środa, 17 sierpnia 2016

Rozdział 14 Wieczorna lekcja

Zanim weszły do jadalni obie się uspokoiły i z wymalowaną na twarzach powagą wkroczyły do pomieszczenia:
-Przepraszam za spóźnienie.- Ukłoniła się pokornie Lucy i podniosła wzrok. Nikogo prócz Adama nie było w jadalni- Gdzie są wszyscy?
-Najedli się i poszli.- Oznajmił chłopak
-A ty? Czemu tu nadal jesteś?- Zapytała nic nie rozumiejąc i siadając do stołu
-Czekam na moją narzeczoną.- Odparł nonszalancko, na co Lucy przewróciła oczami i wgryzła się w kanapkę autorstwa szefa kuchni- Słyszałem, że byłaś z moją mamą na zakupach.- Uśmiechnął się złośliwie- Podobno masz już suknię ślubną, welon i kilka par butów.
-Mhm.- Przytaknęła popijając jeszcze ciepłą herbatę
-Mama była zadowolona jak wróciłyście. Mówiła, że jesteś świetną towarzyszką do zakupów.- Nadal mówił, a Lucy potakiwała słuchając go jednym uchem; nagle zamilkł i wpatrywał się w nią wyczekująco:
-Słucham? Wybacz, nie dosłyszałam. Mógłbyś powtórzyć pytanie?- Próbowała z tego jakoś wybrnąć
-Mówiłem, że jutro i pojutrze będziemy uczyć się pierwszego tańca.- Wytłumaczył pogodnie, jakby nie musiał się upewniać, że ona go w ogóle słucha
-Och.- Zdziwiła się Lucy wycierając usta serwetką
-I jeszcze będziemy musieli poćwiczyć wiesz co...- Zarumienił się Adam, a Lucy zainteresowała się talerzem; cisza oznaczała, że chyba wiedziała, co na myśli ma jej przyszły mąż- No, w każdym razie zmykam do siebie. I tobie też to radzę, chyba że się zgubisz to zapraszam do siebie.- Zaśmiał się pogodnie, na co odpowiedziała mu lekkim uśmiechem- A i jeszcze jedno.- Zanim wyszedł podszedł do niej i rozłożył przed nią ramiona- No, chodź tutaj.- Zachęcił ją, na co pokręciła przecząco głową, lecz ostatecznie wstała i uścisnęła się z nim; w przeciwieństwie do swojej matki Adama nie można było nie lubić. Wtuliła się w jego klatkę piersiową, po mimo iż miał być to zwykły przyjacielski uścisk na pożegnanie. Czuła przyjemny zapach męskich perfum i różanego płynu do prania, którym nasączona była jego bluza. Słyszała przyspieszone bicie jego serca, które mało nie wyskoczyło mu z piersi. Czuła na swoich włosach jego przyspieszony oddech oraz jak jego mięśnie się naprężają. Poczuła jak Adam mocniej ją obejmuje i wtula swoją twarz w jej lewe ramię. W końcu puścił ją, a ona jego. Pożegnali się i rozeszli do swoich pokoi...

***

Kolejne dwa dni minęły dla Lucy jak jeden. Strasznie się ze sobą zlewały, może dlatego, że praktycznie nie spała, codziennie miała lekcje tańca z Adamem, co jakiś czas przymierzała swoją suknię ślubną z dodatkami takimi jak welon, rękawiczki itp., ćwiczyła chód do ołtarza oraz tekst psalmu, który miała śpiewać. Jedyną różnicą jaka dzieliła te dwa identyczne dni to to, że dzień przed ślubem Adam zabrał ją na wieczorny spacer. Spacerowali po ogrodzie wdychając nocne powietrze. Powoli się ochładzało, a Lucy zapomniała zabrać z sypialni sweter. Szli i rozmawiali o jutrzejszym dniu:
-Stresujesz się?- Zadał jej pytanie Adam
-Nie wiem.- Odparła nie patrząc na niego- A ty?
-Trochę.- Przyznał- Ale mam dobre przeczucie.- Posłał jej ciepły uśmiech i zauważył, że dziewczyna lekko się trzęsie- Zimno ci?- Zapytał zmartwiony zdejmując swoją czarną bluzę i wkładając ją na swoją przyszłą żonę
-Troszkę za duża.- Zauważyła Lucy z rozbawieniem lekko podciągając za długie rękawy i wyciągając swoje długie brązowe włosy spod bluzy, które kaskadą rozlewały się po jej plecach
-Lepsza za duża niż żadna.- Objął ją czułym gestem i o dziwo nic jej to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, nawet jej się spodobało- Może to nie był dobry pomysł, by iść na spacer?
-A mi się wydaje, że jest idealnie.- Odparła Lucy
-Taa, mi też by było idealnie jakbym miał bluzę.- Zaśmiał się
-Aj, nie pomyślałam o tym.- Wystraszyła sie- Może jednak wracajmy?
-Nie! Żartowałem.- Szybko ją uspokoił- Fakt, jest mi trochę zimno...- Zaczął, lecz spojrzał w oczy Lucy i się zamyślił
-Coś nie tak?- Zapytała nie wiedząc o co chodzi
-Nie, nie. Wszystko ok.- Zaprzeczył odwracając wzrok i drapią się po głowie. Dalej spacerowali w ciszy. W tym czasie Adam próbował obmyślić plan jak ją pocałować i jednocześnie nie zrazić jej do siebie. Pomyślał, że obejmowanie jej to i tak całkiem niezły początek, a o całowaniu woli na razie nie mówić. Przystanął, a ona razem z nim:
-Może jeszcze raz przećwiczymy nasz taniec?- Zaproponował
-Jeszcze ci sie to nie znudziło?- Zapytała zmęczonym głosem
-Znudziło, ale jak ostatni raz to przećwiczymy to mniejsze szanse, że się jutro pomylimy.- Wytłumaczył spokojnie, po czym szybkim ruchem staną przed nią, położył swoją dłoń na miejscu, gdzie powinno być biodro, lecz aktualnie było zakopane pod fałdami jego czarnej bluzy. Następnie ujął jej dłoń w swoją i poczekał, że ona położy mu rękę na ramieniu. Oczywiście delikatnie się pochylił, aby było jej bardziej komfortowo. I wtedy zaczęli po raz setny wykonywać ten sam układ kroków, który oboje znali na pamięć. Adam uznał, że chyba to będzie odpowiedni moment, by poruszyć temat całowania:
-Emm... Lucy.- Zaczął, a ona zadarła głowę do góry i z wyczekiwaniem zaczęła wpatrywać się w jego oczy- No bo... Nie wiem jak ci to powiedzieć...
-Co powiedzieć?- Zapytała gwałtownie blednąc
-To jest trochę związane ze ślubem...- Powiedział niechętnie
-Nie chcesz się ze mną żenić? Wolisz jakąś inną dziewczynę? Rozmyśliłeś się?- Zgadywała; o dziwo czuła sie jakby ktoś wbijał jej tasak w plecy; nie widziała, że aż tak polubiła Adama
-Nie! Zupełnie nie o to chodzi.- Szybko jej przerwał- Jak mogłaś tak pomyśleć? Przecież mi zależy tylko i wyłącznie na tobie, nie chcę żadnej innej dziewczyny.- Zatrzymał się i delikatnie położył swe duże dłonie na jej smukłych ramionach-Słuchaj Lucy. Wiem, że mogę ci się nie podobać oraz, że prawdopodobnie nigdy się we mnie nie zakochasz, że możesz mnie tylko lubić, ale wiedz, że ja ciebie kocham.- Poczerwieniał na twarzy w sumie tak samo jak dziewczyna, która nie wiedziała co myśleć- I będę cię kochać, już zawsze, nawet jeżeli ty nie będziesz mnie kochała.- Wyznał jej to co czuł i delikatnie prawą dłonią pogładził jej policzek.- Odkładałem to jak najpóźniej, bo nie chciałem, byś mnie nienawidziła oraz żebyś nie myślała o mnie źle. Ale teraz po prostu musimy to zrobić, jutro będzie ci lżej.- Miał świadomość, że mówi jak psychopata, ale nie mógł nic na to poradzić
-Adam.- W końcu się odezwała nie patrząc na niego
-Słucham...- Nie wiedział czego ma się spodziewać
-Dziękuję ci. Dziękuję, że liczysz się z moimi uczuciami.- Popatrzyła na niego, a on dostrzegł w jej oczach łzy
-L-Lucy, ja... Ja nie chciałem....- Wystraszył się, że wszytko popsuł
-Jestem ci za to wdzięczna.- Uśmiechnęła się i wytarła łzy zanim zmoczyły jej czerwone policzki- Rób to co uważasz za słuszne.- Była gotowa mu usługiwać, być na każdy jego rozkaz. Co z tego, że nigdy nie zazna smaku miłości, lubiła Adama i chciała być przy nim niż przy kimś innym. Wiedziała, że on nie będzie chciał jej skrzywdzić oraz będzie o nią dbał
-Jesteś tego pewna? To znaczy, czy się nie obrazisz albo coś?- Chciał się upewnić
-Nie.- Odparła z nutą wahania w głosie, po czym poczuła jak jego ciepłe dłonie obejmują jej kark. Przeszył ją dreszcz, wszystko wokoło powoli cichło, czas jakby się zatrzymał. Nie miała bladego pojęcia co się wokół niej dzieje. Wiedziała tylko, że Adam pochylił się i ich usta zostały złączone w krótkim i delikatnym pocałunku. Kiedy się od niej odsunął Lucy poczuła, że ma nogi z waty, i że nie wystoi dłużej niż dwie sekundy. Chłopak czule ją do siebie przytulił, więc nie upadła. Mocno go objęła i wsłuchiwała się w jego przyspieszony oddech. Jak on ciężko oddycha, jak po przebiegnięciu maratonu, pomyślała i jeszcze mocniej się w niego wtuliła:
-Było aż tak źle?- Zapytał z nadzieją w głosie
-Ch-chyba nie. Możemy jeszcze raz?- Nie odpowiedział tylko znów ją pocałował, bardziej pewnie- Jeszcze raz.- Wyszeptała; z każdym pocałunkiem czuła, że jej żołądek robi salto, lecz się tym nie przejmowała. Ćwiczyli pocałunki, dopóki nie zaczął padać deszcz:
-Wracajmy, bo zachorujesz i nici z wesela.- Popatrzył na nią troskliwie i pobiegli do domu.
-Brr. Ale zimno.- Zatrzęsła się
-Może jeszcze jeden pocałunek?- Zaproponował w geście żartu, lecz ona pokiwała twierdząco głową, więc ją pocałował- Lepiej?
-Mhm.- Posłała mu radosny uśmiech; już pocałunki nie sprawiały jej problemów
-Odprowadzę cię do twojego pokoju.- Oznajmił i tak zrobił; szli i rozmawiali o jutrzejszym dniu, aż nieoczekiwanie znaleźli się pod pokojem Lucy:
-To do jutra.- Pożegnała się
-Tak, do jutra.- Uśmiechnął się do niej i ruszył korytarzem do swego pokoju przy okazji słysząc dźwięk zamykanych drzwi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz