Nie wiadomo kiedy, okres wakacyjny dobiegł końca i wszyscy uczniowie musieli powrócić do swoich szkół. W tych czasach system szkolnictwa lekko uległ zmianom. Teraz liceum zaczynało się od szesnastego roku życia, a kończyło dopiero w dwudziestym pierwszym. Studnia były już niekonieczne, ponieważ gdy ukończyło się pierwsze trzy klasy liceum można było wybrać profil, który miał przygotować do wybranego przez ucznia zawodu bądź profesji.
Lucy, tydzień po balu u Alberta, skończyła szesnaście lat, więc zaczynała pierwszą klasę liceum.
Trochę się denerwowała, ponieważ teraz zmieniło się jej otoczenie, więc będzie musiała poznawać wszystkich i wszystko od nowa, chociaż z drugiej strony dobrze, że to był jej pierwszy rok, a nie na przykład czwarty.
Miała szczęście, że Adam uczęszczał do tego samego liceum co ona. Będą mogli się widywać na przerwach, a on będzie mógł ją podwozić i odwozić ze szkoły.
Właśnie teraz razem z Albertem i Rachel stali na sali gimnastycznej, na której dyrektor szkoły wygłaszał swoje przemówienie. Uwzględnił w nim to, jak bardzo mu brakowało uczniów oraz witał nowo przybyłych, zarówno tych, którzy tak jak Lucy zaczęli nowy rok szkolny w nowej szkole, jak i tych, którzy dołączyli do starszych klasach. Po jakże przejmującym apelu, który trwał godzinę, poproszono, aby uczniowie rozeszli się do klas na spotkanie ze swoimi nauczycielami. Wszyscy skierowali się do drzwi, przez co powstał lekki korek:
-Ech, ale się stęskniłam za Robaczkiem.- Westchnęła Rachel
-Kim?- Zapytała zbita z tropu Lucy
-To nasz wychowawca.- Wyjaśnił Adam- Uczy wuefu.
-Ale dlaczego robaczek?
-Bo ma na nazwisko Robaczewski.- Prychnął Albert- A poza tym nazywa nas Robaczkami.
-Aha. A jak nazywa się moja wychowawczyni?- Zaciekawiła się
-To chyba Lilith?- Zastanowiła się Rachel
-Jaka Lilith!- Oburzył się brunet- Demonica!
-Ale Lilith jest matką wszystkich demonów.- Wykłócała sie z nim blondynka, a w tym czasie przejście powoli pustoszało.
-No i dobra, ale Lilith brzmi zbyt ładnie. To prawdziwy demon!- Sprzeczał się z nią Albert
-O co im chodzi?- Zadała pytanie Lucy Adamowi
-Ech. twoją wychowawczynią jest Amelia Rodriquez i uczy religii katolickiej. A swój przydomek zyskała przez liczne kartkówki, surową dyscyplinę oraz przez straszenie nas różnymi demonami. Albert nazywa ją ,,Demonicą", ale to tylko dlatego, bo nie dopuściła go do bierzmowania kilka lat temu.- Wytłumaczył spokojnym tonem prowadząc ją za rękę pod klasę, gdzie ,,Demonica" wpuszczała uczniów do sali- Leć, bo jeszcze jej podpadniesz. Jak skończysz to czekaj przy samochodzie.- Nakazał i ruszył dalej korytarzem znikając w tłumie innych uczniów.
Lucy niepewnie weszła do sali i zajęła miejsce w środkowym rzędzie, a konkretniej w trzeciej ławce. W klasie nie było zbyt wiele osób, może co najmniej piętnaście? Większość siedziała sama, prócz zaledwie trzech par, które prawdopodobnie poszły do tej samej szkoły, a nawet klasy. Lilith, czy jak ją tam zwali wyglądała na około trzydzieści lat. Ubrana była w długą, czarną suknię do samej ziemi z długimi koronkowymi rękawami. Miała długie, czarne jak sadza włosy upięte w kok, ciemne oczy oraz karnację. Jej usta były pomalowane purpurową pomadką. Z uszu zwisały złote kolczyki-obręcze, a na szyi miała zawieszony srebrny krzyż oraz czarny różaniec. Jej ręce zdobiły złote bransolety, a na palcu serdecznym lewej ręki jeden pierścionek, który oznaczał, że jest albo zaręczona albo w związku małżeńskim.
Gdy się w końcu odezwała jej ton był dosyć szorstki jak papier ścierny i równie jadowity co jad węża:
-Witaj moja droga klasso.- Przeciągnęła ,,s" jak wąż, z lekkim hiszpańskim akcentem.- Nazywam się Amelia Rodriquez i od dnia dzisiejszego będę waszym wychowawcą, dopóki nie ukończycie tej szkoły. Jeśli jeszcze większość z was się nie zorientowała jestem katechetką, więc to ze mną będziecie mieli religię. Na początku ustalmy kilka zasad. Po pierwsze: na moich lekcjach panuje absolutna i bezwzględna cisza. Po drugie: jeżeli wy oczekujecie czegoś ode mnie, to ja będę od was również czegoś oczekiwać. Po trzecie: żadnych telefonów na lekcjach i innych urządzeń elektrycznych, prócz zegarków lub e-notatników. Po czwarte: dziewczęta nie zakładają krótkich spódnic, nie malują się zbyt ostro, nie noszą wydekoltowanych bluzek na ramiączkach lub odkrytymi plecami. Po piąte: raz w miesiącu wychodzimy na lekcji wychowawczej do kościoła, aby się pomodlić. Po szóste: jeżeli nie dostanę usprawiedliwienia dwa dni od pojawienia się ucznia w szkole, stawiam nieusprawiedliwienie. Czy to jasne? W razie czego jeszcze jutro wam przedstawię jakie będą obowiązywać was reguły na moich lekcjach. Zaraz na tablicy wyświetlę wasz plan lekcji na najbliższy czas, a wy go przeniesiecie na swoje e-notatniki. W tym czasie sprawdzę obecność...- Właśnie akurat tym momencie do klasy wbiegł zdyszany chłopak wyglądający dosyć znajomo...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz