Na obiad była zupa pomidorowa oraz coś co kiedyś prawdopodobnie było rakiem albo homarem. Lucy niepewnie jadła drugie danie i gdyby nie Albert zjadła by tego więcej. Chłopak opowiadał przeróżne śmieszne historie z udziałem Adama, który również niewiele jadł, gdyż śmiał się na okrągło:
-A teraz słuchaj uważnie Lucy, bo to będzie najlepsza historia jaka nam się przydarzyła.- Zapowiedział kolejną opowieść Albert- To było w piątej klasie, ja i Adam mieliśmy zajęcia dotyczące pierwszej pomocy. I po tych zajęciach zauważyliśmy panią od matematyki, która jak to starsza kobieta przysypiała sobie na krześle. Wtedy... Ha ha ha, wtedy... Nie, nie mogę. Weź ty to opowiedz, Adam, ja nie dam rady, bo ciągle się śmieje.- Poprosił rozchichrany brunet
-No i wtedy krzyknąłem, że chyba zemdlała podbiegłem do niej i...- Nagle Adam sam zaczął się śmiać
- I zrobił jej sztuczne oddychanie.- Parsknął śmiechem Albert- A ta, jak się obudziła i zdzieliła go po głowie linijką to się więcej do niej nie zbliżał.- I wtedy już wszyscy się śmiali, Lucy nawet poleciały łzy ze śmiechu; wyobraziła sobie tą scenę i nie dziwiła się, że chłopcy nie potrafili jej opowiedzieć bez śmiania się.
-Znasz jeszcze jakieś historie?- Zwróciła się do Alberta Lucy nie tylko dla tego, że nie chciała jeść drugiego dania, lecz historie opowiadane przez niego był na prawdę zabawne
-Hmm, z tych lepszy jest jeszcze jedna.- Zamyślił się usiłując lepiej sobie ją przypomnieć.
-Czy myślisz o tej samej historii co ja?- Zapytał z dziwnym błyskiem w oku Adam
-Mhm.- Przytaknął posyłając mu to samo spojrzenie i dziwny uśmiech- Kiedyś, chyba w gimnazjum, pojechaliśmy na kilkudniową wycieczkę szkolną. I jako, że Adam był najatrakcyjniejszym chłopakiem w całej szkole wszystkie dziewczyny się do niego kleiły, więc robiliśmy imprezy. I któregoś dnia, po imprezie odkryliśmy, że jakaś dziewczyna zostawiła w naszym pokoju... No sama wiesz co.- Miał nadzieję, że Lucy będzie wiedziała o co mu chodziło i się nie mylił; kiwnęła niepewnie głową, a Albert dalej kontynuował- No i, zaczęliśmy dochodzić do której dziewczyny należał ten no... Ekhem, stanik. Kiedy nie znaleźliśmy właścicielki owej zguby postanowiliśmy się trochę powygłupiać. Oczywiście oprócz nas byli jeszcze inni chłopcy. Zaczęliśmy go sobie zakładać i biegać po pokoju. Akurat gdy przyszła kolej na Adama, który bronił się jak szatan przed wodą święconą, do pokoju wszedł pan od wuefu. Popatrzył na nas jak na ostatnich kretynów i powiedział:..- Zakrył na chwilę usta dłonią, aby stłumić śmiech- ,, Ej, chłopie, co ty masz na sobie? Jak chcesz iść w ślady Conchity Wurst to nie ma problemu, może jeszcze mikrofon dać i sukienkę?" I wtedy do rozmowy z wyjaśnieniami włączył się nasz znajomy: ,,Psze pana, on cosplay robi, a tą sukienkę i mikrofon chętnie weźmiemy!", ,,Za moich czasów mężczyźni...". I na tym rozmowa by się zakończyła, lecz nasz kolega był uparty i brnął dalej: ,,Za pana czasów mężczyźni nosili skóry z mamutów."Cóż, gościu się za to wściekł i kazał nam zrobić pięćdziesiąt pompek i oddać biustonosz.- Gdy zakończył historię Lucy wybuchnęła śmiechem, a Adam tylko uśmiechnął się szeroko; dla niego musiało to być strasznie upokarzające przeżycie.
Po odejściu od stołu wszyscy troje wyszli na miasto. Albert zamierzał kupić pewną grę komputerową więc poszli do galerii handlowej. Tej samej, w której niedawno była Lucy ze swoją teściową. Jako iż mijali po drodze księgarnię, Lucy pociągnęła nieśmiało Adama za koszulkę:
-Hm?- Spojrzał na nią, a ona wzrokiem wskazała na księgarnię- Ah, o to ci chodzi. Albert! Zaczekaj, wejdziemy na chwilę do księgarni.- Poinformował swego przyjaciela i razem z Lucy weszli do sklepu. Dziewczyna czuła się jak w niebie. Ten znajomy zapach stron i świeżego tuszu. Zagłębiła się w dział ze starymi książkami. Uwielbiała stare książki, gdyż te nowe zazwyczaj były podróbami ty starszych. Stanęła przed regałem i zaczęła je przeglądać. Adam stanął za nią i wpatrywał się otępiale w książki- Szukasz czegoś konkretnego? Może ci pomóc?- Zapytał uprzejmie
-Nie. Po prostu oglądam co tu jest.- Odpowiedziała nie odrywając wzroku od książek; spojrzała w górę i ujrzała książki Cassandry Clare. Były to książki z serii ,,Dary anioła". Wspięła się na palce, aby dosięgnąć jedną z nich, lecz półka była położona zbyt wysoko. Z pomocą pospieszył Adam, który bez problemu zdjął upatrzoną przez Lucy książkę. Już wyciągnęła po nią rękę, gdy chłopak uniósł ją jeszcze wyżej:
-A,a,a. Coś za coś.- Posłał jej złośliwy uśmiech, a ona z westchnieniem delikatnie chwyciła za górną część jego koszuli, po czym pociągnęła w dół i pocałowała go lekko w policzek. Zarumienił się i posłusznie oddał jej książkę. Popatrzył na nią z wdzięcznością, lecz nie dostrzegła tego, gdyż czytała opis książki. Gdy już wiedziała o czym jest książka zwróciła swą twarz w kierunku Adama z błagalnym spojrzeniem:
-Yhym, czyli tak kupujesz książki.- Zaśmiał się chłopak, po czym szybko dodał- Chodź, kupię ci ją.- Objął ją ramieniem i przeszli do kasy.
Podczas wizyty w mieście Lucy cały czas czytała ,,Miasto Kości". Szła czytając, a Adam delikatnie sterował nią poprzez lekkie pociąganie za rękaw sukienki.
W końcu nadszedł moment, kiedy wręcz musiała przerwać czytanie. Byli już w galerii handlowej. Akurat przechodzili koło sklepu z kosmetykami, kiedy wyłoniła się z niego dziewczyna o olśniewających długich blond włosach zaplecionych w warkocz, który opadał na jej lewe ramię, zielonych oczach otoczonych ciemnymi długimi rzęsami i delikatnej twarzy. Ubrana była w pastelową bluzkę i lekko wytarte jeansy. Na nogach wysokie szpilki w równie pastelowym różu jak jej bluzka. W rękach trzymała torby z logo różnych drogich sklepów i ledwo utrzymywała równowagę:
-Oh, Rachel. Cześć.- Przywitał się z nią Adam podchodząc do niej
-A-Adam?- Zająknęła się dziewczyna stawiając torby na posadzkę i wsuwając jedno pasmo swych włosów za ucho- To na prawdę ty?
-Tak, we własnej osobie.- Wtrącił sie Albert; miał rację, Adam był jak magnez na atrakcyjne dziewczyny...
-Jeju, strasznie urosłeś.- Stwierdziła mierząc go wzrokiem od stóp do głów- I w ogóle zmieniłeś się.
-Ty też. Wyglądasz jeszcze ładniej od naszego ostatniego spotkania.- Również ją skomplementował, a Lucy zbierało się na wymioty. Jak ona może ubierać się w pastelowe kolory?, przeszło jej przez myśli z obrzydzeniem. I najwyraźniej podobała się Adamowi, z tą dziewczyną rozmawiał inaczej niż z nią...
-Cóż, było to zaledwie dwa lata temu.- Stwierdził Albert, również lekko poirytowany tak jak Lucy. Chyba też nie lubił Rachel...
-A właśnie, jak u rodziców?- Zadał jej pytanie Adam
-No i zaczyna się...- Szepnął brunet do ucha Lucy- Może pójdziemy coś zjeść, a oni niech se rozmawiają?- Zaproponował, a ona kiwnęła głową zgadzając się, po czym zostawili tę dwójkę pochłoniętych rozmową na środku centrum handlowego...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz