Gdy znów znaleźli się w pokoju muzycznym Lucy niczym przyciągnięta magnesem siadła od razu do fortepianu i już miała coś zagrać, gdy poczuła coś na swoich plecach, barkach i głowie. To Adam przytulił się od niej do tyłu, jego ręce oplatały ją niczym gigantyczny i niewygodny naszyjnik, a jego podbródek spoczywał na jej głowie:
-Ekhem.- Lucy starała się dyskretnie dać mu do zrozumienia, by zostawił ją w spokoju, lecz nie zareagował. Spokojnie, to tylko kwestia przyzwyczajenia, myślała i z westchnieniem zaczęła grać ,,Hallelujah". Z jej ust wypłynęły słowa piosenki, które idealnie zlewały się w całość z przyjemnymi dźwiękami klawiszy. O dziwo do niej dołączył się Adam, który pomimo fałszowania też ładnie śpiewał. Śpiewali razem, słowo po słowie, aż w końcu skończył się tekst. Oboje ze zdziwieniem stwierdzili ten fakt, po czym wybuchnęli niekontrolowanym śmiechem. Adam zauważył, że Lucy ma piękny śmiech i zapragnął ją pocałować, lecz się powstrzymał. Wiedział, że jest jeszcze za wcześnie, a poza tym nie chciał burzyć tego co zdołał od rana osiągnąć. Uważał, że powinien poczekać. Dzień przed ślubem spróbuje przyzwyczaić ją do siebie i do pocałunków, tak aby na ślubie nie wstydziła się go pocałować...
Z zamyślenia wyrwał go jej pogodny głos:
-Co teraz?
-Hmm... Może zagraj coś starego? Mam sentyment do starych piosenek.- Wyznał, a ona radośnie pokiwała głową i zaczęła grać ,,I need a hero" Bonie Tyler. Adam oczywiście znał tą piosenkę, więc ponownie razem śpiewali, co im nieźle wychodziło. Nagle znów w drzwiach pojawiła się pokojówka imieniem Yuki o azjatyckiej urodzie. Ubrana była jak każda inna pokojówka: w czarną sukienkę do kolan z długimi rękawami i białym fartuszkiem. Miała długie bordowe włosy do pasa z grzywką, które zakrywała jej całe czoło, a pasma okalające jej twarz lekko się zakręcały w wewnętrzną stronę. Jej oczy były niczym dwa małe węgliki; źrenice były wręcz niedostrzegalne, a skóra blada i lekko oliwkowa. Stała i przysłuchiwała się parze nastolatków i ich koncertowi. Lubiła kiedy ta nowa dziewczyna grała na fortepianie. Była do tego stworzona. A jeszcze większą radość sprawiało jej słuchanie śpiewającego panicza, który miał głos niczym anioł. I w sumie mógłby być aniołem. Nikt kogo do tej pory widziała nie miał tak blond włosów oraz intensywnie niebieskich spokojnych oczu:
-Coś się stało Yuki?- Zapytał Adam roześmianym głosem, kiedy skończyli grać
-Eeem... Nic, paniczu, nic. Ja tylko...- Próbowała się tłumaczyć
-Chciałaś posłuchać?- Dokończył, a ona nieśmiało pokiwała głową
-Jeśli chcesz możesz się do nas dosiąść.- Zaoferowała Lucy, a Adam posłał jej zdziwione spojrzenie
-Na prawdę mogę?- Zapytała nie dowierzając pokojówka
-Mhm.- Przytaknęli oboje równocześnie, a dziewczyna niepewnie podeszła do nich
-Może najpierw was sobie przedstawię?- Zaproponował blondyn i obie pokiwały głowami- Więc, to jest Lucy.- Powiedział spoglądając w jej stronę- Moja narzeczona.- Dodał po chwili- A to Yuki, jedna ze służących.- Spojrzał na pokojówkę, która uroczo się uśmiechała, ale nie tak urzekająco jak jego Lucy.
-Miło mi cię poznać.- Odezwała się Lucy
-Mi panienkę również.- Ukłoniła się zgrabnieYuki
-Proszę, mów mi po imieniu.- Poprosiła brunetka
-Jak sobie panienka życzy...- Nagle ktoś w progu chrząknął, a dziewczyna szybko się odwróciła i w drzwiach ujrzała Christoph'a, kamerdynera.
-Yuki.- Zaczął karcącym głosem- Znowu się obijasz?
-Nie! Jak możesz mi coś takiego zarzucać?!- Już nie była uroczą i nieśmiałą pokojóweczką tylko groźną małą samurajką...
-Normalnie.- Odparł spokojnym i lekko rozbawionym głosem wysoki, wręcz gigantyczny lokaj o ciemno blond włosach, które były zaczesane do tyłu, aby stworzyć niewielki kucyk; wyglądał mniej więcej na dwadzieścia, góra dwadzieścia pięć lat. Ubrany był w standardowy strój lokaja.
-Spokojnie, Chris. Zaprosiliśmy ją.- Adam stanął w obronie pokojówki
-Skoro tak panicz twierdzi.- Westchnął i już miał wychodzić, gdy coś mu się przypomniało- Paniczu?- Zaczął
-Tak?
-Pan Arthur szuka panicza i poza tym musi panicz jeszcze zajechać w pewne miejsca.- Przypomniał mu
-Na prawdę?- Zapytał zdumiony chłopak, a lokaj pokiwał głową- Ech, muszę cię niestety opuścić.- Zwrócił się do Lucy muskając palcami jej policzek- Yuki.- Zwrócił się do pokojówki- Spędzisz z nią resztę dnia.- Zawyrokował i opuścił pokój razem z wielkoludem zostawiając obie dziewczyny same
-To co robimy, Lucy?- Zapytała Yuki
-No, nie wiem. Jestem tutaj dopiero od jakichś pięciu godzin.- Odpowiedziała dziewczyna z niepewnym uśmiechem
-Byłaś już oprowadzana?
-Mhm.
-To może chodźmy do twojego pokoju. Znajdziemy dla ciebie inne ubranie, bo te jest trochę jakby pogniecione.- Zaproponowała Azjatka, a Lucy z przerażeniem stwierdziła, że jej jeansy są w opłakanym stanie.
-Dobry pomysł.- Zgodziła się i obie ruszyły w stronę pokoju Lucy...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz