Mała Rose podbiegła do Lucy i przytuliła się do kolan matki. Ta pogłaskała ją po główce i ze zdziwieniem odkryła, że włosy ich córki są ciemniejsze niż włosy jej męża. Szybko wzięła Rose za rękę i obie wyszły z sypialni. Co zdziwiło Lucy, mała miała na sobie identyczną sukienkę co mama, lecz oczywiście w mniejszym rozmiarze. Przeszły do pokoju muzycznego, w którym obie uwielbiały przesiadywać. Rose, tak jak jej mama, była pasjonatką muzyki, a granie na fortepianie sprawiało jej nieopisaną radość. Teraz nie było inaczej. Pierwsza dorwała się do instrumentu i zaczęła wciskać przypadkowe klawisze.
-Jest nastrojony- powiedziała Lucy siadając na specjalnym siedzeniu.
-Wiem- odpowiedziała Rose siedząc obok mamy.- A nauczysz mnie ,,Wake me up"?
-Jeszcze nie teraz, kochanie. Spróbujemy innym razem- obiecała kobieta, a jej córka pokiwała główką.
-A zagrasz mi teraz?
-A co się mówi?
-Prooooszę.
-No niech ci będzie. Ale musisz mi pomóc- i tak Lucy zaczęła grać na fortepianie, a Rose śpiewać, co skutecznie obudziło Adama.
-Ledwie zaczął się dzień, a moje piękności już grają?- zapytał z rozbawieniem.
-Tata!- krzyknęła radośnie dziewczynka, przerywając śpiew i podbiegła do ojca.
-Wyspałeś się?- zadała pytanie mężowi Lucy, nie przerywając gry.
-Jak jeszcze nigdy. Chodźmy na śniadanie- zaproponował, a dziewczęta się z nim zgodziły i razem przeszli o ogromnej jadalni.
Na śniadanie podano gofry z bitą śmietaną i truskawkami, lecz na stole postawiono miski z innymi pokrojonymi owocami. Niebawem dołączyli do nich Arthur i Yvette, której buzia się nie zamykała. Zaczęła gawędzić z Rose jak dwie stare przyjaciółki, a rodzice dziewczynki nie mieli nic przeciwko takiej relacji. Arthur, jak zwykle opanowany i powściągliwy, w ciszy spożywał śniadanie i przysłuchiwał się trelom żony.
Po śniadaniu, do młodych Clockwork'ów mieli przyjść ich znajomi z dziećmi, z którymi przyjaźniła się Rose. Były to bliźnięta państwa Weiland'ów- Elisabeth i Joshua. Dzieci uwielbiały swoje towarzystwo i chętnie się ze sobą bawiły. Tak też było i tym razem.
Rachel ani trochę nie straciła swojego temperamentu i już swoim uściskiem dusiła spokojną i opanowaną Lucy, a Albert witał się z Adamem poprzez podanie sobie rąk. Rose uścisnęła się z Elisabeth, a Joshua, jak wypadało prawdziwemu dżentelmenowi, ucałował dłoń dziewczynki. Dorośli zaczęli się śmiać radośnie, a Rachel dumnie wypięła pierś, mówiąc, że to ona nauczyła Joshu'ę tego.
Wszyscy przeszli do rozległego ogrodu, w którym unosiła się woń kwiatów, a na rozstawionym stoliku już stygła kawa. Rodzice rozsiedli się na przygotowanych krzesłach, a dzieci postanowiły zagrać w berka. Można było uznać, że nastała harmonia, przerywana radosnymi okrzykami dziewczynek.
-Opowiadaj, Adam, jak tam firma?- zainteresował się Albert.
-Wszystko z nią w porządku. Niedługo na rynek wejdzie nowy prototyp zegarków- odparł Adam, chwytając Lucy za dłoń, jak to miał w zwyczaju, gdy znajdował się w jej pobliżu.
-A co słychać u Rose?- zapytała Rachel, dla której dzieci były ulubionym tematem do rozmów.
-Tak jak widać- Lucy spojrzała na biegające pociechy i zawiesiła na nich wzrok- Rose uwielbia grać na fortepianie, tak jak ja. I wstaje wcześniej od Adama- zaśmiała się, a razem z nią reszta towarzystwa.
-Chyba niczego nie dostała po tatusiu, prócz wyglądu- stwierdził Albert.
-Aleś skąd! Potrafi rozebrać i złożyć swój własny zegarek- pochwalił się Adam, nie mogąc znieść, że jego córka odziedziczyła po nim niewiele cech.
-Z wyglądu bez wątpienie przypomina ciebie- zaczęła Rachel obserwując Rose.- Ale z charakteru, to wykapana Lucy.
-Ma moje oczy- wtrąciła Lucy.
-A wasze dzieci?- zmienił temat Adam.- Joshua mało przypomina któreś z was. Chociaż Elisabeth wydaje się podobna do Alberta.
-To przez oczy- stwierdziła Rachel.- Tak jak Albert, Elisabeth ma heterochromię.
-I tak jak Albert, ma ciemne włosy- dodała Lucy.- Tylko karnacje ma jasną, tak jak ty, Rachel.
-Zgadza się- przytaknął Albert.- Joshua ma moje włosy, lecz resztę zdominował wygląd mojej pięknej żony.
-Faktycznie. Te zielone oczy i jasna karnacja mogą należeć tylko i wyłącznie do Rachel- przyznał rację Albertowi Adam.
-Już myśleliście nad przedszkolem?- zmieniła temat Lucy.
-Muszę przyznać, że się nad tym nie zastanawialiśmy- przyznała Rachel.- Ale pewnie poślemy naszą dwójkę tam, gdzie pójdzie wasza Rosie.
-Też myśleliśmy, aby posłać nasze dzieci do jednego przedszkola- wyjawił Adam.
-No to świetnie!- ucieszyła się Rachel.
Dalej rozmowa toczyła się swoim torem, a dzieciaki zdążyły już wytłuc się w trawie i piachu. Lucy oraz Rachel musiały wyciągać swoim córkom piasek z włosów, a Albert strzepywał jego resztki z ubrania Joshu'y.
Szybko nastał wieczór, pomimo iż było lato. Powietrze miało ten swój charakterystyczny zapach letniej nocy, a świerszcze dawały swój koncert w trawie. Dorośli pożegnali się, a dzieci serdecznie uściskały. Gdy Weiland'owie odjeżdżali, dzieci machały sobie, mając nadzieję, że niedługo znowu się spotkają.
Po wykąpaniu Rose, Lucy w końcu sama mogła zażyć odprężającej wieczornej kąpieli i w ciszy przemyśleć niektóre sprawy. Jednak ten spokój nie trwał długo, ponieważ Adam oczekiwał jej w łóżku i to w tej chwili. Pospiesznie wyszła z wanny i szczelnie owinęła się ręcznikiem. Wyszła z łazienki i na ich łóżku dostrzegła niewielki kształt, którym była śpiąca Rose.
-Jak ona sie tutaj znalazła?- zapytała szeptem Lucy.- Przecież przed chwilą spała u siebie.
-Też się zastanawiam. Siedziałem nad zegarkiem przy biurku, a kiedy się odwróciłem, ona już tam leżała- odparł Adam.
-Ech. Zaniesiesz ją z powrotem?
-Jasne- mężczyzna objął swoją żonę w pasie i pocałował czule w czoło. Po narodzinach Rose, Adam stał się bardziej opiekuńczy niż zwykle i okazywał o wiele więcej uczuć. Jeszcze przez chwilę trwali objęci, a później on odniósł córeczkę do jej pokoju, a ona wróciła do przerwanej kąpieli.
Kiedy każde skończyło wykonywać swoje obowiązki, małżeństwo w końcu położyło się we wspólnym łóżku i obejmując się, zasnęli...
Hej! Tu Line, jeśli chcielibyście wiedzieć więcej o Rose oraz o Elisabeth i Joshu'e, to piszcie w komentarzach ;)
Ogółem mam pomysł, żeby pisać o nich jako nastolatkach oraz o ich życiu. Wyborach, miłościach, intrygach, przygodach, może nawet o życiu szkolnym. Tylko muszę wiedzieć, że będziecie chcieli to czytać :)
Bo zauważyłam, że spodobała wam sie historia Lucy i Adama, więc co wy na to, abyście teraz poznali historię Rose, Elisabeth i Joshu'y?
Śmiało piszcie w komentarzach :)
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz