Do klasy wszedł chłopak z lekko opaloną skórą, ale nie taką jak Demonicy. Jego włosy i oczy były koloru brązowego, a ubrany był w spodnie na szelkach i białą koszulę z podwiniętymi rękawami:
-Prze-przepraszam za spóźnienie.- Przeprosił zziajany taksując wzrokiem klasę w poszukiwaniu wolnego miejsca
-Ach i zapomniałabym o jeszcze jednym. Osoby, które będą się NOTORYCZNIE SPÓŹNIAĆ będą pytane jako pierwsze.- Popatrzyła z dezaprobatą na chłopaka z szopą włosów na głowie- Czy to jasne panie...- Zanurkowała wzrokiem w listę uczniów
-Skill.- Podpowiedział
-Tak, panie Oliverze Skill. A teraz zajmij miejsce.- Nakazała tonem nieznoszącym sprzeciwu, a chłopak dosiadł się akurat do Lucy:
-Cześć.- Przywitał się
-Hej.- Odpowiedziała przenosząc swój plan z ekranu, który był wbudowany w ławkę, na swój tablet, zwany inaczej e-notatnikiem.
Ogółem po przeniesieniu swojego planu lekcji, Demonica sprawdzając obecność prosiła dane osoby o drobne przedstawienie się i podanie swojego numeru telefonu, a sama swój wyświetliła na tablicy i ekranach w ławkach:
-W razie problemów z dziennikiem internetowym lub problemami ogólnymi proszę się ze mną kontaktować.- Poinformowała swoich uczniów, po czym pożegnała się z nimi.
Wszyscy czym prędzej rzucili się w stronę drzwi, gdyż wiedzieli, że dostała im się najgorsza nauczycielka w szkole.
Lucy wyszła jako ostania i już kierowała się do wyjścia szkoły, gdy zatrzymał ją Oliver:
-Hej, poczekaj!- Zawołał za nią- Jesteś Lucy prawda?- Kiwnęła głową- Pamiętasz mnie? Widzieliśmy się na przyjęciu u Weilanda. Przyszedłem ze starszym bratem i kolegą.
-I próbowałeś poderwać Rachel.- Uśmiechnęła się lekko
-Tak, dokładnie.- Odpowiedział jej tym samym, ciesząc sie, że zapadł jej w jakiś sposób w pamięć
-Wiesz, nie chcę być niemiła, ale muszę już iść.- Rzekła, gdy spostrzegła znajomą sylwetkę oraz blond włosy upięte w koński ogon.
-Ach, idź, przepraszam, że cię zatrzymałem.- Podrapał się po głowie, a Lucy niemal biegiem wyszła ze szkoły. Gdy znalazła się na parkingu przy samochodzie, Adama jeszcze nie było. Niespokojnie tupała stopą w miejscu i liczyła sekundy. Kiedy zbliżała się czwarta minuta ze szkoły wyłonił się Oliver w towarzystwie Nathaniela i swojego starszego brata. Rozmawiali o czymś. Brunetka szybko odwróciła się do nich plecami, aby jej nie poznali. ,,Niech sobie idą, niech sobie idą, niech sobie idą..." powtarzała to jak mantrę skubiąc jedno z pasm swoich brązowych włosów:
-O, cześć Lucy.- Usłyszała za sobą łagodny głos Nathaniela, przegryzając wargę odwróciła się na pięcie i obdarzyła go ciepłym uśmiechem
-Cześć.- Przywitała się spoglądając niespokojnie w stronę drzwi wejściowych
-Jak tam początek roku? Kogo masz jako wychowawcę?- Zapytał spokojnym tonem uśmiechając się lekko przy tym
-Panią Amelię Rodriquez.- Odpowiedziała
-Mhm. Lilith...- Stali przez chwilę w niezręcznej ciszy- Czekasz na kogoś?
-Tak.- Odparła krótko
-Koleżanka?- Zaciekawił się
-Mąż.- Lekko zarumieniła się i spuściła głowę
-Mąż? Ach. Jesteś żoną Adama Clockwork'a.- Domyślił się- To dlatego tak ciebie pilnował na przyjęciu. To dobry chłopak. Zasługujesz na niego.- Uśmiechnął się tak uroczo, że serce Lucy mało się nie roztopiło.- Będę się zbierał, bo jak już może wiesz, on za mną nie przepada.- Spojrzał z obawą na drzwi wejściowe- To cześć.- Pożegnał się całując ją w wierzch dłoni, po czym odszedł.
Lucy stała przez chwilę zbita z tropu. Nathaniel jest bardzo miły, a może to tylko pozory? I dlaczego Adam go nie lubi? Przecież miał jej wytłumaczyć jak wrócą, ale poszedł spać, a ona rano zapomniała i jakoś tak nie miała czasu zapytać. Z rozmyśleń wyrwał ją przyjazny i wesoły głos Adama:
-Lucy, wsiadasz?- Zapytał stojąc po drugiej stronie samochodu od strony kierowcy
-Tak, tak. Już wsiadam.- Odparła i wsiadła do pojazdu.
-Jak było?- Zapytał uruchamiając samochód
-Nie jest aż tak źle. Jest trochę wymagająca.- Wyżaliła się
-Jeżeli będzie okropna to mi powiedz. Przeniesiemy cię do równoległej klasy.- Jego uśmiech mówił ,,Możesz mi zaufać. Chcę dla ciebie jak najlepiej". Kiwnęła głową na zgodę i zapanowała cisza. W końcu Lucy zebrała się w sobie i zadała te pytanie, które znowu zaczęło ją nurtować:
-Adam.- Zwróciła się do niego po imieniu- Dlaczego nie lubisz Nathaniela?- Spojrzała na niego wyczekująco. Jego rysy twarzy wyostrzyły się, a w jego oczach pojawił się smutek pomieszany z zawodem:
-Ech. Byłem zadowolony, że od przyjęcia zapomniałaś, ale i tak muszę ci w końcu to opowiedzieć, bo, i tak, będziesz go prawdopodobnie codziennie mijała na korytarzu.- Westchnął- Kiedyś przyjaźniliśmy się ze sobą, wspieraliśmy się. Był dla mnie jak młodszy brat. Pomagałem mu w zadaniach domowych, a on czasami przychodził do fabryki i pomagał przy zegarkach. Pewnego dnia jak zwykle przyszedł mi pomóc i rozciął mi nożem plecy od lewego barku, do prawego biodra, po czym ukradł dwa pudła zegarków, które później sprzedał za marne pieniądze.- Westchnął wpatrując się w drogę; wyglądał bardzo smętnie, aż Lucy zrobiło się go szkoda
-Wiesz dlaczego to zrobił?- Zapytała
-W sądzie nie chciał powiedzieć, więc uznano, że dla własnych celów materialnych.
-A ta blizna na plecach?- Przypomniało jej się
-Tak, to on ją zrobił.- Odwrócił głowę w drugą stronę, aby Lucy nie widziała wyrazu jego twarzy- Ufałem mu.- Wyszeptał. Do oczu napłynęły jej łzy, położyła swoją dłoń na wierzchu dłoni Adama, który aktualnie trzymał swoją na skrzyni biegów.
-Dziękuję. I chyba nie powinnam była tego poruszać.- Zmartwiła się
-Nie, jest ok. Nie wiedziałaś, a ja byłem ci to winien od półtora tygodnia.- Wysilił się na słaby uśmiech. Dalej wracali do domu w ciszy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz