wtorek, 4 lipca 2017

Rozdział 36 Tupot małych stóp (special)

Poranek był cudownie rześki i przyjemny. Lucy leniwie wstała z łóżka i przeszła do bogato urządzonej łazienki, do której już od dawna zdążyła się przyzwyczaić. Wzięła szybką kąpiel, a następnie wsmarowała w ciało drogi balsam. Starannie rozczesała włosy i spięła je w koński ogon. Na koniec przebrała się w długą do ziemi zwiewną czarną suknię i przeszła do sypialni, w której odpoczywał jej mąż. Adam Clockwork spał w najlepsze w pozycji na wznak i niczym się nie przejmował. Lucy uwielbiała na niego patrzeć, kiedy spał, więc usiadła na brzegu łóżka i się w niego wpatrywała. Niestety ta chwila nie trwała długo, bo do ich sypialni wpadła mała blond włosa dziewczynka. Nazwali ją Rose. Miała cudowne miodowe włosy oraz oczka koloru błękitnego nieba, które radośnie spoglądały na otaczający ją świat. Jak na pięciolatkę dużo już wiedziała o zegarkach i potrafiła zagrać na fortepianie ,,Panie Janie" z niewielką pomocą Lucy. Yvette po kryjomu ją rozpieszczała, lecz Arthur miał na nią oko przez cały czas.
Mała Rose podbiegła do Lucy i przytuliła się do kolan matki. Ta pogłaskała ją po główce i ze zdziwieniem odkryła, że włosy ich córki są ciemniejsze niż włosy jej męża. Szybko wzięła Rose za rękę i obie wyszły z sypialni. Co zdziwiło Lucy, mała miała na sobie identyczną sukienkę co mama, lecz oczywiście w mniejszym rozmiarze. Przeszły do pokoju muzycznego, w którym obie uwielbiały przesiadywać. Rose, tak jak jej mama, była pasjonatką muzyki, a granie na fortepianie sprawiało jej nieopisaną radość. Teraz nie było inaczej. Pierwsza dorwała się do instrumentu i zaczęła wciskać przypadkowe klawisze.
-Jest nastrojony- powiedziała Lucy siadając na specjalnym siedzeniu.
-Wiem- odpowiedziała Rose siedząc obok mamy.- A nauczysz mnie ,,Wake me up"?
-Jeszcze nie teraz, kochanie. Spróbujemy innym razem- obiecała kobieta, a jej córka pokiwała główką.
-A zagrasz mi teraz?
-A co się mówi?
-Prooooszę.
-No niech ci będzie. Ale musisz mi pomóc- i tak Lucy zaczęła grać na fortepianie, a Rose śpiewać, co skutecznie obudziło Adama.
-Ledwie zaczął się dzień, a moje piękności już grają?- zapytał z rozbawieniem.
-Tata!- krzyknęła radośnie dziewczynka, przerywając śpiew i podbiegła do ojca.
-Wyspałeś się?- zadała pytanie mężowi Lucy, nie przerywając gry.
-Jak jeszcze nigdy. Chodźmy na śniadanie- zaproponował, a dziewczęta się z nim zgodziły i razem przeszli o ogromnej jadalni.
Na śniadanie podano gofry z bitą śmietaną i truskawkami, lecz na stole postawiono miski z innymi pokrojonymi owocami. Niebawem dołączyli do nich Arthur i Yvette, której buzia się nie zamykała. Zaczęła gawędzić z Rose jak dwie stare przyjaciółki, a rodzice dziewczynki nie mieli nic przeciwko takiej relacji. Arthur, jak zwykle opanowany i powściągliwy, w ciszy spożywał śniadanie i przysłuchiwał się trelom żony.
Po śniadaniu, do młodych Clockwork'ów mieli przyjść ich znajomi z dziećmi, z którymi przyjaźniła się Rose. Były to bliźnięta państwa Weiland'ów- Elisabeth i Joshua. Dzieci uwielbiały swoje towarzystwo i chętnie się ze sobą bawiły. Tak też było i tym razem.
Rachel ani trochę nie straciła swojego temperamentu i już swoim uściskiem dusiła spokojną i opanowaną Lucy, a Albert witał się z Adamem poprzez podanie sobie rąk. Rose uścisnęła się z Elisabeth, a Joshua, jak wypadało prawdziwemu dżentelmenowi, ucałował dłoń dziewczynki. Dorośli zaczęli się śmiać radośnie, a Rachel dumnie wypięła pierś, mówiąc, że to ona nauczyła Joshu'ę tego.
Wszyscy przeszli do rozległego ogrodu, w którym unosiła się woń kwiatów, a na rozstawionym stoliku już stygła kawa. Rodzice rozsiedli się na przygotowanych krzesłach, a dzieci postanowiły zagrać w berka. Można było uznać, że nastała harmonia, przerywana radosnymi okrzykami dziewczynek.
-Opowiadaj, Adam, jak tam firma?- zainteresował się Albert.
-Wszystko z nią w porządku. Niedługo na rynek wejdzie nowy prototyp zegarków- odparł Adam, chwytając Lucy za dłoń, jak to miał w zwyczaju, gdy znajdował się w jej pobliżu.
-A co słychać u Rose?- zapytała Rachel, dla której dzieci były ulubionym tematem do rozmów.
-Tak jak widać- Lucy spojrzała na biegające pociechy i zawiesiła na nich wzrok- Rose uwielbia grać na fortepianie, tak jak ja. I wstaje wcześniej od Adama- zaśmiała się, a razem z nią reszta towarzystwa.
-Chyba niczego nie dostała po tatusiu, prócz wyglądu- stwierdził Albert.
-Aleś skąd! Potrafi rozebrać i złożyć swój własny zegarek- pochwalił się Adam, nie mogąc znieść, że jego córka odziedziczyła po nim niewiele cech.
-Z wyglądu bez wątpienie przypomina ciebie- zaczęła Rachel obserwując Rose.- Ale z charakteru, to wykapana Lucy.
-Ma moje oczy- wtrąciła Lucy.
-A wasze dzieci?- zmienił temat Adam.- Joshua mało przypomina któreś z was. Chociaż Elisabeth wydaje się podobna do Alberta.
-To przez oczy- stwierdziła Rachel.- Tak jak Albert, Elisabeth ma heterochromię.
-I tak jak Albert, ma ciemne włosy- dodała Lucy.- Tylko karnacje ma jasną, tak jak ty, Rachel.
-Zgadza się- przytaknął Albert.- Joshua ma moje włosy, lecz resztę zdominował wygląd mojej pięknej żony.
-Faktycznie. Te zielone oczy i jasna karnacja mogą należeć tylko i wyłącznie do Rachel- przyznał rację Albertowi Adam.
-Już myśleliście nad przedszkolem?- zmieniła temat Lucy.
-Muszę przyznać, że się nad tym nie zastanawialiśmy- przyznała Rachel.- Ale pewnie poślemy naszą dwójkę tam, gdzie pójdzie wasza Rosie.
-Też myśleliśmy, aby posłać nasze dzieci do jednego przedszkola- wyjawił Adam.
-No to świetnie!- ucieszyła się Rachel.
Dalej rozmowa toczyła się swoim torem, a dzieciaki zdążyły już wytłuc się w trawie i piachu. Lucy oraz Rachel musiały wyciągać swoim córkom piasek z włosów, a Albert strzepywał jego resztki z ubrania Joshu'y.
Szybko nastał wieczór, pomimo iż było lato. Powietrze miało ten swój charakterystyczny zapach letniej nocy, a świerszcze dawały swój koncert w trawie. Dorośli pożegnali się, a dzieci serdecznie uściskały. Gdy Weiland'owie odjeżdżali, dzieci machały sobie, mając nadzieję, że niedługo znowu się spotkają.
Po wykąpaniu Rose, Lucy w końcu sama mogła zażyć odprężającej wieczornej kąpieli i w ciszy przemyśleć niektóre sprawy. Jednak ten spokój nie trwał długo, ponieważ Adam oczekiwał jej w łóżku i to w tej chwili. Pospiesznie wyszła z wanny i szczelnie owinęła się ręcznikiem. Wyszła z łazienki i na ich łóżku dostrzegła niewielki kształt, którym była śpiąca Rose.
-Jak ona sie tutaj znalazła?- zapytała szeptem Lucy.- Przecież przed chwilą spała u siebie.
-Też się zastanawiam. Siedziałem nad zegarkiem przy biurku, a kiedy się odwróciłem, ona już tam leżała- odparł Adam.
-Ech. Zaniesiesz ją z powrotem?
-Jasne- mężczyzna objął swoją żonę w pasie i pocałował czule w czoło. Po narodzinach Rose, Adam stał się bardziej opiekuńczy niż zwykle i okazywał o wiele więcej uczuć. Jeszcze przez chwilę trwali objęci, a później on odniósł córeczkę do jej pokoju, a ona wróciła do przerwanej kąpieli.
Kiedy każde skończyło wykonywać swoje obowiązki, małżeństwo w końcu położyło się we wspólnym łóżku i obejmując się, zasnęli...

Hej! Tu Line, jeśli chcielibyście wiedzieć więcej o Rose oraz o Elisabeth i Joshu'e, to piszcie w komentarzach ;)
Ogółem mam pomysł, żeby pisać o nich jako nastolatkach oraz o ich życiu. Wyborach, miłościach, intrygach, przygodach, może nawet o życiu szkolnym. Tylko muszę wiedzieć, że będziecie chcieli to czytać :)
Bo zauważyłam, że spodobała wam sie historia Lucy i Adama, więc co wy na to, abyście teraz poznali historię Rose, Elisabeth i Joshu'y?
Śmiało piszcie w komentarzach :)
Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz