Wake me up" Avicii'ego. Markus głodny i poirytowany usiadł na swoim stałym miejscu i zabójczym wzrokiem wpatrywał się w wejście do jadalni. A niech tylko Elisabeth wejdzie, a zrobi jej taka awanturę, że do końca życia nie spóźni się na kolację. Gdzie ta cholerna kobieta się włóczy. On tu próbuje ratować swoją posiadłość, nie ma prawie czasu na jedzenie, palenie, nawet picie, a ona bezczelnie się spóźnia! Jeżeli za chwilę się tu nie pojawi, to zaraz sam osobiście po nią pójdzie. Już go irytowała ta piosenka, więc ostrym tonem nakazał córkom zostawić te piekielne instrumenty i usiąść do stołu. Prawie na równi z dziewczynkami Elisabeth wkroczyła do jadalni w pośpiechu i już chciała usiąść, gdy Markus jej przeszkodził:
-Podejdź tu, Elisabeth!- Nakazał ostrym jak nóż tonem
-T-tak?- Zapytała podchodząc; wiedziała, że jej mąż nie jest w najlepszym humorze
-Która jest do cholery godzina?!- Wydarł się na nią, a ona spuściła nisko głowę- Gdzie ty w ogóle kobieto byłaś?! I co robiłaś?!- Darł się na nią, a ona stała przed nim jak pies z podkulonym ogonem; Kali była już gotowa do obrony matki, lecz Lucy ją powstrzymała- Ech, nie ważne. Siadaj, bo zdechne z głodu!- Warknął, a ona usiadła na swoim miejscu.
Kolacja odbywała się w zupełnej ciszy. Żaden brzdęk sztućców o talerz, ani odgłos nalewanych napoi jej nie przerwał.
Po ostatnim wspólnie spędzonym tego dnia posiłku Markus czmychnął i zamknął się w swym biurze sam na sam ze swoim najlepszym przyjacielem Jack'iem Daniels'em, Elisabeth nie chcąc się narazić mężowi poszła od razu do sypialni, a dziewczynki, wszystkie trzy, poszły do pokoju Lucy. Zawsze dam chodziły, gdy ich ojciec znęcał się nad matką. Tam mogły spokojnie dyskutować i narzekać na swego rodzica:
-Nie cierpie, gdy on to robi!- Oburzyła się Kali
-Ja też!- Obstawała murem za siostrą Jennifer
-Macie rację, mi też się to nie podoba, ale nie możemy nic z tym zrobić. Dobrze wiecie jakie jest prawo.- Zgadzała sie z nimi Lucy; pomimo ,,sztywnych" manier posiadała własne zdanie, którym niechętnie się dzieliła z innymi
-Prawo jest do dupy!- Odparowała Kali robiąc warkocz młodszej siostrze
-Ej, pilnuj języka.- Upomniała ją starsza siostra
-Daj spokój Lucy. Czemu ty cały czas tak bardzo trzymasz się zasad i etykiety?-Zapytała poirytowana lekko szarpiąc za włosy Jennifer
-Zostałam tak nauczona i wychowana. A poza tym, nie chcę się nikomu narażać...- Mruknęła posępnie; przypomniało jej się jak kiedyś broniła Kali przed ich ojcem, gdy dwulatka dorwała jego drogie cygara. Markus, który był pod wpływem alkoholu miał ochotę rozszarpać swoją córkę, lecz wtedy czteroletnia Lucy zaczęła bronić swojej młodszej siostry. Pamiętała kiedy Markus podniósł na nią rękę. Miała podbite oko, złamaną rękę i kilka siniaków. Już nigdy więcej nie dyskutowała z ojcem, ani nikogo nie broniła, bo wiedziała, że w każdej chwili może stać się ofiarą wyładowania negatywnych emocji.
Gdy Jennifer miała całą głowę w warkoczykach przyszła kolej na Lucy:
-Mogłabyś zrobić jeden duży?- Zapytała bezbarwnym tonem
-Jasne!- Odpowiedziała młodsza siostra pełna energii
-Kali...- Zaczęła Lucy, lecz w tym momencie Jennifer dorwała ,,Mechanicznego Anioła"-Ej, zostaw to!
-Co to jest?- Zapytała najmłodsza z sióstr z zaciekawieniem oglądając okładkę
-Książka.- Warknęła Lucy stojąc obok niej i wyrywając z jej rąk książkę
-Przecież wiem, że to książka!- Odparła Jennifer
-Nikt ci nie mówił, że nie bierze się czyichś rzeczy bez pytania?- Zaatakowała wnerwiona Lucy; nie cierpiała, gdy ktoś dotykał jej własności, a w szczególności książek
-Dobra, luz. Chciała ją tylko obejrzeć.- Próbowała załagodzić atmosferę Kali- Siadaj na łóżko, musze dokończyć tego twojego warkocza.
Po zrobieniu warkocza dla starszej siostry Kali poczuła się senna, więc razem z Jennifer koło dwudziestej drugiej opuściły pokój Lucy.
Piętnastolatka niechętnie rozwaliła warkocz autorstwa młodszej siostry i poszła się wykąpać. Leżała w wodzie przez co najmniej piętnaście minut. Czuła jak piana pieszczotliwie otacza jej stopy oraz okala twarz, kiedy leży. W końcu, gdy woda zaczęła robić się zimna, a piana znikać postanowiła spłukać jej resztki z głowy, po czym wyszła z wanny i opatuliła długim aż do ziemi białym ręcznikiem ze złotymi wzorami. Gdy już była w piżamie zaczęła suszyć włosy suszarką i je rozczesywać. Następnie nałożyła na twarz szybką maseczkę, którą po dziesięciu minutach zmyła i na jej miejscu wtarła krem nawilżający. Na koniec umyła zęby i tak oto nastała dwudziesta trzecia.
Z ociąganiem położyła się na swym łóżku i przemknęła oczy. Nie czuła się senna. Wręcz przeciwnie. Postanowiła, że przeczyta tylko dwa rozdziały ,,Mechanicznego Anioła" i dopiero wtedy pójdzie spać. Tak też zrobiła. Czytanie jednego rozdziału statystycznie zabierało jej około piętnastu minut, więc spać położyła się dopiero w pół do dwunastej. Kiedy już zasypiała rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Poderwała się z łóżka i pobiegła do drzwi, które prowadziły na korytarz, lecz w połowie drogi zatrzymała się. Lepiej zostać w łóżku. Gdyby chcieli mojego towarzystwa to by kogoś po mnie przysłali. Myślała wracając do wygrzanego łóżka. Nie minęło pięć minut, a do jej pokoju w pośpiechu wleciała matka:
-Lucy, wstawaj!- Wyszeptała ponaglającym tonem wyciągając z szafy najładniejszą sukienkę jaką Lucy posiadała.
-Co się stało?- Zapytała piętnastolatka zakładając beżową sukienkę z czarnymi zakładkami oraz kołnierzem i czarne baleriny. W tym samym czasie Elisabeth w pośpiechu rozczesywała jej brązowe włosy.
- Przyjechali Clockwork'owie.- Oznajmiła z napięciem w głosie- Chcą się z tobą zobaczyć...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz