Do klasy wszedł chłopak z lekko opaloną skórą, ale nie taką jak Demonicy. Jego włosy i oczy były koloru brązowego, a ubrany był w spodnie na szelkach i białą koszulę z podwiniętymi rękawami:
-Prze-przepraszam za spóźnienie.- Przeprosił zziajany taksując wzrokiem klasę w poszukiwaniu wolnego miejsca
-Ach i zapomniałabym o jeszcze jednym. Osoby, które będą się NOTORYCZNIE SPÓŹNIAĆ będą pytane jako pierwsze.- Popatrzyła z dezaprobatą na chłopaka z szopą włosów na głowie- Czy to jasne panie...- Zanurkowała wzrokiem w listę uczniów
-Skill.- Podpowiedział
-Tak, panie Oliverze Skill. A teraz zajmij miejsce.- Nakazała tonem nieznoszącym sprzeciwu, a chłopak dosiadł się akurat do Lucy:
-Cześć.- Przywitał się
-Hej.- Odpowiedziała przenosząc swój plan z ekranu, który był wbudowany w ławkę, na swój tablet, zwany inaczej e-notatnikiem.
Ogółem po przeniesieniu swojego planu lekcji, Demonica sprawdzając obecność prosiła dane osoby o drobne przedstawienie się i podanie swojego numeru telefonu, a sama swój wyświetliła na tablicy i ekranach w ławkach:
-W razie problemów z dziennikiem internetowym lub problemami ogólnymi proszę się ze mną kontaktować.- Poinformowała swoich uczniów, po czym pożegnała się z nimi.
Wszyscy czym prędzej rzucili się w stronę drzwi, gdyż wiedzieli, że dostała im się najgorsza nauczycielka w szkole.
Lucy wyszła jako ostania i już kierowała się do wyjścia szkoły, gdy zatrzymał ją Oliver:
-Hej, poczekaj!- Zawołał za nią- Jesteś Lucy prawda?- Kiwnęła głową- Pamiętasz mnie? Widzieliśmy się na przyjęciu u Weilanda. Przyszedłem ze starszym bratem i kolegą.
-I próbowałeś poderwać Rachel.- Uśmiechnęła się lekko
-Tak, dokładnie.- Odpowiedział jej tym samym, ciesząc sie, że zapadł jej w jakiś sposób w pamięć
-Wiesz, nie chcę być niemiła, ale muszę już iść.- Rzekła, gdy spostrzegła znajomą sylwetkę oraz blond włosy upięte w koński ogon.
-Ach, idź, przepraszam, że cię zatrzymałem.- Podrapał się po głowie, a Lucy niemal biegiem wyszła ze szkoły. Gdy znalazła się na parkingu przy samochodzie, Adama jeszcze nie było. Niespokojnie tupała stopą w miejscu i liczyła sekundy. Kiedy zbliżała się czwarta minuta ze szkoły wyłonił się Oliver w towarzystwie Nathaniela i swojego starszego brata. Rozmawiali o czymś. Brunetka szybko odwróciła się do nich plecami, aby jej nie poznali. ,,Niech sobie idą, niech sobie idą, niech sobie idą..." powtarzała to jak mantrę skubiąc jedno z pasm swoich brązowych włosów:
-O, cześć Lucy.- Usłyszała za sobą łagodny głos Nathaniela, przegryzając wargę odwróciła się na pięcie i obdarzyła go ciepłym uśmiechem
-Cześć.- Przywitała się spoglądając niespokojnie w stronę drzwi wejściowych
-Jak tam początek roku? Kogo masz jako wychowawcę?- Zapytał spokojnym tonem uśmiechając się lekko przy tym
-Panią Amelię Rodriquez.- Odpowiedziała
-Mhm. Lilith...- Stali przez chwilę w niezręcznej ciszy- Czekasz na kogoś?
-Tak.- Odparła krótko
-Koleżanka?- Zaciekawił się
-Mąż.- Lekko zarumieniła się i spuściła głowę
-Mąż? Ach. Jesteś żoną Adama Clockwork'a.- Domyślił się- To dlatego tak ciebie pilnował na przyjęciu. To dobry chłopak. Zasługujesz na niego.- Uśmiechnął się tak uroczo, że serce Lucy mało się nie roztopiło.- Będę się zbierał, bo jak już może wiesz, on za mną nie przepada.- Spojrzał z obawą na drzwi wejściowe- To cześć.- Pożegnał się całując ją w wierzch dłoni, po czym odszedł.
Lucy stała przez chwilę zbita z tropu. Nathaniel jest bardzo miły, a może to tylko pozory? I dlaczego Adam go nie lubi? Przecież miał jej wytłumaczyć jak wrócą, ale poszedł spać, a ona rano zapomniała i jakoś tak nie miała czasu zapytać. Z rozmyśleń wyrwał ją przyjazny i wesoły głos Adama:
-Lucy, wsiadasz?- Zapytał stojąc po drugiej stronie samochodu od strony kierowcy
-Tak, tak. Już wsiadam.- Odparła i wsiadła do pojazdu.
-Jak było?- Zapytał uruchamiając samochód
-Nie jest aż tak źle. Jest trochę wymagająca.- Wyżaliła się
-Jeżeli będzie okropna to mi powiedz. Przeniesiemy cię do równoległej klasy.- Jego uśmiech mówił ,,Możesz mi zaufać. Chcę dla ciebie jak najlepiej". Kiwnęła głową na zgodę i zapanowała cisza. W końcu Lucy zebrała się w sobie i zadała te pytanie, które znowu zaczęło ją nurtować:
-Adam.- Zwróciła się do niego po imieniu- Dlaczego nie lubisz Nathaniela?- Spojrzała na niego wyczekująco. Jego rysy twarzy wyostrzyły się, a w jego oczach pojawił się smutek pomieszany z zawodem:
-Ech. Byłem zadowolony, że od przyjęcia zapomniałaś, ale i tak muszę ci w końcu to opowiedzieć, bo, i tak, będziesz go prawdopodobnie codziennie mijała na korytarzu.- Westchnął- Kiedyś przyjaźniliśmy się ze sobą, wspieraliśmy się. Był dla mnie jak młodszy brat. Pomagałem mu w zadaniach domowych, a on czasami przychodził do fabryki i pomagał przy zegarkach. Pewnego dnia jak zwykle przyszedł mi pomóc i rozciął mi nożem plecy od lewego barku, do prawego biodra, po czym ukradł dwa pudła zegarków, które później sprzedał za marne pieniądze.- Westchnął wpatrując się w drogę; wyglądał bardzo smętnie, aż Lucy zrobiło się go szkoda
-Wiesz dlaczego to zrobił?- Zapytała
-W sądzie nie chciał powiedzieć, więc uznano, że dla własnych celów materialnych.
-A ta blizna na plecach?- Przypomniało jej się
-Tak, to on ją zrobił.- Odwrócił głowę w drugą stronę, aby Lucy nie widziała wyrazu jego twarzy- Ufałem mu.- Wyszeptał. Do oczu napłynęły jej łzy, położyła swoją dłoń na wierzchu dłoni Adama, który aktualnie trzymał swoją na skrzyni biegów.
-Dziękuję. I chyba nie powinnam była tego poruszać.- Zmartwiła się
-Nie, jest ok. Nie wiedziałaś, a ja byłem ci to winien od półtora tygodnia.- Wysilił się na słaby uśmiech. Dalej wracali do domu w ciszy.
piątek, 25 listopada 2016
sobota, 19 listopada 2016
Rozdział 30 Nowy rok szkolny
Nie wiadomo kiedy, okres wakacyjny dobiegł końca i wszyscy uczniowie musieli powrócić do swoich szkół. W tych czasach system szkolnictwa lekko uległ zmianom. Teraz liceum zaczynało się od szesnastego roku życia, a kończyło dopiero w dwudziestym pierwszym. Studnia były już niekonieczne, ponieważ gdy ukończyło się pierwsze trzy klasy liceum można było wybrać profil, który miał przygotować do wybranego przez ucznia zawodu bądź profesji.
Lucy, tydzień po balu u Alberta, skończyła szesnaście lat, więc zaczynała pierwszą klasę liceum.
Trochę się denerwowała, ponieważ teraz zmieniło się jej otoczenie, więc będzie musiała poznawać wszystkich i wszystko od nowa, chociaż z drugiej strony dobrze, że to był jej pierwszy rok, a nie na przykład czwarty.
Miała szczęście, że Adam uczęszczał do tego samego liceum co ona. Będą mogli się widywać na przerwach, a on będzie mógł ją podwozić i odwozić ze szkoły.
Właśnie teraz razem z Albertem i Rachel stali na sali gimnastycznej, na której dyrektor szkoły wygłaszał swoje przemówienie. Uwzględnił w nim to, jak bardzo mu brakowało uczniów oraz witał nowo przybyłych, zarówno tych, którzy tak jak Lucy zaczęli nowy rok szkolny w nowej szkole, jak i tych, którzy dołączyli do starszych klasach. Po jakże przejmującym apelu, który trwał godzinę, poproszono, aby uczniowie rozeszli się do klas na spotkanie ze swoimi nauczycielami. Wszyscy skierowali się do drzwi, przez co powstał lekki korek:
-Ech, ale się stęskniłam za Robaczkiem.- Westchnęła Rachel
-Kim?- Zapytała zbita z tropu Lucy
-To nasz wychowawca.- Wyjaśnił Adam- Uczy wuefu.
-Ale dlaczego robaczek?
-Bo ma na nazwisko Robaczewski.- Prychnął Albert- A poza tym nazywa nas Robaczkami.
-Aha. A jak nazywa się moja wychowawczyni?- Zaciekawiła się
-To chyba Lilith?- Zastanowiła się Rachel
-Jaka Lilith!- Oburzył się brunet- Demonica!
-Ale Lilith jest matką wszystkich demonów.- Wykłócała sie z nim blondynka, a w tym czasie przejście powoli pustoszało.
-No i dobra, ale Lilith brzmi zbyt ładnie. To prawdziwy demon!- Sprzeczał się z nią Albert
-O co im chodzi?- Zadała pytanie Lucy Adamowi
-Ech. twoją wychowawczynią jest Amelia Rodriquez i uczy religii katolickiej. A swój przydomek zyskała przez liczne kartkówki, surową dyscyplinę oraz przez straszenie nas różnymi demonami. Albert nazywa ją ,,Demonicą", ale to tylko dlatego, bo nie dopuściła go do bierzmowania kilka lat temu.- Wytłumaczył spokojnym tonem prowadząc ją za rękę pod klasę, gdzie ,,Demonica" wpuszczała uczniów do sali- Leć, bo jeszcze jej podpadniesz. Jak skończysz to czekaj przy samochodzie.- Nakazał i ruszył dalej korytarzem znikając w tłumie innych uczniów.
Lucy niepewnie weszła do sali i zajęła miejsce w środkowym rzędzie, a konkretniej w trzeciej ławce. W klasie nie było zbyt wiele osób, może co najmniej piętnaście? Większość siedziała sama, prócz zaledwie trzech par, które prawdopodobnie poszły do tej samej szkoły, a nawet klasy. Lilith, czy jak ją tam zwali wyglądała na około trzydzieści lat. Ubrana była w długą, czarną suknię do samej ziemi z długimi koronkowymi rękawami. Miała długie, czarne jak sadza włosy upięte w kok, ciemne oczy oraz karnację. Jej usta były pomalowane purpurową pomadką. Z uszu zwisały złote kolczyki-obręcze, a na szyi miała zawieszony srebrny krzyż oraz czarny różaniec. Jej ręce zdobiły złote bransolety, a na palcu serdecznym lewej ręki jeden pierścionek, który oznaczał, że jest albo zaręczona albo w związku małżeńskim.
Gdy się w końcu odezwała jej ton był dosyć szorstki jak papier ścierny i równie jadowity co jad węża:
-Witaj moja droga klasso.- Przeciągnęła ,,s" jak wąż, z lekkim hiszpańskim akcentem.- Nazywam się Amelia Rodriquez i od dnia dzisiejszego będę waszym wychowawcą, dopóki nie ukończycie tej szkoły. Jeśli jeszcze większość z was się nie zorientowała jestem katechetką, więc to ze mną będziecie mieli religię. Na początku ustalmy kilka zasad. Po pierwsze: na moich lekcjach panuje absolutna i bezwzględna cisza. Po drugie: jeżeli wy oczekujecie czegoś ode mnie, to ja będę od was również czegoś oczekiwać. Po trzecie: żadnych telefonów na lekcjach i innych urządzeń elektrycznych, prócz zegarków lub e-notatników. Po czwarte: dziewczęta nie zakładają krótkich spódnic, nie malują się zbyt ostro, nie noszą wydekoltowanych bluzek na ramiączkach lub odkrytymi plecami. Po piąte: raz w miesiącu wychodzimy na lekcji wychowawczej do kościoła, aby się pomodlić. Po szóste: jeżeli nie dostanę usprawiedliwienia dwa dni od pojawienia się ucznia w szkole, stawiam nieusprawiedliwienie. Czy to jasne? W razie czego jeszcze jutro wam przedstawię jakie będą obowiązywać was reguły na moich lekcjach. Zaraz na tablicy wyświetlę wasz plan lekcji na najbliższy czas, a wy go przeniesiecie na swoje e-notatniki. W tym czasie sprawdzę obecność...- Właśnie akurat tym momencie do klasy wbiegł zdyszany chłopak wyglądający dosyć znajomo...
Lucy, tydzień po balu u Alberta, skończyła szesnaście lat, więc zaczynała pierwszą klasę liceum.
Trochę się denerwowała, ponieważ teraz zmieniło się jej otoczenie, więc będzie musiała poznawać wszystkich i wszystko od nowa, chociaż z drugiej strony dobrze, że to był jej pierwszy rok, a nie na przykład czwarty.
Miała szczęście, że Adam uczęszczał do tego samego liceum co ona. Będą mogli się widywać na przerwach, a on będzie mógł ją podwozić i odwozić ze szkoły.
Właśnie teraz razem z Albertem i Rachel stali na sali gimnastycznej, na której dyrektor szkoły wygłaszał swoje przemówienie. Uwzględnił w nim to, jak bardzo mu brakowało uczniów oraz witał nowo przybyłych, zarówno tych, którzy tak jak Lucy zaczęli nowy rok szkolny w nowej szkole, jak i tych, którzy dołączyli do starszych klasach. Po jakże przejmującym apelu, który trwał godzinę, poproszono, aby uczniowie rozeszli się do klas na spotkanie ze swoimi nauczycielami. Wszyscy skierowali się do drzwi, przez co powstał lekki korek:
-Ech, ale się stęskniłam za Robaczkiem.- Westchnęła Rachel
-Kim?- Zapytała zbita z tropu Lucy
-To nasz wychowawca.- Wyjaśnił Adam- Uczy wuefu.
-Ale dlaczego robaczek?
-Bo ma na nazwisko Robaczewski.- Prychnął Albert- A poza tym nazywa nas Robaczkami.
-Aha. A jak nazywa się moja wychowawczyni?- Zaciekawiła się
-To chyba Lilith?- Zastanowiła się Rachel
-Jaka Lilith!- Oburzył się brunet- Demonica!
-Ale Lilith jest matką wszystkich demonów.- Wykłócała sie z nim blondynka, a w tym czasie przejście powoli pustoszało.
-No i dobra, ale Lilith brzmi zbyt ładnie. To prawdziwy demon!- Sprzeczał się z nią Albert
-O co im chodzi?- Zadała pytanie Lucy Adamowi
-Ech. twoją wychowawczynią jest Amelia Rodriquez i uczy religii katolickiej. A swój przydomek zyskała przez liczne kartkówki, surową dyscyplinę oraz przez straszenie nas różnymi demonami. Albert nazywa ją ,,Demonicą", ale to tylko dlatego, bo nie dopuściła go do bierzmowania kilka lat temu.- Wytłumaczył spokojnym tonem prowadząc ją za rękę pod klasę, gdzie ,,Demonica" wpuszczała uczniów do sali- Leć, bo jeszcze jej podpadniesz. Jak skończysz to czekaj przy samochodzie.- Nakazał i ruszył dalej korytarzem znikając w tłumie innych uczniów.
Lucy niepewnie weszła do sali i zajęła miejsce w środkowym rzędzie, a konkretniej w trzeciej ławce. W klasie nie było zbyt wiele osób, może co najmniej piętnaście? Większość siedziała sama, prócz zaledwie trzech par, które prawdopodobnie poszły do tej samej szkoły, a nawet klasy. Lilith, czy jak ją tam zwali wyglądała na około trzydzieści lat. Ubrana była w długą, czarną suknię do samej ziemi z długimi koronkowymi rękawami. Miała długie, czarne jak sadza włosy upięte w kok, ciemne oczy oraz karnację. Jej usta były pomalowane purpurową pomadką. Z uszu zwisały złote kolczyki-obręcze, a na szyi miała zawieszony srebrny krzyż oraz czarny różaniec. Jej ręce zdobiły złote bransolety, a na palcu serdecznym lewej ręki jeden pierścionek, który oznaczał, że jest albo zaręczona albo w związku małżeńskim.
Gdy się w końcu odezwała jej ton był dosyć szorstki jak papier ścierny i równie jadowity co jad węża:
-Witaj moja droga klasso.- Przeciągnęła ,,s" jak wąż, z lekkim hiszpańskim akcentem.- Nazywam się Amelia Rodriquez i od dnia dzisiejszego będę waszym wychowawcą, dopóki nie ukończycie tej szkoły. Jeśli jeszcze większość z was się nie zorientowała jestem katechetką, więc to ze mną będziecie mieli religię. Na początku ustalmy kilka zasad. Po pierwsze: na moich lekcjach panuje absolutna i bezwzględna cisza. Po drugie: jeżeli wy oczekujecie czegoś ode mnie, to ja będę od was również czegoś oczekiwać. Po trzecie: żadnych telefonów na lekcjach i innych urządzeń elektrycznych, prócz zegarków lub e-notatników. Po czwarte: dziewczęta nie zakładają krótkich spódnic, nie malują się zbyt ostro, nie noszą wydekoltowanych bluzek na ramiączkach lub odkrytymi plecami. Po piąte: raz w miesiącu wychodzimy na lekcji wychowawczej do kościoła, aby się pomodlić. Po szóste: jeżeli nie dostanę usprawiedliwienia dwa dni od pojawienia się ucznia w szkole, stawiam nieusprawiedliwienie. Czy to jasne? W razie czego jeszcze jutro wam przedstawię jakie będą obowiązywać was reguły na moich lekcjach. Zaraz na tablicy wyświetlę wasz plan lekcji na najbliższy czas, a wy go przeniesiecie na swoje e-notatniki. W tym czasie sprawdzę obecność...- Właśnie akurat tym momencie do klasy wbiegł zdyszany chłopak wyglądający dosyć znajomo...
sobota, 12 listopada 2016
Rozdział 29 Bal
Bal zaczął się już od dobrych piętnastu minut. Specjalnie wynajęto zespół z instrumentami muzyki klasycznej oraz DJ'a, którzy mieli się co około pięć piosenek się zmieniać. Przyjęcie głównie składało się z gości w wieku Lucy lub Adama, więc odpowiednia muzyka to podstawa.
Lucy pierwszy raz była na tak dużej imprezie. Te, które organizował jej ojciec miały charakter bardziej kameralny. Markus zazwyczaj zapraszał tylko swoich kolegów i przyjaciół, czasami sponsorów. Najchętniej wychodził z domu i przesiadywał u innych ludzi marnując pieniądze oraz swój czas, który mógłby przeznaczyć na przebywanie z żoną i trzema córkami. No ale jaka to rodzina, skoro są w niej aż cztery baby i tylko on jedne. Żeby miał chociaż jednego syna, to już jest coś, ale żeby trzy córki? Przynajmniej łatwo jest się ich pozbyć. Stopniowo powydaje je za mąż i będzie miał święty spokój...
Adam nie odstępował swojej żony na krok. Pilnował jej najlepiej jak umiał. Wiedział, że na przyjęciach takich jak te kręci się wiele adoratorów i podrywaczy gotowych ukraść ci dziewczynę, narzeczoną, a nawet żonę. Stali razem z Albertem oraz Rachel i rozmawiali o niedługo zaczynającym się roku szkolnym. Jak się okazało trójka przyjaciół będzie uczęszczała do tej samej klasy, a Lucy dopiero zacznie chodzić do ich szkoły. W pewnym momencie podeszli do ich zgromadzenia trzej młodzi dżentelmeni. Jeden, niezbyt wysoki, aczkolwiek wzrostem dorównywał Rachel bez szpilek, miał średniej długości kręcone brązowe włosy oraz orzechowe oczy i lekko opaloną karnację. Wyglądał na około szesnaście, może siedemnaście lat. Ubrany był w spodnie na szelkach i śnieżnobiałą koszulę.
Drugi był odrobinę wyższy, prawdopodobnie starszy brat tego pierwszego. Włosy, karnacja i kolor oczu identyczne, prócz fryzury i ubioru. Jego włosy były, w przeciwieństwie do młodszego brata, zadziwiająco proste. Miał zgolony prawy bok, a włosy ułożone w lewą stronę. Jego ubiór składał się z czarnych jeansów, eleganckich butów oraz lekko żółtej koszuli z podwiniętymi rękawami.
Trzeci z chłopaków był bardzo podobny do Adama, tylko posiadał oczy koloru świeżo skoszonej trawy. Był niższy o kilka centymetrów od Alberta, a jego wyraz twarzy przywodził na myśl jakby coś przeskrobał, ale specjalnie się tym nie przejmował. Miał długie blond włosy związane w koński ogon. Jego czarna marynarka leżała na nim idealnie i w sumie mógłby uchodzić za eleganta, gdyby nie granatowe jeansy i buty skate'y.
Ten ostatni popatrzył na Lucy dosyć sympatycznym wzrokiem, a w tym czasie chłopak o ciemnej karnacji zabiegał o względy Rachel, która twardo trzymała się, że ,,nie będzie tańczyła z niższymi od siebie chłopakami". ,,Słońce, co to za problem? Zdejmiesz buty i po kłopocie" próbował przekonać ją ten starszy z braci. W jej obronie stanął Albert, który oznajmił, że Rachel nie będzie zdejmowała swoich butów dla jakichś, jak to się wyraził, ,,niskich przydupasów". W tym czasie wywiązała się między nimi mała kłótnia, w której była konieczna interwencja Adama. Chłopak o zielonych oczach i długich blond włosach skorzystał z okazji i poprosił Lucy do tańca. Dziewczyna nie zdążyła się sprzeciwić, gdyż chłopak już chwycił ją za rękę i pociągnął na parkiet. Delikatnie położył swoją dłoń w miejscu, gdzie Lucy miała biodro, a jej rękę położył sobie na ramieniu. Ku swemu zdziwieniu Lucy odkryła, że nie musi stać na palcach, aby z nim tańczyć. Był, jakby to ująć: w sam raz. Noo może odrobinę za wysoki, ale nie aż tak jak jej Adam. Podczas tańca narodziła się między nimi konwersacja:
-Jak ci na imię?- Zapytał bardzo przyjemnym i uprzejmym głosem blondyn
-Lucy.- Odpowiedziała krótko
-Bardzo ładne imię.- Odpowiedział- Nazywam się Nathaniel Onyx.- Przedstawił się posyłając jej lekki uśmiech- Jak ci się podoba na przyjęciu?
-Jest bardzo... miło.
-Cieszę się.- Okręcił ją wokół jej własnej osi i prowadził dalej- Przyszłaś sama?
-Nie...- Wydukała i w tym momencie odbił ją Adam
-Zaczepiał cię?- Zapytał
-Nie, był bardzo miły i uprzejmy.- Stanęła w jego obronie Lucy
-Uff, całe szczęście. On nie jest dla ciebie odpowiednim towarzystwem.- Popatrzył krzywo w stronę Nathaniela, który teraz stał pod ścianą i bacznie im się przyglądał.
-Dlaczego?- Odważyła się zapytać
-Opowiem ci, jak wrócimy do domu. To nie jest miejsce i czas na to, aby ci to tłumaczyć. Po prostu nie chcę psuć ci zabawy.- Wyjaśnił
-Dobrze.- Przytaknęła i muzyka ucichła, lecz tylko na chwilę, gdyż zaraz po niej nastąpiła o wiele żywsza piosenka. Lucy szybko odszukała wzrokiem Rachel, która siedziała na jednej z sof i o dziwo rozmawiała o czymś z Albertem. Dołączyli do nich. Jak się okazało dyskutowali na temat wynalazków Alberta oraz próbowali wymyślać inne:
-Jak tańczyło się ze Złodziejem?- Zapytał Albert rozbawionym tonem, a Adam rzucił mu mordercze spojrzenie
-Ki...- Chciała zapytać Lucy, ale przerwał jej Adam
-Nie psuj nam tego wieczoru.- Odparł karcącym tonem, aż Rachel popatrzyła na niego ze zdziwieniem
-Wszystko w porządku?- Zadała mu pytanie blondynka
-Ugh. Nie.- Odpowiedział jej zaciskając dłonie w pięści, aby się uspokoić
-Adam.- Zwróciła się do niego Lucy delikatnie kładąc swoją dłoń na jego ramieniu, lecz on ją strząsnął
-Nie tańcz z nim więcej.- Nakazał nie patrząc na nią, a ona pokiwała energicznie głową po czym delikatnie spuściła głowę, zacisnęła usta w wąską kreskę i splotła swoje palce jak do modlitwy. Na widok tak przygnębionej Lucy, Rachel zrobiło jej się żal. Potajemnie kopnęła pod stołem Adama w nogę, a gdy ten spojrzał na nią z wyrzutem, wzrokiem pokazała na Lucy. Chłopak szybko pojął o co jej chodziło. Jemu też zrobiło jej się żal. Przecież nie wiedziała kim jest albo był Nathaniel, a w dodatku to była jego wina, że pozwolił się rozkojarzyć i przez to nie upilnował jej. Nie powinien być teraz na nią zły, tylko na siebie. Miał to już od dziecka, jak coś nie szło po jego myśli to najłatwiej było to zwalić na kogoś, a samemu pozostać niewinnym. Teraz jest już praktycznie dorosły, więc pora dorosnąć. Wziął głęboki wdech, po czym objął ją i przyciągnął do siebie:
-Przepraszam.- Wyszeptał jej do ucha i pocałował w policzek, aż Lucy zarumieniła się po korzonki włosów
-Nic się nie stało.- Odparła lekko zdezorientowana spokojnym tonem
-Byłem dla ciebie niemiły. To się już więcej nie powtórzy.- Obiecał i mocniej ją przycisnął do siebie.
-D-dobrze, nie gniewam się na ciebie.- Powiedziała lekko zbita z tropu czule głaszcząc jego blond włosy.
-Może zatańczymy?- Zaproponował, a ona kiwnęła głową na zgodę, po czym wstali z tapczanika i trzymając się za ręce ruszyli na parkiet.
Lucy pierwszy raz była na tak dużej imprezie. Te, które organizował jej ojciec miały charakter bardziej kameralny. Markus zazwyczaj zapraszał tylko swoich kolegów i przyjaciół, czasami sponsorów. Najchętniej wychodził z domu i przesiadywał u innych ludzi marnując pieniądze oraz swój czas, który mógłby przeznaczyć na przebywanie z żoną i trzema córkami. No ale jaka to rodzina, skoro są w niej aż cztery baby i tylko on jedne. Żeby miał chociaż jednego syna, to już jest coś, ale żeby trzy córki? Przynajmniej łatwo jest się ich pozbyć. Stopniowo powydaje je za mąż i będzie miał święty spokój...
Adam nie odstępował swojej żony na krok. Pilnował jej najlepiej jak umiał. Wiedział, że na przyjęciach takich jak te kręci się wiele adoratorów i podrywaczy gotowych ukraść ci dziewczynę, narzeczoną, a nawet żonę. Stali razem z Albertem oraz Rachel i rozmawiali o niedługo zaczynającym się roku szkolnym. Jak się okazało trójka przyjaciół będzie uczęszczała do tej samej klasy, a Lucy dopiero zacznie chodzić do ich szkoły. W pewnym momencie podeszli do ich zgromadzenia trzej młodzi dżentelmeni. Jeden, niezbyt wysoki, aczkolwiek wzrostem dorównywał Rachel bez szpilek, miał średniej długości kręcone brązowe włosy oraz orzechowe oczy i lekko opaloną karnację. Wyglądał na około szesnaście, może siedemnaście lat. Ubrany był w spodnie na szelkach i śnieżnobiałą koszulę.
Drugi był odrobinę wyższy, prawdopodobnie starszy brat tego pierwszego. Włosy, karnacja i kolor oczu identyczne, prócz fryzury i ubioru. Jego włosy były, w przeciwieństwie do młodszego brata, zadziwiająco proste. Miał zgolony prawy bok, a włosy ułożone w lewą stronę. Jego ubiór składał się z czarnych jeansów, eleganckich butów oraz lekko żółtej koszuli z podwiniętymi rękawami.
Trzeci z chłopaków był bardzo podobny do Adama, tylko posiadał oczy koloru świeżo skoszonej trawy. Był niższy o kilka centymetrów od Alberta, a jego wyraz twarzy przywodził na myśl jakby coś przeskrobał, ale specjalnie się tym nie przejmował. Miał długie blond włosy związane w koński ogon. Jego czarna marynarka leżała na nim idealnie i w sumie mógłby uchodzić za eleganta, gdyby nie granatowe jeansy i buty skate'y.
Ten ostatni popatrzył na Lucy dosyć sympatycznym wzrokiem, a w tym czasie chłopak o ciemnej karnacji zabiegał o względy Rachel, która twardo trzymała się, że ,,nie będzie tańczyła z niższymi od siebie chłopakami". ,,Słońce, co to za problem? Zdejmiesz buty i po kłopocie" próbował przekonać ją ten starszy z braci. W jej obronie stanął Albert, który oznajmił, że Rachel nie będzie zdejmowała swoich butów dla jakichś, jak to się wyraził, ,,niskich przydupasów". W tym czasie wywiązała się między nimi mała kłótnia, w której była konieczna interwencja Adama. Chłopak o zielonych oczach i długich blond włosach skorzystał z okazji i poprosił Lucy do tańca. Dziewczyna nie zdążyła się sprzeciwić, gdyż chłopak już chwycił ją za rękę i pociągnął na parkiet. Delikatnie położył swoją dłoń w miejscu, gdzie Lucy miała biodro, a jej rękę położył sobie na ramieniu. Ku swemu zdziwieniu Lucy odkryła, że nie musi stać na palcach, aby z nim tańczyć. Był, jakby to ująć: w sam raz. Noo może odrobinę za wysoki, ale nie aż tak jak jej Adam. Podczas tańca narodziła się między nimi konwersacja:
-Jak ci na imię?- Zapytał bardzo przyjemnym i uprzejmym głosem blondyn
-Lucy.- Odpowiedziała krótko
-Bardzo ładne imię.- Odpowiedział- Nazywam się Nathaniel Onyx.- Przedstawił się posyłając jej lekki uśmiech- Jak ci się podoba na przyjęciu?
-Jest bardzo... miło.
-Cieszę się.- Okręcił ją wokół jej własnej osi i prowadził dalej- Przyszłaś sama?
-Nie...- Wydukała i w tym momencie odbił ją Adam
-Zaczepiał cię?- Zapytał
-Nie, był bardzo miły i uprzejmy.- Stanęła w jego obronie Lucy
-Uff, całe szczęście. On nie jest dla ciebie odpowiednim towarzystwem.- Popatrzył krzywo w stronę Nathaniela, który teraz stał pod ścianą i bacznie im się przyglądał.
-Dlaczego?- Odważyła się zapytać
-Opowiem ci, jak wrócimy do domu. To nie jest miejsce i czas na to, aby ci to tłumaczyć. Po prostu nie chcę psuć ci zabawy.- Wyjaśnił
-Dobrze.- Przytaknęła i muzyka ucichła, lecz tylko na chwilę, gdyż zaraz po niej nastąpiła o wiele żywsza piosenka. Lucy szybko odszukała wzrokiem Rachel, która siedziała na jednej z sof i o dziwo rozmawiała o czymś z Albertem. Dołączyli do nich. Jak się okazało dyskutowali na temat wynalazków Alberta oraz próbowali wymyślać inne:
-Jak tańczyło się ze Złodziejem?- Zapytał Albert rozbawionym tonem, a Adam rzucił mu mordercze spojrzenie
-Ki...- Chciała zapytać Lucy, ale przerwał jej Adam
-Nie psuj nam tego wieczoru.- Odparł karcącym tonem, aż Rachel popatrzyła na niego ze zdziwieniem
-Wszystko w porządku?- Zadała mu pytanie blondynka
-Ugh. Nie.- Odpowiedział jej zaciskając dłonie w pięści, aby się uspokoić
-Adam.- Zwróciła się do niego Lucy delikatnie kładąc swoją dłoń na jego ramieniu, lecz on ją strząsnął
-Nie tańcz z nim więcej.- Nakazał nie patrząc na nią, a ona pokiwała energicznie głową po czym delikatnie spuściła głowę, zacisnęła usta w wąską kreskę i splotła swoje palce jak do modlitwy. Na widok tak przygnębionej Lucy, Rachel zrobiło jej się żal. Potajemnie kopnęła pod stołem Adama w nogę, a gdy ten spojrzał na nią z wyrzutem, wzrokiem pokazała na Lucy. Chłopak szybko pojął o co jej chodziło. Jemu też zrobiło jej się żal. Przecież nie wiedziała kim jest albo był Nathaniel, a w dodatku to była jego wina, że pozwolił się rozkojarzyć i przez to nie upilnował jej. Nie powinien być teraz na nią zły, tylko na siebie. Miał to już od dziecka, jak coś nie szło po jego myśli to najłatwiej było to zwalić na kogoś, a samemu pozostać niewinnym. Teraz jest już praktycznie dorosły, więc pora dorosnąć. Wziął głęboki wdech, po czym objął ją i przyciągnął do siebie:
-Przepraszam.- Wyszeptał jej do ucha i pocałował w policzek, aż Lucy zarumieniła się po korzonki włosów
-Nic się nie stało.- Odparła lekko zdezorientowana spokojnym tonem
-Byłem dla ciebie niemiły. To się już więcej nie powtórzy.- Obiecał i mocniej ją przycisnął do siebie.
-D-dobrze, nie gniewam się na ciebie.- Powiedziała lekko zbita z tropu czule głaszcząc jego blond włosy.
-Może zatańczymy?- Zaproponował, a ona kiwnęła głową na zgodę, po czym wstali z tapczanika i trzymając się za ręce ruszyli na parkiet.
sobota, 5 listopada 2016
Rozdział 28 Żaróweczka
-Wejść.- Krzyknął Adam wracając do pozycji siedzącej; coś za szybko przyszła, pomyślał, zanim drzwi zdążyły się otworzyć
-Adam!- Krzyknął zdyszany Albert wpadając do pokoju
-Coś się stało?- Blondyn wstał zbity z tropu i podszedł do przyjaciela
-Dziś wieczorem ojciec organizuje bal. Przyjdziecie?- Zapytał, a na jego ustach zagościł lekki uśmiech
-To powód, żeby aż tak się spieszyć i rano wbiegać do czyjegoś pokoju?- Zadał pytanie retoryczne Adam z lekkim przekąsem
-Tak! Zazwyczaj gości się informuje co najmniej trzy dni przed, a ja się dowiedziałem dopiero teraz, kiedy siostra mi się wygadała. - Poinformował ich
-No dobrze, o której mamy być?- Znów zapytał Adam
-Bal zaczyna się o dwudziestej, ale miło by było gdybyście przyjechali pół godziny przed. Chcę wam coś pokazać.- Lucy zauważyła błysk podekscytowania w oczach Alberta- A i mam do was jeszcze jedną prośbę...- Lekko się zarumienił i poprawił swoje okulary- Bo... Moglibyście zabrać ze sobą Rachel? Zazwyczaj nie wychodzi na bale, ale was może posłucha.- Uśmiechnął się serdecznie, po czym pożegnał się z nimi i wyszedł.
-Wyglądał dosyć... Inaczej.- Podsumowała tą krótką wizytę Lucy
-Może dlatego, że był ubrany elegancko?- Zwrócił uwagę Adam
-Możliwe, ale chodzi mi o jego zachowanie.- Usiadła na łóżku i wpatrywała się w swojego męża jakby chcąc mu przekazać myślami swoje słowa
-Nie przejmuj się nim, on zawsze taki jest jak ma się odbyć jakaś impreza.- Usiadł obok niej i objął ramieniem- Troche sie stresuje, bo widzisz, on jest dosyć jakby to ująć... U nas, Magnatów, średni wiek do zaślubin to osiemnaście- dwadzieścia lat. Jak zapewne wiesz Albert ma już dziewiętnaście, więc znalezienie żony jest dla niego w tym wieku priorytetem, a przynajmniej narzeczonej. Co bankiet odstawia się, aby przypodobać się jakiejś dziewczynie, ale żadna nie chce chłopaka w okularach i w dodatku z jednym okiem innym od drugiego. Jest bardzo wrażliwy na ten temat.- Wyjaśniał jej, a ona wtulając się w niego słuchała go i zapamiętywała co do niej mówił przez najbliższe dziesięć minut. Później przybyło ich śniadanie, które szybko zjedli, a następnie Lucy poszła do swojego pokoju, aby się w końcu przebrać. Adam zaproponował, że pojadą do miasta, aby kupić dla niej sukienkę, a dla niego garnitur. Postanowiła, że teraz założy luźną elegancką białą koszulę z rękawami trzy czwartymi i czarne rurki. Dzisiaj chciała zostawić trampki w spokoju, więc wybrała czarne baleriny. Po przebraniu się weszła do łazienki, aby ogarnąć swoje włosy. Porządnie je wyczesała, a następnie posmarowała twarz kremem nawilżającym. Po stwierdzeniu, że nie wygląda aż tak źle już miała opuścić łazienkę, gdy przypomniało jej się, że na kaloryferze od wczoraj suszą się ubrania. Szybko je zdjęła i położyła na swoim łóżku do poskładania, oprócz bluzy Adama, którą zamierzała mu oddać.
Spotkali się w holu, przy wyjściu. Lucy siedziała na jednej z sof i czekała na Adama, który pospiesznym krokiem wkroczył do pomieszczenia:
-Gotowa?- Zapytał spoglądając na nią z zachwytem
-Mhm.- Przytaknęła, a on wziął ją pod rękę i zaprowadził do przygotowanego już samochodu, który stał centralnie przed schodami.
Gdy już jechali w radiu usłyszeli komunikat o buncie w jednej z fabryk po drugiej stronie kraju. W tych czasach to było normalne. Każdy protest albo próbowano jakoś załagodzić albo po prostu załatwić to siłą. Niestety nie podano, w której fabryce, a Lucy miała złe przeczucia. Czuła mrowienie w palcach, więc ciągle miętoliła skrawek swojej śnieżno białej koszuli do momentu, gdy musieli wysiadać. Tym razem Adam zawiózł ją do innej galerii. Ta była o wiele mniejsza i chyba bardziej konkretna. W każdym razie rozległy napis na jednej z jej ścian głosił ,,Centrum elegancji" czyli galeria handlowa tylko z formalnymi ubraniami oraz butami i ewentualnie fryzjerem, kosmetyczką, biżuterią albo dodatkami.
Gdy weszli do wnętrza galerii uderzył w nich zapach drogich perfum. Zdecydowali, że najpierw wybiorą garnitur dla Adama i tak też zrobili. Nie zajęło im to więcej niż dziesięć minut. Następnie ruszyli w stronę sklepów z sukniami. O dziwo całkiem szybko zdołali się uporać z kreacją dla Lucy. Dziewczyna wybrała czarną sukienkę do kolan z koronkową spódnicą z podszewką oraz bardzo delikatnym dekoltem. Butów nie musiała kupować, gdyż w szafie miała ich od groma, a torebka też się jakaś znajdzie. W sumie nie musiała się nawet jakoś wymyślnie stroić. Już miała męża, więc po co miałaby się starać wyglądać oszołamiająco...
Do balu zostało trzydzieści minut, a Adam wraz z dwoma dziewczętami już wysiadali z podłużnego czarnego samochodu, potocznie zwanym limuzyną, gdy energicznie przywitał ich Albert. Najpierw wedle etykiety powitał dziewczęta, a na koniec uścisnął przyjaźnie rękę Adamowi:
-Więc po co, tak dokładniej, nas tu sprowadziłeś tak wcześnie?- Zadał mu pytanie przyjaciel, kiedy znaleźli w pokoju bruneta
-Hmmm... Chciałem wam pokazać mój nowy wynalazek.- Wyjaśnił krótko szukając swego dzieła
-I do czego to będzie służyć?- Zapytała obojętnym, lekko drwiącym tonem Rachel; ubrana była w długą do kostek kremową suknię. Od pasa w górę była ozdobiona czarną koronką. Do tego założyła czarne szpilki, a blond włosy kaskadą zakrywały jej nagie plecy.
-Opracowałem prototyp żarówki, która nigdy się nie wyczerpie.- Odpowiedział jej- Tylko, gdzie ja ją położyłem?- Szperał w szufladach, zaglądał pod łóżko, dopóki Adam się nie odezwał:
-Chodzi ci o tą malutką na biurku?
-Co?! Gdzie, jak, skąd ty ją...?- Poderwał się z podłogi i podszedł do biurka- O, tutaj jest.- Zaśmiał się lekko zażenowany poprawiając swoje okulary i biorąc żaróweczkę do ręki- Tak, to ona.- Zaprezentował ją wszystkim- Przekalkowałem ile energii może ona pomieścić oraz jak długo będzie działać. Obliczając różne równania doszedłem do pewnego wniosku, że...- I mówił dalej, póki nie przerwała mu Rachel
-Skąd masz pewność, że nigdy się nie wyczerpie?
-Ech, właśnie miałem o tym mówić...- Westchnął- Chodzi o to, że zamontowałem w niej coś typu silniczka zasilanego jej energią. Będzie on tworzył energię, która będzie przechodziła przez całą żarówkę, a później będzie wracała do tego silniczka i go napędzała.- Wyjaśnił z dumą w głowie
-Interesujące.- Pochwalił go Adam- I kiedy masz zamiar wprowadzić to na rynek?
-Eeee... Na chwilę obecną mój wynalazek przechodzi okres próbny. Jak się okaże, że po kilku dniach, a może tygodniach coś się popsuje, to będzie to kolejny niewypał.
-Yhym.- Przytaknęła Rachel krzyżując ręce na piersi- Mogę ją w domu przetestować?
-Mmmm. Nie jestem pewien czy to jest dobry pomysł.- Zamruczał z niezadowoleniem- Nie to, że ci nie ufam, tylko jeżeli coś się w tej żarówce popsuje, to może dojść nawet do pożaru, a zrozum, nie chcę spalić ci domu.- Ostrzegł
-E tam, dawaj.- Wzięła żaróweczkę z dłoni Alberta przy okazji delikatnie dotykając szorstką skórę jego rąk, która zdążyła się lekko wysuszyć i stwardnieć od nadmiaru pracy.
-Ile nam zostało czasu do balu?- Zapytał brunet poprawiając okulary i swoją marynarkę
-Jakieś piętnaście minut.- Odparł Adam zerkając na swój zegarek, który zawsze nosił na prawej ręce; nikt prócz niego nie wiedział, czemu akurat na prawej ręce...
-Adam!- Krzyknął zdyszany Albert wpadając do pokoju
-Coś się stało?- Blondyn wstał zbity z tropu i podszedł do przyjaciela
-Dziś wieczorem ojciec organizuje bal. Przyjdziecie?- Zapytał, a na jego ustach zagościł lekki uśmiech
-To powód, żeby aż tak się spieszyć i rano wbiegać do czyjegoś pokoju?- Zadał pytanie retoryczne Adam z lekkim przekąsem
-Tak! Zazwyczaj gości się informuje co najmniej trzy dni przed, a ja się dowiedziałem dopiero teraz, kiedy siostra mi się wygadała. - Poinformował ich
-No dobrze, o której mamy być?- Znów zapytał Adam
-Bal zaczyna się o dwudziestej, ale miło by było gdybyście przyjechali pół godziny przed. Chcę wam coś pokazać.- Lucy zauważyła błysk podekscytowania w oczach Alberta- A i mam do was jeszcze jedną prośbę...- Lekko się zarumienił i poprawił swoje okulary- Bo... Moglibyście zabrać ze sobą Rachel? Zazwyczaj nie wychodzi na bale, ale was może posłucha.- Uśmiechnął się serdecznie, po czym pożegnał się z nimi i wyszedł.
-Wyglądał dosyć... Inaczej.- Podsumowała tą krótką wizytę Lucy
-Może dlatego, że był ubrany elegancko?- Zwrócił uwagę Adam
-Możliwe, ale chodzi mi o jego zachowanie.- Usiadła na łóżku i wpatrywała się w swojego męża jakby chcąc mu przekazać myślami swoje słowa
-Nie przejmuj się nim, on zawsze taki jest jak ma się odbyć jakaś impreza.- Usiadł obok niej i objął ramieniem- Troche sie stresuje, bo widzisz, on jest dosyć jakby to ująć... U nas, Magnatów, średni wiek do zaślubin to osiemnaście- dwadzieścia lat. Jak zapewne wiesz Albert ma już dziewiętnaście, więc znalezienie żony jest dla niego w tym wieku priorytetem, a przynajmniej narzeczonej. Co bankiet odstawia się, aby przypodobać się jakiejś dziewczynie, ale żadna nie chce chłopaka w okularach i w dodatku z jednym okiem innym od drugiego. Jest bardzo wrażliwy na ten temat.- Wyjaśniał jej, a ona wtulając się w niego słuchała go i zapamiętywała co do niej mówił przez najbliższe dziesięć minut. Później przybyło ich śniadanie, które szybko zjedli, a następnie Lucy poszła do swojego pokoju, aby się w końcu przebrać. Adam zaproponował, że pojadą do miasta, aby kupić dla niej sukienkę, a dla niego garnitur. Postanowiła, że teraz założy luźną elegancką białą koszulę z rękawami trzy czwartymi i czarne rurki. Dzisiaj chciała zostawić trampki w spokoju, więc wybrała czarne baleriny. Po przebraniu się weszła do łazienki, aby ogarnąć swoje włosy. Porządnie je wyczesała, a następnie posmarowała twarz kremem nawilżającym. Po stwierdzeniu, że nie wygląda aż tak źle już miała opuścić łazienkę, gdy przypomniało jej się, że na kaloryferze od wczoraj suszą się ubrania. Szybko je zdjęła i położyła na swoim łóżku do poskładania, oprócz bluzy Adama, którą zamierzała mu oddać.
Spotkali się w holu, przy wyjściu. Lucy siedziała na jednej z sof i czekała na Adama, który pospiesznym krokiem wkroczył do pomieszczenia:
-Gotowa?- Zapytał spoglądając na nią z zachwytem
-Mhm.- Przytaknęła, a on wziął ją pod rękę i zaprowadził do przygotowanego już samochodu, który stał centralnie przed schodami.
Gdy już jechali w radiu usłyszeli komunikat o buncie w jednej z fabryk po drugiej stronie kraju. W tych czasach to było normalne. Każdy protest albo próbowano jakoś załagodzić albo po prostu załatwić to siłą. Niestety nie podano, w której fabryce, a Lucy miała złe przeczucia. Czuła mrowienie w palcach, więc ciągle miętoliła skrawek swojej śnieżno białej koszuli do momentu, gdy musieli wysiadać. Tym razem Adam zawiózł ją do innej galerii. Ta była o wiele mniejsza i chyba bardziej konkretna. W każdym razie rozległy napis na jednej z jej ścian głosił ,,Centrum elegancji" czyli galeria handlowa tylko z formalnymi ubraniami oraz butami i ewentualnie fryzjerem, kosmetyczką, biżuterią albo dodatkami.
Gdy weszli do wnętrza galerii uderzył w nich zapach drogich perfum. Zdecydowali, że najpierw wybiorą garnitur dla Adama i tak też zrobili. Nie zajęło im to więcej niż dziesięć minut. Następnie ruszyli w stronę sklepów z sukniami. O dziwo całkiem szybko zdołali się uporać z kreacją dla Lucy. Dziewczyna wybrała czarną sukienkę do kolan z koronkową spódnicą z podszewką oraz bardzo delikatnym dekoltem. Butów nie musiała kupować, gdyż w szafie miała ich od groma, a torebka też się jakaś znajdzie. W sumie nie musiała się nawet jakoś wymyślnie stroić. Już miała męża, więc po co miałaby się starać wyglądać oszołamiająco...
Do balu zostało trzydzieści minut, a Adam wraz z dwoma dziewczętami już wysiadali z podłużnego czarnego samochodu, potocznie zwanym limuzyną, gdy energicznie przywitał ich Albert. Najpierw wedle etykiety powitał dziewczęta, a na koniec uścisnął przyjaźnie rękę Adamowi:
-Więc po co, tak dokładniej, nas tu sprowadziłeś tak wcześnie?- Zadał mu pytanie przyjaciel, kiedy znaleźli w pokoju bruneta
-Hmmm... Chciałem wam pokazać mój nowy wynalazek.- Wyjaśnił krótko szukając swego dzieła
-I do czego to będzie służyć?- Zapytała obojętnym, lekko drwiącym tonem Rachel; ubrana była w długą do kostek kremową suknię. Od pasa w górę była ozdobiona czarną koronką. Do tego założyła czarne szpilki, a blond włosy kaskadą zakrywały jej nagie plecy.
-Opracowałem prototyp żarówki, która nigdy się nie wyczerpie.- Odpowiedział jej- Tylko, gdzie ja ją położyłem?- Szperał w szufladach, zaglądał pod łóżko, dopóki Adam się nie odezwał:
-Chodzi ci o tą malutką na biurku?
-Co?! Gdzie, jak, skąd ty ją...?- Poderwał się z podłogi i podszedł do biurka- O, tutaj jest.- Zaśmiał się lekko zażenowany poprawiając swoje okulary i biorąc żaróweczkę do ręki- Tak, to ona.- Zaprezentował ją wszystkim- Przekalkowałem ile energii może ona pomieścić oraz jak długo będzie działać. Obliczając różne równania doszedłem do pewnego wniosku, że...- I mówił dalej, póki nie przerwała mu Rachel
-Skąd masz pewność, że nigdy się nie wyczerpie?
-Ech, właśnie miałem o tym mówić...- Westchnął- Chodzi o to, że zamontowałem w niej coś typu silniczka zasilanego jej energią. Będzie on tworzył energię, która będzie przechodziła przez całą żarówkę, a później będzie wracała do tego silniczka i go napędzała.- Wyjaśnił z dumą w głowie
-Interesujące.- Pochwalił go Adam- I kiedy masz zamiar wprowadzić to na rynek?
-Eeee... Na chwilę obecną mój wynalazek przechodzi okres próbny. Jak się okaże, że po kilku dniach, a może tygodniach coś się popsuje, to będzie to kolejny niewypał.
-Yhym.- Przytaknęła Rachel krzyżując ręce na piersi- Mogę ją w domu przetestować?
-Mmmm. Nie jestem pewien czy to jest dobry pomysł.- Zamruczał z niezadowoleniem- Nie to, że ci nie ufam, tylko jeżeli coś się w tej żarówce popsuje, to może dojść nawet do pożaru, a zrozum, nie chcę spalić ci domu.- Ostrzegł
-E tam, dawaj.- Wzięła żaróweczkę z dłoni Alberta przy okazji delikatnie dotykając szorstką skórę jego rąk, która zdążyła się lekko wysuszyć i stwardnieć od nadmiaru pracy.
-Ile nam zostało czasu do balu?- Zapytał brunet poprawiając okulary i swoją marynarkę
-Jakieś piętnaście minut.- Odparł Adam zerkając na swój zegarek, który zawsze nosił na prawej ręce; nikt prócz niego nie wiedział, czemu akurat na prawej ręce...
sobota, 29 października 2016
Rozdział 27 Śniadanie do łóżka
Po nacieszeniu się nocną panoramą miasta Adam zabrał Lucy na łyżwy. Co z tego, że był już koniec lata. Bogatemu wszystko wolno, nawet wejść na lodowisko w środku nocy...
Tak więc po serii upadków wrócili do domu, gdyż Adama rozbolała ręka, a Lucy było zimno od mokrych ubrań. Dzisiejszej nocy postanowili, że zasnął w jednym pokoju, a nawet w jednym łóżku. Podczas, gdy Lucy myła się i przebierała w piżamę w swoim pokoju (należy jej się trochę prywatności), Adam w swojej łazience smarował sobie lewą rękę maścią przeciwbólową, a następnie owinął ją bandażem. Po wykonaniu tej czynności zdjął z siebie praktycznie wszystkie ubrania, prócz oczywiście bielizny. Wszystko powiesił na kaloryferze, a twarz przemył ciepłą wodą. Kiedy wszedł do swojej sypialni zauważył, że Lucy jeszcze nie wróciła. Poczeka na nią. Strasznie zimno jej było, nawet dał jej swoją bluzę, aby się ogrzała. To było zrozumiałe, że potrzebowała ciepłej i odprężającej kąpieli. Zaczął się zastanawiać czy, aby na pewno zrobił dobrze zabierając ją na lodowisko. Przecież już wcześniej widział, że lekko drży, a jej skóra jest blada i zimna. Ale chyba jej się podobało, ciągle się śmiała i uśmiechała jakby jazda na łyżwach sprawiała jej przyjemność. Położył się na łóżku starając zebrać swoje myśli do kupy. Dziewczyna to skomplikowany mechanizm. Trzeba czasu, aby ją zrozumieć. Trzeba ją poznać, aby wiedzieć co należy zrobić w danym momencie. Jeżeli jej nie poznasz ciągle będziesz robił coś źle. Tak, to chyba całkiem niezłe określenie, myślał z przymkniętymi oczami. W końcu usłyszał lekkie pukanie do drzwi. Poprosił o wejście i tak jak się spodziewał w drzwiach stała Lucy:
-No, chodź do mnie.- Podniósł się do pozycji siedzącej i rozłożył swoje długie ręce, a ona zamykając drzwi podreptała do niego i wtuliła się w jego nagą klatkę piersiową. Pachniał wodą, lekkimi męskimi perfumami oraz lasem. Objął ją i pociągnął za sobą, tak że leżała na nim. Stykali się nosami, a Adam zrobił zeza, przez co Lucy zachichotała. Po krótkiej chwili wpatrywania się sobie w oczy chłopak pocałował swoją żonę w usta. Najpierw delikatnie, później bardziej intensywnie, aż w końcu przetoczyli się na bok. I znów wpatrywali się sobie w oczy, przytuleni do siebie niczym namagnesowani. Ona wtulona w jego cudnie pachnącą i umięśnioną klatkę piersiową, a on w jej cudowne i miękkie włosy, które przyjemnie muskały jego twarz.
Po kilku chwilach zauważył, że Lucy oddycha bardziej regularnie i spokojnie, czyli już zasnęła. Powoli puścił ją, a następnie nakrył ich oboje i znowu wrócił do wcześniejszej pozycji. Był zadowolony z dzisiejszego dnia. Po załatwieniu sprawy z żarówkami musiał na chwilę wstąpić do firmy ojca. Jakaś maszyna się zepsuła i masowa produkcja zegarków stanęła w miejscu. Gdy zajechał na miejsce okazało się, że trzeba wymienić pewien element, który ciężko zdobyć, ale ostatecznie udało mu się, tylko musiał objeździć całe miasto aby tą część znaleźć. W każdym razie po załatwieniu problemu, wstąpił na chwilę do Alberta, aby umówić się z nim na za kilka dni na zagranie w jego nową grę. ,,Kiedy Lucy znowu pojedzie do Rachel, to wtedy", obiecał, a jego przyjaciel tylko kiwał głową.
Gdy odjeżdżał od Alberta miał jeszcze godzinę. Nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić, gdy nagle zadzwonił telefon. To był Chris. Arthur kazał mu przekazać informację, aby Adam dokupił kilka części do zegarków, po czym wymienił całą listę, a Adam wiedział, że dosyć sporo czasu mu to zajmie, ale ostatecznie wyrobił się.
Nawet nie zauważył kiedy sam zasnął z twarzą zatopioną w morzu brązowych włosów.
Rano, nie wiedząc czemu, Adam obudził się na podłodze zawinięty w pościeli. Powoli usiadł i spojrzał na łóżko. Lucy nie było. Gorączkowo spojrzał pod łóżko, aby sprawdzić czy przypadkiem nie leżała po drugiej stronie. Na szczęście nie. Wstał z podłogi i odłożył pościel z powrotem na łóżko. Już miał wejść do łazienki, gdy nagle jej drzwi same się otworzyły, a zza nich wyjrzała Lucy:
-Obudziłam cię?- Zapytała zadzierając głowę do góry, aby spojrzeć mu w oczy
-Nie, sam wstałem. Poczułem, że łóżko jakieś niewygodne.- Zaśmiał się drapiąc po głowie
-W nocy spadłeś z łóżka i nawet nic nie poczułeś...- Wyjaśniła
-No to akurat wiem.- Wszedł jej w słowo
-I próbowałam cię z powrotem na to łóżko wciągnąć, ale nie dałam rady.- Wyżaliła się
-Serio? I dalej spałem?
-Nie. Przebudziłeś się i zacząłeś mamrotać coś o zegarkach, wiec zostawiłam cię na podłodze i przy okazji oddałam kołdrę.- Odparła
-Czekaj, czekaj. Jeżeli dałaś mi kołdrę, to czym się nakryłaś?- Zapytał ze strachem i zakłopotaniem w głosie
-Twoje ubrania są dosyć duże.- Opuściła głowę i rozłożyła ręce eksponując jak bardzo za długie są rękawy jednej z ciemnych bluz Adama, która sięgała jej aż do kolan.- Jaki to rozmiar?- Zadała pytanie retoryczne- XXXL?- Zaśmiała się, a chłopak przytulił ją do siebie i szepnął:
-Wystarczający, aby mogła w nim spać moja piękna żona.- Po czym pocałował ją w czoło
-No już mi nie schlebiaj.- Mocniej się w niego wtuliła.- Muszę ci oddać jeszcze tamtą bluzę.
-To może poczekać.- Zaczęli się powoli kołysać w uścisku
-Ale śniadanie nie zaczeka.- Odparła puszczając go, ale on nie chciał jej puścić
-E tam. Później zjemy.- Rzekł, po czym szybkim ruchem wziął ją na ręce i zaniósł z powrotem do łóżka
-I co ty masz teraz zamiar zrobić?- Zapytała- Co jest ważniejszego od śniadania?
-Śniadanie do łóżka.- Uśmiechnął się, po czym wziął do ręki swój smartfon i napisał wiadomość do jednej z kelnerek- Na co masz dzisiaj ochotę?
-Hmmm, może naleśniki z truskawkami?
-Ok. Jakaś herbata?- Zaproponował
-Yhym.- Pokiwała twierdząco głową, a on usiadł na brzegu łóżka w dalszej części pisząc SMSa; Lucy skorzystała z okazji, więc zbliżyła się do niego i objęła go od tyłu opierając swoje ramiona na jego i przy okazji patrząc na zawartość wiadomości.
-Eee, co ty mi tu zaglądasz.- Przycisnął ekran do swojej nagiej klatki piersiowej, aby Lucy nie widziała co napisał- Z kochanką piszę, nie musisz się o mnie martwić.- Zaśmiał się na powrót pokazując ekran z zamówieniem. W miejscu odbiorcy widniał napis ,,Kuchnia". Gdy skończył pisać przycisnął ,,Wyślij" i odłożył telefon na etażerkę:
-To co teraz będziemy robić?- Zapytała Lucy
-Jak to co? Poczekamy na śniadanie.- Odparł radosnym tonem, po czym odchylił się do tyłu i teraz jego głowa spoczywała na brzuchu Lucy. I tak razem czekali dopóki nie rozległo się pukanie do drzwi...
Tak więc po serii upadków wrócili do domu, gdyż Adama rozbolała ręka, a Lucy było zimno od mokrych ubrań. Dzisiejszej nocy postanowili, że zasnął w jednym pokoju, a nawet w jednym łóżku. Podczas, gdy Lucy myła się i przebierała w piżamę w swoim pokoju (należy jej się trochę prywatności), Adam w swojej łazience smarował sobie lewą rękę maścią przeciwbólową, a następnie owinął ją bandażem. Po wykonaniu tej czynności zdjął z siebie praktycznie wszystkie ubrania, prócz oczywiście bielizny. Wszystko powiesił na kaloryferze, a twarz przemył ciepłą wodą. Kiedy wszedł do swojej sypialni zauważył, że Lucy jeszcze nie wróciła. Poczeka na nią. Strasznie zimno jej było, nawet dał jej swoją bluzę, aby się ogrzała. To było zrozumiałe, że potrzebowała ciepłej i odprężającej kąpieli. Zaczął się zastanawiać czy, aby na pewno zrobił dobrze zabierając ją na lodowisko. Przecież już wcześniej widział, że lekko drży, a jej skóra jest blada i zimna. Ale chyba jej się podobało, ciągle się śmiała i uśmiechała jakby jazda na łyżwach sprawiała jej przyjemność. Położył się na łóżku starając zebrać swoje myśli do kupy. Dziewczyna to skomplikowany mechanizm. Trzeba czasu, aby ją zrozumieć. Trzeba ją poznać, aby wiedzieć co należy zrobić w danym momencie. Jeżeli jej nie poznasz ciągle będziesz robił coś źle. Tak, to chyba całkiem niezłe określenie, myślał z przymkniętymi oczami. W końcu usłyszał lekkie pukanie do drzwi. Poprosił o wejście i tak jak się spodziewał w drzwiach stała Lucy:
-No, chodź do mnie.- Podniósł się do pozycji siedzącej i rozłożył swoje długie ręce, a ona zamykając drzwi podreptała do niego i wtuliła się w jego nagą klatkę piersiową. Pachniał wodą, lekkimi męskimi perfumami oraz lasem. Objął ją i pociągnął za sobą, tak że leżała na nim. Stykali się nosami, a Adam zrobił zeza, przez co Lucy zachichotała. Po krótkiej chwili wpatrywania się sobie w oczy chłopak pocałował swoją żonę w usta. Najpierw delikatnie, później bardziej intensywnie, aż w końcu przetoczyli się na bok. I znów wpatrywali się sobie w oczy, przytuleni do siebie niczym namagnesowani. Ona wtulona w jego cudnie pachnącą i umięśnioną klatkę piersiową, a on w jej cudowne i miękkie włosy, które przyjemnie muskały jego twarz.
Po kilku chwilach zauważył, że Lucy oddycha bardziej regularnie i spokojnie, czyli już zasnęła. Powoli puścił ją, a następnie nakrył ich oboje i znowu wrócił do wcześniejszej pozycji. Był zadowolony z dzisiejszego dnia. Po załatwieniu sprawy z żarówkami musiał na chwilę wstąpić do firmy ojca. Jakaś maszyna się zepsuła i masowa produkcja zegarków stanęła w miejscu. Gdy zajechał na miejsce okazało się, że trzeba wymienić pewien element, który ciężko zdobyć, ale ostatecznie udało mu się, tylko musiał objeździć całe miasto aby tą część znaleźć. W każdym razie po załatwieniu problemu, wstąpił na chwilę do Alberta, aby umówić się z nim na za kilka dni na zagranie w jego nową grę. ,,Kiedy Lucy znowu pojedzie do Rachel, to wtedy", obiecał, a jego przyjaciel tylko kiwał głową.
Gdy odjeżdżał od Alberta miał jeszcze godzinę. Nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić, gdy nagle zadzwonił telefon. To był Chris. Arthur kazał mu przekazać informację, aby Adam dokupił kilka części do zegarków, po czym wymienił całą listę, a Adam wiedział, że dosyć sporo czasu mu to zajmie, ale ostatecznie wyrobił się.
Nawet nie zauważył kiedy sam zasnął z twarzą zatopioną w morzu brązowych włosów.
Rano, nie wiedząc czemu, Adam obudził się na podłodze zawinięty w pościeli. Powoli usiadł i spojrzał na łóżko. Lucy nie było. Gorączkowo spojrzał pod łóżko, aby sprawdzić czy przypadkiem nie leżała po drugiej stronie. Na szczęście nie. Wstał z podłogi i odłożył pościel z powrotem na łóżko. Już miał wejść do łazienki, gdy nagle jej drzwi same się otworzyły, a zza nich wyjrzała Lucy:
-Obudziłam cię?- Zapytała zadzierając głowę do góry, aby spojrzeć mu w oczy
-Nie, sam wstałem. Poczułem, że łóżko jakieś niewygodne.- Zaśmiał się drapiąc po głowie
-W nocy spadłeś z łóżka i nawet nic nie poczułeś...- Wyjaśniła
-No to akurat wiem.- Wszedł jej w słowo
-I próbowałam cię z powrotem na to łóżko wciągnąć, ale nie dałam rady.- Wyżaliła się
-Serio? I dalej spałem?
-Nie. Przebudziłeś się i zacząłeś mamrotać coś o zegarkach, wiec zostawiłam cię na podłodze i przy okazji oddałam kołdrę.- Odparła
-Czekaj, czekaj. Jeżeli dałaś mi kołdrę, to czym się nakryłaś?- Zapytał ze strachem i zakłopotaniem w głosie
-Twoje ubrania są dosyć duże.- Opuściła głowę i rozłożyła ręce eksponując jak bardzo za długie są rękawy jednej z ciemnych bluz Adama, która sięgała jej aż do kolan.- Jaki to rozmiar?- Zadała pytanie retoryczne- XXXL?- Zaśmiała się, a chłopak przytulił ją do siebie i szepnął:
-Wystarczający, aby mogła w nim spać moja piękna żona.- Po czym pocałował ją w czoło
-No już mi nie schlebiaj.- Mocniej się w niego wtuliła.- Muszę ci oddać jeszcze tamtą bluzę.
-To może poczekać.- Zaczęli się powoli kołysać w uścisku
-Ale śniadanie nie zaczeka.- Odparła puszczając go, ale on nie chciał jej puścić
-E tam. Później zjemy.- Rzekł, po czym szybkim ruchem wziął ją na ręce i zaniósł z powrotem do łóżka
-I co ty masz teraz zamiar zrobić?- Zapytała- Co jest ważniejszego od śniadania?
-Śniadanie do łóżka.- Uśmiechnął się, po czym wziął do ręki swój smartfon i napisał wiadomość do jednej z kelnerek- Na co masz dzisiaj ochotę?
-Hmmm, może naleśniki z truskawkami?
-Ok. Jakaś herbata?- Zaproponował
-Yhym.- Pokiwała twierdząco głową, a on usiadł na brzegu łóżka w dalszej części pisząc SMSa; Lucy skorzystała z okazji, więc zbliżyła się do niego i objęła go od tyłu opierając swoje ramiona na jego i przy okazji patrząc na zawartość wiadomości.
-Eee, co ty mi tu zaglądasz.- Przycisnął ekran do swojej nagiej klatki piersiowej, aby Lucy nie widziała co napisał- Z kochanką piszę, nie musisz się o mnie martwić.- Zaśmiał się na powrót pokazując ekran z zamówieniem. W miejscu odbiorcy widniał napis ,,Kuchnia". Gdy skończył pisać przycisnął ,,Wyślij" i odłożył telefon na etażerkę:
-To co teraz będziemy robić?- Zapytała Lucy
-Jak to co? Poczekamy na śniadanie.- Odparł radosnym tonem, po czym odchylił się do tyłu i teraz jego głowa spoczywała na brzuchu Lucy. I tak razem czekali dopóki nie rozległo się pukanie do drzwi...
sobota, 22 października 2016
Rozdział 26 Noc Neonów
Prócz ,,Tajemniczego świata Arrietty" dziewczyny obejrzały ,,Szept Serca" i ,,Spirited Away: W krainie bogów". Świetnie się bawiły podczas oglądania filmów. Co jakiś czas wymieniały się spostrzeżeniami lub Rachel wzdychała z zachwytem. Po zakończeniu seansów do pokoju zapukał lokaj z prośbą o stawienie się na obiad. Obie posłusznie przeszły do jadalni. Na obiad najpierw była zupa, której Lucy nigdy wcześniej nie widziała, ani nie jadła, lecz bardzo jej smakowała. Na drugie danie był pieczony indyk w sosie orzechowym, z ziemniakami i sałatką. Jeśli chodzi o napój miała do wyboru: Pepsi, Sprite, różowe Frugo, sok pomarańczowy lub jabłkowy i zwykłą wodę mineralną. Wybrała Sprite, tak jak z resztą Rachel, która pomimo tak idealnej figury pochłonęła dwa talerze zupy i wyczyściła talerz z drugim daniem do czysta. Lucy nie za specjalnie smakował sos, którym był polany indyk, w ogóle nie lubiła indyka, ale żeby nie robić przykrości Rachel postanowiła się zmusić do zjedzenia go. O dziwo jadły same, w towarzystwie jednie kamerdynera i kelnerek, które co chwila pojawiały się i znikały.
Po zakończeniu posiłku nie bardzo wiedziały co robić, gdyż zostało tylko trzydzieści minut do osiemnastej. Zaczęcie kolejnego filmu byłoby bez sensu, więc musiały wymyślić sobie inne zajęcie. Wróciły znów do pokoju Rachel i usiadły na kanapie z laptopem, po czym zaczęły przeglądać youtube'a i pokazywać sobie nawzajem filmiki.
W końcu rozległ się dzwonek do drzwi, co oznaczało, że Adam przyjechał po Lucy. Szybko znalazły się w przedpokoju, gdzie już czekał zniecierpliwiony blondyn:
-Co tak długo?- Zapytał, gdy tylko je zobaczył, po czym podszedł do Lucy, schylił się i pocałował ją w policzek
-Byłyśmy zajęte.- Odparła Rachel z lekkim uśmiechem
-Ahaa. Czyżby?- Zaczął droczyć się Adam obejmując swoją żonę
-Taak.- Blondynka skrzyżowała ręce na piersi
-W każdym razie dziękuję Rachel, że zaprosiłaś do siebie Lucy i się nią zaopiekowałaś.- Podziękował
-Nie ma sprawy. Całkiem fajnie było.- Rachel posłała Lucy radosny uśmiech
-Mi też się podobało.- Poparła ją Lucy
-To bardzo się cieszę, że przyjemnie spędziłyście dzień.- Pogłaskał swoją ukochaną po głowie- A teraz, wybacz nam Rachel, ale musimy skoczyć w jeszcze jedno miejsce.- Przeprosił ją chłopak
-Ach, jak tak to lećcie. Później popiszemy na facebook'u?- Zwróciła się do Lucy, która kiwnęła głową na zgodę
-Dobranoc Rachel. I dziękuję za wszystko.- Adam na chwilę puścił Lucy i pocałował wierzch dłoni Rachel
-Dobranoc Adamie.- Odpowiedziała formalnie lekko zarumieniona- Cześć.- Pożegnała się ze swoją przyjaciółką poprzez uścisk
-Cześć.- Lucy również się pożegnała, po czym rozłączyły się z uścisku i trzymając się za ręce opuściła z Adamem rezydencję Rachel.
Kiedy już oboje siedzieli w samochodzie Adam zaczął wypytywać się co robiły i czy podobało jej się:
-Tak, Rachel jest bardzo miłą osobą i myślę, że chyba mogłybyśmy być dobrymi przyjaciółkami- Opowiadała Lucy
-Wiesz, nie ma drugiej tak odpowiedniej osoby jak ona, z którą mogłabyś się zaprzyjaźnić.- Stwierdził z uśmiechem na twarzy Adam
-A tak w ogóle, gdzie my jedziemy?- Zainteresowała się dziewczyna
-Zobaczysz.- Odparł skupiając się na drodze
-No dobrze.- Zgodziła się i oparła głowę o swój zapięty pas, po czym zamknęła oczy i wsłuchiwała się w odgłosy radia, aż lekko przysnęła.
Obudziła się delikatnie szturchana w ramię:
-Ej, śpiochu, wstawaj.- Szeptał Adam; zatrzymali się gdzieś, nie wiedziała gdzie dokładnie.
-Coś się stało? Jesteśmy już w domu?- Zapytała
-Nie, chcę ci coś pokazać. Chodź.- Zachęcił ją, a ona odpięła pas i wysiadła z samochodu. Zimne powietrze owiało jej gołe ręce i nogi. Szybko odwinęła rękawy bluzy, lecz szortów nie potrafiła wydłużyć. Zimne powietrze lekko szczypało jej uda. Na szczęście niebawem obok niej pojawił się Adam, który poprowadził ją w ciemność:
-Gdzie my idziemy?- Zapytała
-Już niedaleko.- Uspokoił ją- To idealna pora, abyś to zobaczyła.- Oznajmił z nutą podekscytowania w głosie
-Adam, boję się.- Wyszeptała mocniej ściskając jego dużą i wiecznie przyjemnie ciepłą dłoń
-Nie masz czego. Jestem przy tobie.- Spojrzał na nią kojąco, a przynajmniej tak jej się wydawało, gdyż wokół panowała wręcz namacalna ciemność. Nie widziała nawet czubka swojego nosa.
W końcu zauważyła lekką neonową poświatę, która przedzierała się przez liście przed nimi. ,,Oznaka jakiejś cywilizacji" pomyślała z ulgą.
-To tutaj.- Powiedział Adam odchylając gałąź i przepuszczając Lucy, która była oślepiona nagłym blaskiem neonów.
-Co to jest?- Zapytała zasłaniając ręką oczy
-Jak zdejmiesz ręce z oczu to zobaczysz.- Objął ją od tyłu i oparł swój podbródek o jej głowę; wypowiedział to z takim zadowoleniem jakby chciał jej pokazać dzieło, które stworzył. Powoli odjęła dłonie od oczu i ku jej zdziwieniu stali na dosyć wysokiej skarpie, ale w stosownej odległości od jej krańca. Przed nią zataczała się panorama nocnego miasta. W oczy rzucał się pewien kształt wykonany z miliona różowych neonów. Prawdopodobnie w budynkach zapalono różowe światła. Wzrok jej się bardziej wyostrzył i zauważyła, że różowe neony tworzą serce:
-Wow.- Oczy jej się rozszerzyły i zrobiła krok do przodu, lecz żelazny uścisk Adama sprawił, że cofnęła się na swoje dawne miejsce
-Lepiej nie podchodź bliżej. Tam teren nie jest stabilny.- Upomniał ją, a ona pokiwała głową
-Piękny widok.- Zachwyciła się
-To specjalnie dla ciebie wiesz?- Zagadnął Adam
-Jak to?
-Noo, normalnie. Kiedy byłaś u Rachel, ja odwiedziłem kilka domów i poprosiłem o zapalenie różowego światła po osiemnaztej na godzinę i aby go nie gaszono.- Odparł- Dałem tym osobom różowe żarówki i małą łapówkę. Cóż, jak widać spełnili moją prośbę.- Rzekł z zachwytem patrząc przed siebie
-Długo ci to zajęło?- Zapytała
-Nie, średnio w jednym domu byłem kilka minut. Tylko chyba w czterech miałem małe problemy, ale jakoś sobie poradziłem.- Pocałował ją w głowę nadal obejmując
-Jesteś niesamowity.- Lekko obróciła się w jego ramionach i teraz oboje się przytulali. Czuła jak jego serce szybciej bije, jak lekko drży oraz jak uśmiecha się zadowolony z siebie
-Kocham cię.- Powiedział mocniej ją przytulając do siebie, a następnie schylając się pocałował ją w usta. Kiedy lekko się od niej odsunął usłyszał jej szept:
-Ja ciebie też kocham.- i jego serce zabiło jeszcze szybciej niż dotychczas...
Po zakończeniu posiłku nie bardzo wiedziały co robić, gdyż zostało tylko trzydzieści minut do osiemnastej. Zaczęcie kolejnego filmu byłoby bez sensu, więc musiały wymyślić sobie inne zajęcie. Wróciły znów do pokoju Rachel i usiadły na kanapie z laptopem, po czym zaczęły przeglądać youtube'a i pokazywać sobie nawzajem filmiki.
W końcu rozległ się dzwonek do drzwi, co oznaczało, że Adam przyjechał po Lucy. Szybko znalazły się w przedpokoju, gdzie już czekał zniecierpliwiony blondyn:
-Co tak długo?- Zapytał, gdy tylko je zobaczył, po czym podszedł do Lucy, schylił się i pocałował ją w policzek
-Byłyśmy zajęte.- Odparła Rachel z lekkim uśmiechem
-Ahaa. Czyżby?- Zaczął droczyć się Adam obejmując swoją żonę
-Taak.- Blondynka skrzyżowała ręce na piersi
-W każdym razie dziękuję Rachel, że zaprosiłaś do siebie Lucy i się nią zaopiekowałaś.- Podziękował
-Nie ma sprawy. Całkiem fajnie było.- Rachel posłała Lucy radosny uśmiech
-Mi też się podobało.- Poparła ją Lucy
-To bardzo się cieszę, że przyjemnie spędziłyście dzień.- Pogłaskał swoją ukochaną po głowie- A teraz, wybacz nam Rachel, ale musimy skoczyć w jeszcze jedno miejsce.- Przeprosił ją chłopak
-Ach, jak tak to lećcie. Później popiszemy na facebook'u?- Zwróciła się do Lucy, która kiwnęła głową na zgodę
-Dobranoc Rachel. I dziękuję za wszystko.- Adam na chwilę puścił Lucy i pocałował wierzch dłoni Rachel
-Dobranoc Adamie.- Odpowiedziała formalnie lekko zarumieniona- Cześć.- Pożegnała się ze swoją przyjaciółką poprzez uścisk
-Cześć.- Lucy również się pożegnała, po czym rozłączyły się z uścisku i trzymając się za ręce opuściła z Adamem rezydencję Rachel.
Kiedy już oboje siedzieli w samochodzie Adam zaczął wypytywać się co robiły i czy podobało jej się:
-Tak, Rachel jest bardzo miłą osobą i myślę, że chyba mogłybyśmy być dobrymi przyjaciółkami- Opowiadała Lucy
-Wiesz, nie ma drugiej tak odpowiedniej osoby jak ona, z którą mogłabyś się zaprzyjaźnić.- Stwierdził z uśmiechem na twarzy Adam
-A tak w ogóle, gdzie my jedziemy?- Zainteresowała się dziewczyna
-Zobaczysz.- Odparł skupiając się na drodze
-No dobrze.- Zgodziła się i oparła głowę o swój zapięty pas, po czym zamknęła oczy i wsłuchiwała się w odgłosy radia, aż lekko przysnęła.
Obudziła się delikatnie szturchana w ramię:
-Ej, śpiochu, wstawaj.- Szeptał Adam; zatrzymali się gdzieś, nie wiedziała gdzie dokładnie.
-Coś się stało? Jesteśmy już w domu?- Zapytała
-Nie, chcę ci coś pokazać. Chodź.- Zachęcił ją, a ona odpięła pas i wysiadła z samochodu. Zimne powietrze owiało jej gołe ręce i nogi. Szybko odwinęła rękawy bluzy, lecz szortów nie potrafiła wydłużyć. Zimne powietrze lekko szczypało jej uda. Na szczęście niebawem obok niej pojawił się Adam, który poprowadził ją w ciemność:
-Gdzie my idziemy?- Zapytała
-Już niedaleko.- Uspokoił ją- To idealna pora, abyś to zobaczyła.- Oznajmił z nutą podekscytowania w głosie
-Adam, boję się.- Wyszeptała mocniej ściskając jego dużą i wiecznie przyjemnie ciepłą dłoń
-Nie masz czego. Jestem przy tobie.- Spojrzał na nią kojąco, a przynajmniej tak jej się wydawało, gdyż wokół panowała wręcz namacalna ciemność. Nie widziała nawet czubka swojego nosa.
W końcu zauważyła lekką neonową poświatę, która przedzierała się przez liście przed nimi. ,,Oznaka jakiejś cywilizacji" pomyślała z ulgą.
-To tutaj.- Powiedział Adam odchylając gałąź i przepuszczając Lucy, która była oślepiona nagłym blaskiem neonów.
-Co to jest?- Zapytała zasłaniając ręką oczy
-Jak zdejmiesz ręce z oczu to zobaczysz.- Objął ją od tyłu i oparł swój podbródek o jej głowę; wypowiedział to z takim zadowoleniem jakby chciał jej pokazać dzieło, które stworzył. Powoli odjęła dłonie od oczu i ku jej zdziwieniu stali na dosyć wysokiej skarpie, ale w stosownej odległości od jej krańca. Przed nią zataczała się panorama nocnego miasta. W oczy rzucał się pewien kształt wykonany z miliona różowych neonów. Prawdopodobnie w budynkach zapalono różowe światła. Wzrok jej się bardziej wyostrzył i zauważyła, że różowe neony tworzą serce:
-Wow.- Oczy jej się rozszerzyły i zrobiła krok do przodu, lecz żelazny uścisk Adama sprawił, że cofnęła się na swoje dawne miejsce
-Lepiej nie podchodź bliżej. Tam teren nie jest stabilny.- Upomniał ją, a ona pokiwała głową
-Piękny widok.- Zachwyciła się
-To specjalnie dla ciebie wiesz?- Zagadnął Adam
-Jak to?
-Noo, normalnie. Kiedy byłaś u Rachel, ja odwiedziłem kilka domów i poprosiłem o zapalenie różowego światła po osiemnaztej na godzinę i aby go nie gaszono.- Odparł- Dałem tym osobom różowe żarówki i małą łapówkę. Cóż, jak widać spełnili moją prośbę.- Rzekł z zachwytem patrząc przed siebie
-Długo ci to zajęło?- Zapytała
-Nie, średnio w jednym domu byłem kilka minut. Tylko chyba w czterech miałem małe problemy, ale jakoś sobie poradziłem.- Pocałował ją w głowę nadal obejmując
-Jesteś niesamowity.- Lekko obróciła się w jego ramionach i teraz oboje się przytulali. Czuła jak jego serce szybciej bije, jak lekko drży oraz jak uśmiecha się zadowolony z siebie
-Kocham cię.- Powiedział mocniej ją przytulając do siebie, a następnie schylając się pocałował ją w usta. Kiedy lekko się od niej odsunął usłyszał jej szept:
-Ja ciebie też kocham.- i jego serce zabiło jeszcze szybciej niż dotychczas...
sobota, 15 października 2016
Rozdział 25 Talent Rachel
Zgodnie z obietnicą Lucy pojawiła się w rezydencji rodziny Eagle o godzinie trzynastej razem ze swoimi trzema książkami. Adam ją podwiózł i obiecał, że wróci po nią około osiemnastej. Rano wstała wyspana, nawet nie wiedziała kiedy zasnęła. Po prostu obudziła się w ramionach Adama. Kiedy wstała, on jeszcze spał, a była już dziesiąta. Szybko zerwała się z łóżka i poszła do swojego pokoju, aby się ogarnąć, co nie zajęło jej zbyt wiele czasu. Założyła dziś białą podkoszulkę, a na nią rozpinaną bluzę koloru szarego z pyszczkiem Totoro z anime ,,Mój sąsiad Totoro" z podwiniętymi rękawami. Do tego włożyła jeansowe szorty i długie do łydek trampki koloru kory drzewnej. Gdy opuszczała swój pokój zauważyła jak Yuki rozmawia z tym mega wysokim lokajem. Wyglądali jakby się całkiem nieźle dogadywali. Spojrzała na twarz mężczyzny. Gdy wyraźniej się mu przyjrzała zauważyła, że jest młodszy niż na początku jej się zdawało. Mógł mieć mniej więcej tyle lat co Adam, a nawet mniej! Patrzył na Yuki tak jak patrzy na nią Adam, tym rozmarzonym wzrokiem...
W każdym razie teraz stała przed ogromnymi drzwiami i patrzyła się w nie tępo. W końcu postanowiła nacisnąć dzwonek, a drzwi otworzyły się przed nią otworem. Gdy weszła do środka znalazła się w znajomym gigantycznym pomieszczeniu ze schodami rozchodzącymi się w lewo i prawo oraz kryształowym żyrandolem na środku sufitu. Sceneria niczym z wysoko budżetowego filmu o bogatych ludziach. Zaraz... To jest ten sam dom, gdzie kręcono takie filmy! Wszystko się zgadza. Dywany, obrazy, rzeźby... Zachwycała się tym wszystkim, gdy nagle została ,,zaatakowana" przez Rachel, która biegnąc przytuliła się do niej:
-No czeeeeeść!- Zaszczebiotała przyciskając ją do siebie- Czekałam na ciebie już od dwunastej.- Oznajmiła puszczając ją. Ubrana była w różowo pastelową zwiewną sukienkę do kolan z rękawami, jeansową kamizelkę i do tego żółto pastelowe rajstopy, a na nogach krótkie czarne converse.
-Serio?- Zdziwiła się Lucy
-Yhym.- Rachel pokiwała energicznie głową- Nie jesteś głodna?
-Nie, przed wyjściem jadłam.- Odparła brunetka
-No to chodźmy do mnie.- I tak zaprowadziła ją do swojego pokoju w którym panował pastelowy szał. Ściany były skąpane w pastelowym różu, meble oraz futryny drzwi i okien pomalowane na biało, pastelowo żółte zasłony, na parapecie pastelowe wazony z czerwonymi różami, a na ścianach zdjęcia Rachel z dzieciństwa w białych obwódkach. Od wejścia na prawo znajdowało się białe biurko z pastelowo różowym laptopem skąpanym w różnych nalepkach. Prócz laptopa na biurku leżał najnowszy biały smartfon firmy apple z ekranem 3D, pastelowo niebieskie słuchawki nauszne, kilka książek zarówno tych do czytania jak i do szkoły, jedno zdjęcie w białej ramce, kilka mazaków, porozrzucane kredki i niedokończony rysunek w dosyć grubym czystym zeszycie. Po drugiej stronie pokoju stało dwuosobowe łóżko z żółtą pastelową narzutą i całą masą poduszek w przeróżnych pastelowych kolorach. Na przeciwko wejścia znajdowało się okno, a pod oknem niewielka różowo- pastelowa kanapa dla dwóch osób. Nad oknem zauważyła zamontowany niewielki rzutnik wielkości kamerki internetowej, który zapewne był używany do oglądania filmów na ścianie i zamkniętych drzwiach:
-Witaj w moich skromnych progach.- Rzuciła radośnie Rachel
-Wow.- Zachwyciła się Lucy- Masz pokój jak księżniczka.
-E tam. Po prostu lubię pastelowy róż i inne tego typu kolory.- Odparła beztrosko- Co chcesz porobić?- Spojrzała na biurko, po czym zaczęła szybko je sprzątać.
-Eeem, noo nie wiem. Nigdy u nikogo nie byłam, tak, no wiesz... Sama, dla przyjemności.- Wyznała lekko zawstydzona brunetka
-To nic, ja też nie miałam takich gości, więc jesteśmy kwita. Zaraz coś wymyślimy.- Książki do czytania poodkładała na półkę, a książki do szkoły schowała do szuflady w biurku, tak samo jak kredki i mazaki. Teraz na widoku zostały jedynie słuchawki, telefon, laptop i rysunek. To ostatnie miała już pognieść i wyrzucić, gdy Lucy dostrzegła co na nim jest:
-Poczekaj! Nie wyrzucaj tego.
-Co? Dlaczego? Nie wyszedł mi...- Westchnęła Rachel
-Przecież narysowałaś kadr z filmu ,,Mój sąsiad Totoro"! I wyszło ci to bajecznie! Identycznie jak w filmie.- Na dwóch stronach zeszytu widniała scena, gdy dwie dziewczynki czekały z parasolem na przystanku autobusowym, a obok nich stał Totoro również z parasolem.
-Nie wyszedł mi. Totoro z parasolem wygląda okropnie.- Zamknęła zeszyt i odstawiła go na półkę z książkami
-Daj spokój, ja nawet parasola nie potrafię narysować.- Pocieszyła ją Lucy- Serio, pięknie ci wyszedł ten rysunek. Pokazałabyś mi więcej?- Poprosiła, a Rachel wyraźnie pocieszona z powrotem wzięła do ręki zeszycik i dała go Lucy do obejrzenia; dziewczyna zaczęła oglądać rysunki oraz szkice z przeróżnymi scenami z anime studia Ghibli. Rachel miała powalający talent do rysowania, a przynajmniej takie było zdanie Lucy. Ona w życiu nie narysowałaby nawet jednej postaci. Potrafiła rysować TYLKO drzewa. Nic innego jej nie wychodziło, prócz drzew...:
-Czy to jest ,,Ruchomy zamek Hauru"???- Zapytała Lucy z nutą aprobaty w głosie
-Pokaż.- Rachel rzuciła okiem na stronice zeszytu- Mhm, tak.- Potwierdziła- Rysowałam to trzy dni, łącznie z kolorowaniem.
-Tak krótko? Ja bym tego nie narysowała, ani nawet pokolorowała tak dobrze jak ty w trzy lata.- Zachwyciła się Lucy i odwróciła kartkę- Ooo, a to na pewno ,,Księżniczka Mononoke"!
-Tak, to ona.- Zaśmiała się blondynka- Ona akurat zabrała mi tylko dwie godziny. Miałam mały problem z wilkiem, ale jakoś sobie poradziłam. Ogółem lubię rysować, ale jeszcze bardziej kolorować.
-Sądząc po rysunkach lubisz oglądać anime?
-Mhm.- Przytaknęła.- Oglądam co noc jedno na rzutniku, chyba, że jestem zajęta albo bardzo chce mi się spać.
-Wow. Ja oglądałam tylko trzy.- Pożaliła się Lucy
-Jeśli chcesz możemy jakieś obejrzeć teraz.- Zaproponowała Rachel, a brunetka energicznie pokiwała głową.- Hmm... Co mogłabym ci puścić...- Zastanawiała się, a w tym czasie Lucy oglądała zdjęcia wiszące na ścianach.- O, wiem! Obejrzymy ,,Tajemniczy świat Arrietty".- Oznajmiła, po czym uruchomiła laptopa; Lucy przyglądała się zdjęciom. Na jednym z nich na oko siedmioletnia Rachel siedzi na huśtawce i patrzy się prosto w obiektyw z szerokim uśmiechem na twarzy. Na następnym widnieje jej zdjęcie klasowe. Była najwyższą i za razem najładniejszą dziewczynką w klasie. Gdy przyjrzała się baczniej zdjęciu dostrzegła Alberta. Największym zdziwieniem było to, że jej znajomy był zadziwiająco niski. Nawet niższy od Rachel. Na nosie miał duże czarne okulary- po tym go rozpoznała. No i oczywiście nie mogło zabraknąć też Adama. Jego można było bez trudu rozpoznać. Był wysoki, szczupły, przystojny, tylko jedna rzecz w nim ją niepokoiła. Jego wyraz twarzy... Jako jedyny nie uśmiechał się. Wyglądał na przygnębionego, jakby ktoś przed chwilą powiedział mu coś przykrego. Zrobiło jej się go szkoda. Chciała się o to zapytać Rachel, lecz w porę uzmysłowiła sobie, że ona niczego nie pamięta. Westchnęła i zorientowała się, że blondynka od dłuższego czasu jej się przygląda:
-Wiesz, że na początku nie wiedziałam, że to Adam?- Zagadnęła Rachel- Zawsze go pamiętałam jako wesołego chłopca, ale na tym zdjęciu nie jest podobny do siebie.- Przekręciła głowę lekko w prawo jakby myśląc, że pod innym kątem dostrzeże chociaż lekki uśmiech na jego twarzy- No, ale nie ważne co było. Ważne co jest i co będzie w przyszłości.- Posłała Lucy wesoły uśmiech, po czym gestem zaprosiła ją na kanapę. Lucy zasiadła na różowo- pastelowym tapczanie, a Rachel zasłoniła okno roletą i włączyła film...
W każdym razie teraz stała przed ogromnymi drzwiami i patrzyła się w nie tępo. W końcu postanowiła nacisnąć dzwonek, a drzwi otworzyły się przed nią otworem. Gdy weszła do środka znalazła się w znajomym gigantycznym pomieszczeniu ze schodami rozchodzącymi się w lewo i prawo oraz kryształowym żyrandolem na środku sufitu. Sceneria niczym z wysoko budżetowego filmu o bogatych ludziach. Zaraz... To jest ten sam dom, gdzie kręcono takie filmy! Wszystko się zgadza. Dywany, obrazy, rzeźby... Zachwycała się tym wszystkim, gdy nagle została ,,zaatakowana" przez Rachel, która biegnąc przytuliła się do niej:
-No czeeeeeść!- Zaszczebiotała przyciskając ją do siebie- Czekałam na ciebie już od dwunastej.- Oznajmiła puszczając ją. Ubrana była w różowo pastelową zwiewną sukienkę do kolan z rękawami, jeansową kamizelkę i do tego żółto pastelowe rajstopy, a na nogach krótkie czarne converse.
-Serio?- Zdziwiła się Lucy
-Yhym.- Rachel pokiwała energicznie głową- Nie jesteś głodna?
-Nie, przed wyjściem jadłam.- Odparła brunetka
-No to chodźmy do mnie.- I tak zaprowadziła ją do swojego pokoju w którym panował pastelowy szał. Ściany były skąpane w pastelowym różu, meble oraz futryny drzwi i okien pomalowane na biało, pastelowo żółte zasłony, na parapecie pastelowe wazony z czerwonymi różami, a na ścianach zdjęcia Rachel z dzieciństwa w białych obwódkach. Od wejścia na prawo znajdowało się białe biurko z pastelowo różowym laptopem skąpanym w różnych nalepkach. Prócz laptopa na biurku leżał najnowszy biały smartfon firmy apple z ekranem 3D, pastelowo niebieskie słuchawki nauszne, kilka książek zarówno tych do czytania jak i do szkoły, jedno zdjęcie w białej ramce, kilka mazaków, porozrzucane kredki i niedokończony rysunek w dosyć grubym czystym zeszycie. Po drugiej stronie pokoju stało dwuosobowe łóżko z żółtą pastelową narzutą i całą masą poduszek w przeróżnych pastelowych kolorach. Na przeciwko wejścia znajdowało się okno, a pod oknem niewielka różowo- pastelowa kanapa dla dwóch osób. Nad oknem zauważyła zamontowany niewielki rzutnik wielkości kamerki internetowej, który zapewne był używany do oglądania filmów na ścianie i zamkniętych drzwiach:
-Witaj w moich skromnych progach.- Rzuciła radośnie Rachel
-Wow.- Zachwyciła się Lucy- Masz pokój jak księżniczka.
-E tam. Po prostu lubię pastelowy róż i inne tego typu kolory.- Odparła beztrosko- Co chcesz porobić?- Spojrzała na biurko, po czym zaczęła szybko je sprzątać.
-Eeem, noo nie wiem. Nigdy u nikogo nie byłam, tak, no wiesz... Sama, dla przyjemności.- Wyznała lekko zawstydzona brunetka
-To nic, ja też nie miałam takich gości, więc jesteśmy kwita. Zaraz coś wymyślimy.- Książki do czytania poodkładała na półkę, a książki do szkoły schowała do szuflady w biurku, tak samo jak kredki i mazaki. Teraz na widoku zostały jedynie słuchawki, telefon, laptop i rysunek. To ostatnie miała już pognieść i wyrzucić, gdy Lucy dostrzegła co na nim jest:
-Poczekaj! Nie wyrzucaj tego.
-Co? Dlaczego? Nie wyszedł mi...- Westchnęła Rachel
-Przecież narysowałaś kadr z filmu ,,Mój sąsiad Totoro"! I wyszło ci to bajecznie! Identycznie jak w filmie.- Na dwóch stronach zeszytu widniała scena, gdy dwie dziewczynki czekały z parasolem na przystanku autobusowym, a obok nich stał Totoro również z parasolem.
-Nie wyszedł mi. Totoro z parasolem wygląda okropnie.- Zamknęła zeszyt i odstawiła go na półkę z książkami
-Daj spokój, ja nawet parasola nie potrafię narysować.- Pocieszyła ją Lucy- Serio, pięknie ci wyszedł ten rysunek. Pokazałabyś mi więcej?- Poprosiła, a Rachel wyraźnie pocieszona z powrotem wzięła do ręki zeszycik i dała go Lucy do obejrzenia; dziewczyna zaczęła oglądać rysunki oraz szkice z przeróżnymi scenami z anime studia Ghibli. Rachel miała powalający talent do rysowania, a przynajmniej takie było zdanie Lucy. Ona w życiu nie narysowałaby nawet jednej postaci. Potrafiła rysować TYLKO drzewa. Nic innego jej nie wychodziło, prócz drzew...:
-Czy to jest ,,Ruchomy zamek Hauru"???- Zapytała Lucy z nutą aprobaty w głosie
-Pokaż.- Rachel rzuciła okiem na stronice zeszytu- Mhm, tak.- Potwierdziła- Rysowałam to trzy dni, łącznie z kolorowaniem.
-Tak krótko? Ja bym tego nie narysowała, ani nawet pokolorowała tak dobrze jak ty w trzy lata.- Zachwyciła się Lucy i odwróciła kartkę- Ooo, a to na pewno ,,Księżniczka Mononoke"!
-Tak, to ona.- Zaśmiała się blondynka- Ona akurat zabrała mi tylko dwie godziny. Miałam mały problem z wilkiem, ale jakoś sobie poradziłam. Ogółem lubię rysować, ale jeszcze bardziej kolorować.
-Sądząc po rysunkach lubisz oglądać anime?
-Mhm.- Przytaknęła.- Oglądam co noc jedno na rzutniku, chyba, że jestem zajęta albo bardzo chce mi się spać.
-Wow. Ja oglądałam tylko trzy.- Pożaliła się Lucy
-Jeśli chcesz możemy jakieś obejrzeć teraz.- Zaproponowała Rachel, a brunetka energicznie pokiwała głową.- Hmm... Co mogłabym ci puścić...- Zastanawiała się, a w tym czasie Lucy oglądała zdjęcia wiszące na ścianach.- O, wiem! Obejrzymy ,,Tajemniczy świat Arrietty".- Oznajmiła, po czym uruchomiła laptopa; Lucy przyglądała się zdjęciom. Na jednym z nich na oko siedmioletnia Rachel siedzi na huśtawce i patrzy się prosto w obiektyw z szerokim uśmiechem na twarzy. Na następnym widnieje jej zdjęcie klasowe. Była najwyższą i za razem najładniejszą dziewczynką w klasie. Gdy przyjrzała się baczniej zdjęciu dostrzegła Alberta. Największym zdziwieniem było to, że jej znajomy był zadziwiająco niski. Nawet niższy od Rachel. Na nosie miał duże czarne okulary- po tym go rozpoznała. No i oczywiście nie mogło zabraknąć też Adama. Jego można było bez trudu rozpoznać. Był wysoki, szczupły, przystojny, tylko jedna rzecz w nim ją niepokoiła. Jego wyraz twarzy... Jako jedyny nie uśmiechał się. Wyglądał na przygnębionego, jakby ktoś przed chwilą powiedział mu coś przykrego. Zrobiło jej się go szkoda. Chciała się o to zapytać Rachel, lecz w porę uzmysłowiła sobie, że ona niczego nie pamięta. Westchnęła i zorientowała się, że blondynka od dłuższego czasu jej się przygląda:
-Wiesz, że na początku nie wiedziałam, że to Adam?- Zagadnęła Rachel- Zawsze go pamiętałam jako wesołego chłopca, ale na tym zdjęciu nie jest podobny do siebie.- Przekręciła głowę lekko w prawo jakby myśląc, że pod innym kątem dostrzeże chociaż lekki uśmiech na jego twarzy- No, ale nie ważne co było. Ważne co jest i co będzie w przyszłości.- Posłała Lucy wesoły uśmiech, po czym gestem zaprosiła ją na kanapę. Lucy zasiadła na różowo- pastelowym tapczanie, a Rachel zasłoniła okno roletą i włączyła film...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






