Bal zaczął się już od dobrych piętnastu minut. Specjalnie wynajęto zespół z instrumentami muzyki klasycznej oraz DJ'a, którzy mieli się co około pięć piosenek się zmieniać. Przyjęcie głównie składało się z gości w wieku Lucy lub Adama, więc odpowiednia muzyka to podstawa.
Lucy pierwszy raz była na tak dużej imprezie. Te, które organizował jej ojciec miały charakter bardziej kameralny. Markus zazwyczaj zapraszał tylko swoich kolegów i przyjaciół, czasami sponsorów. Najchętniej wychodził z domu i przesiadywał u innych ludzi marnując pieniądze oraz swój czas, który mógłby przeznaczyć na przebywanie z żoną i trzema córkami. No ale jaka to rodzina, skoro są w niej aż cztery baby i tylko on jedne. Żeby miał chociaż jednego syna, to już jest coś, ale żeby trzy córki? Przynajmniej łatwo jest się ich pozbyć. Stopniowo powydaje je za mąż i będzie miał święty spokój...
Adam nie odstępował swojej żony na krok. Pilnował jej najlepiej jak umiał. Wiedział, że na przyjęciach takich jak te kręci się wiele adoratorów i podrywaczy gotowych ukraść ci dziewczynę, narzeczoną, a nawet żonę. Stali razem z Albertem oraz Rachel i rozmawiali o niedługo zaczynającym się roku szkolnym. Jak się okazało trójka przyjaciół będzie uczęszczała do tej samej klasy, a Lucy dopiero zacznie chodzić do ich szkoły. W pewnym momencie podeszli do ich zgromadzenia trzej młodzi dżentelmeni. Jeden, niezbyt wysoki, aczkolwiek wzrostem dorównywał Rachel bez szpilek, miał średniej długości kręcone brązowe włosy oraz orzechowe oczy i lekko opaloną karnację. Wyglądał na około szesnaście, może siedemnaście lat. Ubrany był w spodnie na szelkach i śnieżnobiałą koszulę.
Drugi był odrobinę wyższy, prawdopodobnie starszy brat tego pierwszego. Włosy, karnacja i kolor oczu identyczne, prócz fryzury i ubioru. Jego włosy były, w przeciwieństwie do młodszego brata, zadziwiająco proste. Miał zgolony prawy bok, a włosy ułożone w lewą stronę. Jego ubiór składał się z czarnych jeansów, eleganckich butów oraz lekko żółtej koszuli z podwiniętymi rękawami.
Trzeci z chłopaków był bardzo podobny do Adama, tylko posiadał oczy koloru świeżo skoszonej trawy. Był niższy o kilka centymetrów od Alberta, a jego wyraz twarzy przywodził na myśl jakby coś przeskrobał, ale specjalnie się tym nie przejmował. Miał długie blond włosy związane w koński ogon. Jego czarna marynarka leżała na nim idealnie i w sumie mógłby uchodzić za eleganta, gdyby nie granatowe jeansy i buty skate'y.
Ten ostatni popatrzył na Lucy dosyć sympatycznym wzrokiem, a w tym czasie chłopak o ciemnej karnacji zabiegał o względy Rachel, która twardo trzymała się, że ,,nie będzie tańczyła z niższymi od siebie chłopakami". ,,Słońce, co to za problem? Zdejmiesz buty i po kłopocie" próbował przekonać ją ten starszy z braci. W jej obronie stanął Albert, który oznajmił, że Rachel nie będzie zdejmowała swoich butów dla jakichś, jak to się wyraził, ,,niskich przydupasów". W tym czasie wywiązała się między nimi mała kłótnia, w której była konieczna interwencja Adama. Chłopak o zielonych oczach i długich blond włosach skorzystał z okazji i poprosił Lucy do tańca. Dziewczyna nie zdążyła się sprzeciwić, gdyż chłopak już chwycił ją za rękę i pociągnął na parkiet. Delikatnie położył swoją dłoń w miejscu, gdzie Lucy miała biodro, a jej rękę położył sobie na ramieniu. Ku swemu zdziwieniu Lucy odkryła, że nie musi stać na palcach, aby z nim tańczyć. Był, jakby to ująć: w sam raz. Noo może odrobinę za wysoki, ale nie aż tak jak jej Adam. Podczas tańca narodziła się między nimi konwersacja:
-Jak ci na imię?- Zapytał bardzo przyjemnym i uprzejmym głosem blondyn
-Lucy.- Odpowiedziała krótko
-Bardzo ładne imię.- Odpowiedział- Nazywam się Nathaniel Onyx.- Przedstawił się posyłając jej lekki uśmiech- Jak ci się podoba na przyjęciu?
-Jest bardzo... miło.
-Cieszę się.- Okręcił ją wokół jej własnej osi i prowadził dalej- Przyszłaś sama?
-Nie...- Wydukała i w tym momencie odbił ją Adam
-Zaczepiał cię?- Zapytał
-Nie, był bardzo miły i uprzejmy.- Stanęła w jego obronie Lucy
-Uff, całe szczęście. On nie jest dla ciebie odpowiednim towarzystwem.- Popatrzył krzywo w stronę Nathaniela, który teraz stał pod ścianą i bacznie im się przyglądał.
-Dlaczego?- Odważyła się zapytać
-Opowiem ci, jak wrócimy do domu. To nie jest miejsce i czas na to, aby ci to tłumaczyć. Po prostu nie chcę psuć ci zabawy.- Wyjaśnił
-Dobrze.- Przytaknęła i muzyka ucichła, lecz tylko na chwilę, gdyż zaraz po niej nastąpiła o wiele żywsza piosenka. Lucy szybko odszukała wzrokiem Rachel, która siedziała na jednej z sof i o dziwo rozmawiała o czymś z Albertem. Dołączyli do nich. Jak się okazało dyskutowali na temat wynalazków Alberta oraz próbowali wymyślać inne:
-Jak tańczyło się ze Złodziejem?- Zapytał Albert rozbawionym tonem, a Adam rzucił mu mordercze spojrzenie
-Ki...- Chciała zapytać Lucy, ale przerwał jej Adam
-Nie psuj nam tego wieczoru.- Odparł karcącym tonem, aż Rachel popatrzyła na niego ze zdziwieniem
-Wszystko w porządku?- Zadała mu pytanie blondynka
-Ugh. Nie.- Odpowiedział jej zaciskając dłonie w pięści, aby się uspokoić
-Adam.- Zwróciła się do niego Lucy delikatnie kładąc swoją dłoń na jego ramieniu, lecz on ją strząsnął
-Nie tańcz z nim więcej.- Nakazał nie patrząc na nią, a ona pokiwała energicznie głową po czym delikatnie spuściła głowę, zacisnęła usta w wąską kreskę i splotła swoje palce jak do modlitwy. Na widok tak przygnębionej Lucy, Rachel zrobiło jej się żal. Potajemnie kopnęła pod stołem Adama w nogę, a gdy ten spojrzał na nią z wyrzutem, wzrokiem pokazała na Lucy. Chłopak szybko pojął o co jej chodziło. Jemu też zrobiło jej się żal. Przecież nie wiedziała kim jest albo był Nathaniel, a w dodatku to była jego wina, że pozwolił się rozkojarzyć i przez to nie upilnował jej. Nie powinien być teraz na nią zły, tylko na siebie. Miał to już od dziecka, jak coś nie szło po jego myśli to najłatwiej było to zwalić na kogoś, a samemu pozostać niewinnym. Teraz jest już praktycznie dorosły, więc pora dorosnąć. Wziął głęboki wdech, po czym objął ją i przyciągnął do siebie:
-Przepraszam.- Wyszeptał jej do ucha i pocałował w policzek, aż Lucy zarumieniła się po korzonki włosów
-Nic się nie stało.- Odparła lekko zdezorientowana spokojnym tonem
-Byłem dla ciebie niemiły. To się już więcej nie powtórzy.- Obiecał i mocniej ją przycisnął do siebie.
-D-dobrze, nie gniewam się na ciebie.- Powiedziała lekko zbita z tropu czule głaszcząc jego blond włosy.
-Może zatańczymy?- Zaproponował, a ona kiwnęła głową na zgodę, po czym wstali z tapczanika i trzymając się za ręce ruszyli na parkiet.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz