-Wejść.- Krzyknął Adam wracając do pozycji siedzącej; coś za szybko przyszła, pomyślał, zanim drzwi zdążyły się otworzyć
-Adam!- Krzyknął zdyszany Albert wpadając do pokoju
-Coś się stało?- Blondyn wstał zbity z tropu i podszedł do przyjaciela
-Dziś wieczorem ojciec organizuje bal. Przyjdziecie?- Zapytał, a na jego ustach zagościł lekki uśmiech
-To powód, żeby aż tak się spieszyć i rano wbiegać do czyjegoś pokoju?- Zadał pytanie retoryczne Adam z lekkim przekąsem
-Tak! Zazwyczaj gości się informuje co najmniej trzy dni przed, a ja się dowiedziałem dopiero teraz, kiedy siostra mi się wygadała. - Poinformował ich
-No dobrze, o której mamy być?- Znów zapytał Adam
-Bal zaczyna się o dwudziestej, ale miło by było gdybyście przyjechali pół godziny przed. Chcę wam coś pokazać.- Lucy zauważyła błysk podekscytowania w oczach Alberta- A i mam do was jeszcze jedną prośbę...- Lekko się zarumienił i poprawił swoje okulary- Bo... Moglibyście zabrać ze sobą Rachel? Zazwyczaj nie wychodzi na bale, ale was może posłucha.- Uśmiechnął się serdecznie, po czym pożegnał się z nimi i wyszedł.
-Wyglądał dosyć... Inaczej.- Podsumowała tą krótką wizytę Lucy
-Może dlatego, że był ubrany elegancko?- Zwrócił uwagę Adam
-Możliwe, ale chodzi mi o jego zachowanie.- Usiadła na łóżku i wpatrywała się w swojego męża jakby chcąc mu przekazać myślami swoje słowa
-Nie przejmuj się nim, on zawsze taki jest jak ma się odbyć jakaś impreza.- Usiadł obok niej i objął ramieniem- Troche sie stresuje, bo widzisz, on jest dosyć jakby to ująć... U nas, Magnatów, średni wiek do zaślubin to osiemnaście- dwadzieścia lat. Jak zapewne wiesz Albert ma już dziewiętnaście, więc znalezienie żony jest dla niego w tym wieku priorytetem, a przynajmniej narzeczonej. Co bankiet odstawia się, aby przypodobać się jakiejś dziewczynie, ale żadna nie chce chłopaka w okularach i w dodatku z jednym okiem innym od drugiego. Jest bardzo wrażliwy na ten temat.- Wyjaśniał jej, a ona wtulając się w niego słuchała go i zapamiętywała co do niej mówił przez najbliższe dziesięć minut. Później przybyło ich śniadanie, które szybko zjedli, a następnie Lucy poszła do swojego pokoju, aby się w końcu przebrać. Adam zaproponował, że pojadą do miasta, aby kupić dla niej sukienkę, a dla niego garnitur. Postanowiła, że teraz założy luźną elegancką białą koszulę z rękawami trzy czwartymi i czarne rurki. Dzisiaj chciała zostawić trampki w spokoju, więc wybrała czarne baleriny. Po przebraniu się weszła do łazienki, aby ogarnąć swoje włosy. Porządnie je wyczesała, a następnie posmarowała twarz kremem nawilżającym. Po stwierdzeniu, że nie wygląda aż tak źle już miała opuścić łazienkę, gdy przypomniało jej się, że na kaloryferze od wczoraj suszą się ubrania. Szybko je zdjęła i położyła na swoim łóżku do poskładania, oprócz bluzy Adama, którą zamierzała mu oddać.
Spotkali się w holu, przy wyjściu. Lucy siedziała na jednej z sof i czekała na Adama, który pospiesznym krokiem wkroczył do pomieszczenia:
-Gotowa?- Zapytał spoglądając na nią z zachwytem
-Mhm.- Przytaknęła, a on wziął ją pod rękę i zaprowadził do przygotowanego już samochodu, który stał centralnie przed schodami.
Gdy już jechali w radiu usłyszeli komunikat o buncie w jednej z fabryk po drugiej stronie kraju. W tych czasach to było normalne. Każdy protest albo próbowano jakoś załagodzić albo po prostu załatwić to siłą. Niestety nie podano, w której fabryce, a Lucy miała złe przeczucia. Czuła mrowienie w palcach, więc ciągle miętoliła skrawek swojej śnieżno białej koszuli do momentu, gdy musieli wysiadać. Tym razem Adam zawiózł ją do innej galerii. Ta była o wiele mniejsza i chyba bardziej konkretna. W każdym razie rozległy napis na jednej z jej ścian głosił ,,Centrum elegancji" czyli galeria handlowa tylko z formalnymi ubraniami oraz butami i ewentualnie fryzjerem, kosmetyczką, biżuterią albo dodatkami.
Gdy weszli do wnętrza galerii uderzył w nich zapach drogich perfum. Zdecydowali, że najpierw wybiorą garnitur dla Adama i tak też zrobili. Nie zajęło im to więcej niż dziesięć minut. Następnie ruszyli w stronę sklepów z sukniami. O dziwo całkiem szybko zdołali się uporać z kreacją dla Lucy. Dziewczyna wybrała czarną sukienkę do kolan z koronkową spódnicą z podszewką oraz bardzo delikatnym dekoltem. Butów nie musiała kupować, gdyż w szafie miała ich od groma, a torebka też się jakaś znajdzie. W sumie nie musiała się nawet jakoś wymyślnie stroić. Już miała męża, więc po co miałaby się starać wyglądać oszołamiająco...
Do balu zostało trzydzieści minut, a Adam wraz z dwoma dziewczętami już wysiadali z podłużnego czarnego samochodu, potocznie zwanym limuzyną, gdy energicznie przywitał ich Albert. Najpierw wedle etykiety powitał dziewczęta, a na koniec uścisnął przyjaźnie rękę Adamowi:
-Więc po co, tak dokładniej, nas tu sprowadziłeś tak wcześnie?- Zadał mu pytanie przyjaciel, kiedy znaleźli w pokoju bruneta
-Hmmm... Chciałem wam pokazać mój nowy wynalazek.- Wyjaśnił krótko szukając swego dzieła
-I do czego to będzie służyć?- Zapytała obojętnym, lekko drwiącym tonem Rachel; ubrana była w długą do kostek kremową suknię. Od pasa w górę była ozdobiona czarną koronką. Do tego założyła czarne szpilki, a blond włosy kaskadą zakrywały jej nagie plecy.
-Opracowałem prototyp żarówki, która nigdy się nie wyczerpie.- Odpowiedział jej- Tylko, gdzie ja ją położyłem?- Szperał w szufladach, zaglądał pod łóżko, dopóki Adam się nie odezwał:
-Chodzi ci o tą malutką na biurku?
-Co?! Gdzie, jak, skąd ty ją...?- Poderwał się z podłogi i podszedł do biurka- O, tutaj jest.- Zaśmiał się lekko zażenowany poprawiając swoje okulary i biorąc żaróweczkę do ręki- Tak, to ona.- Zaprezentował ją wszystkim- Przekalkowałem ile energii może ona pomieścić oraz jak długo będzie działać. Obliczając różne równania doszedłem do pewnego wniosku, że...- I mówił dalej, póki nie przerwała mu Rachel
-Skąd masz pewność, że nigdy się nie wyczerpie?
-Ech, właśnie miałem o tym mówić...- Westchnął- Chodzi o to, że zamontowałem w niej coś typu silniczka zasilanego jej energią. Będzie on tworzył energię, która będzie przechodziła przez całą żarówkę, a później będzie wracała do tego silniczka i go napędzała.- Wyjaśnił z dumą w głowie
-Interesujące.- Pochwalił go Adam- I kiedy masz zamiar wprowadzić to na rynek?
-Eeee... Na chwilę obecną mój wynalazek przechodzi okres próbny. Jak się okaże, że po kilku dniach, a może tygodniach coś się popsuje, to będzie to kolejny niewypał.
-Yhym.- Przytaknęła Rachel krzyżując ręce na piersi- Mogę ją w domu przetestować?
-Mmmm. Nie jestem pewien czy to jest dobry pomysł.- Zamruczał z niezadowoleniem- Nie to, że ci nie ufam, tylko jeżeli coś się w tej żarówce popsuje, to może dojść nawet do pożaru, a zrozum, nie chcę spalić ci domu.- Ostrzegł
-E tam, dawaj.- Wzięła żaróweczkę z dłoni Alberta przy okazji delikatnie dotykając szorstką skórę jego rąk, która zdążyła się lekko wysuszyć i stwardnieć od nadmiaru pracy.
-Ile nam zostało czasu do balu?- Zapytał brunet poprawiając okulary i swoją marynarkę
-Jakieś piętnaście minut.- Odparł Adam zerkając na swój zegarek, który zawsze nosił na prawej ręce; nikt prócz niego nie wiedział, czemu akurat na prawej ręce...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz