Gdy weszła do wnętrza pokoju Adam dalej spał rozwalony na łóżku. Leżał w pozycji ,,na gwiazdę" przez co zajmował całe łóżko. Lucy delikatnie usiadła na brzegu i pieszczotliwie przejechała opuszkami palców po jego ramieniu. Blondyn podniósł powoli głowę i patrząc na nią przymrużonymi oczami zapytał:
-To ty Lucy czy umarłem?
-To ja i żyjesz.- Odparła ze zdziwieniem patrząc na niego
-Żyję? Uf, już myślałem, że jestem w niebie, i że widzę anioły nade mną.- Przetarł oczy dłonią i podniósł się do pozycji siedzącej- I nic dziwnego, bo wyglądasz jak anioł.- Uśmiechnął się lekko i delikatnie pocałował ją w czoło.
-Jak się czujesz?
-Może być. Dzisiaj przyjdzie do nas Albert.- Powiedział. Aha, czyli tak ma na imię jego przyjaciel, pomyślała w tej samej chwili Lucy
-Albert to twój przyjaciel?- Zapytała w celu upewnienia się
-Tak, ten, który chciał się o ciebie bić.- Zaśmiał się na to wspomnienie Adam
-Szkoda, że tego nie pamiętam.- Westchnęła dziewczyna, chociaż z drugiej strony to się nawet cieszyła
-Ja pamiętam tylko urywki, ale równie niewiele co ty.- Pocieszył ją i objął ramieniem- Która godzina?- Zapytał, a ona spojrzała na najbliższy zegar
-Jest za pięć dziesiąta.
-Tak późno?- Zerwał się z łóżka i popędził do łazienki. Po chwili wypadł z niej uczesany z żywym wyrazem twarzy i otworzył drzwi szafy. Przez chwilę stał i wpatrywał się w jej wnętrze zastanawiając się co założy. Nagle poczuł, jak czyjeś ciepłe ręce oplatają go od tyłu. Czuł jej bijące serce oraz ciepły oddech na swoich nagich plecach. Z wdzięcznością się uśmiechnął i zapytał:
-Doradzisz mi w co mam się ubrać?
-Mhm.- Puściła go i stanęła obok niego. Tak, stanowczo był za wysoki. Ona ledwo 165 cm, a on niecałe 190 cm... Przewyższał ją o dwie głowy. Spojrzała we wnętrze jego szafy, w której panował istny chaos. Musiała wytężyć wzrok, aby odróżnić spodnie od bluzy. W końcu pokazała mu białą bluzkę i czarne jeansy. Aż dziwiła się ile par ich miał. Na pewno więcej niż ona książek...
W każdym razie posłusznie założył to co mu wyznaczyła i był gotowy do wyjścia:
-A buty?- Zapytała Lucy, a on sięgną ręką pod łóżko i wyciągnął spod niego identyczne trampki jak jej, lecz o kilka rozmiarów większe.- Ok, nie było pytania.
-Chodźmy Lucy. Zjemy razem śniadanie.- Powiedział ujmując jej dłoń w swoją i splatając jej palce z jego. Posłał jej ciepły uśmiech, na co ona odpowiedziała tym samym i opuścili jego pokój.
Jedno musiała przyznać: Adam był na prawdę czarujący. Lubiła jego towarzystwo oraz to jak o nią dbał. Zawsze pogodny i radosny z optymistycznym nastawieniem do życia.
Gdy znaleźli się w jadalni kulturalnie zasunął za nią krzesło i sam usiadł na swoje miejsce, po czym życzył jej smacznego i zabrał się za jedzenie gofrów. Lucy popatrzyła badawczo to na gofra to na Adama. Odczekała chwilę i stwierdziła, że owe gofry nie są trujące. Wzięła pierwszy kęs, drugi. I tak raz za razem aż w końcu się najadła. Poczekała chwilę na Adama, po czym razem opuścili jadalnię:
-To co robimy?- Zapytał obejmując ją, a za razem idąc korytarzem
-Nie wiem, a co ty chciałbyś robić? Wiesz, że lubię muzykę i książki, ale ja nie wiem co ty lubisz.- Wytłumaczyła
-Co ja lubię?- Zadał pytanie retoryczne udając zamyślonego- Lubię spędzać z tobą czas, nieważne jak.- Uśmiechnął się pokazując białe i proste zęby
-A jak mnie nie było? Znaczy, zanim mnie poznałeś, co lubiłeś robić?
-Hmm. Cóż. Chodziłem po ogrodzie. Na zmianę spotykaliśmy się z Albertem. Raz u niego, raz u mnie. Czasami wychodziliśmy na miasto. Oglądałem filmy, grałem w gry, naprawiałem zegarki...
-Naprawiałeś zegarki?- Przerwała mu Lucy, co było dosyć nieeleganckie i dopiero po chwili zdała sobie z tego sprawę
-Mhm. Nadal je naprawiam.- Uśmiechnął się jeszcze szerzej jakby to zajęcie sprawiało mu przyjemność
-Em. Kontynuuj. Przepraszam, że ci wtedy przerwałam.- Spuściła głowę w geście, że jest jej przykro; Adam zatrzymał się i popatrzył na nią zmartwiony
-Coś się stało? Wszystko w porządku? Czemu jesteś smutna?- Pochylił się lekko nad nią i odgarnął jej włosy, które częściowo zakryły twarz- Lucy...
-Jest mi po prostu przykro, że ci wtedy przerwałam. Nie powinnam...- Zakrył jej swoją dłonią usta i delikatnie podniósł jej podbródek, aby spojrzała mu w oczy
-Pomimo dużych postępów nadal jesteś trochę sztywna.- Posłał jej lekki uśmiech- Nie martw się, u nas obowiązują inne zasady niż w twoim byłym domu. Widzę, że twój ojciec naciskał na szacunek do mężczyzn, nie? Nie martw się, nie gniewam się ani nie czuję się urażony dlatego, że mi przerwałaś.- Pogłaskał jej policzek wolną ręką- I nie bój się mnie. Nie zrobię ci krzywdy, pamiętaj. Możesz ze mną rozmawiać jak równym sobie, tak jak rozmawiałabyś z siostrą.- W tej chwili przypomniały jej się noce, kiedy wszystkie trzy spotykały się w jej pokoju i narzekały na wszystko. Jakoś nie potrafiła sobie wyobrazić siebie i Adama jak narzekają na jej ojca. Ta myśl była nawet komiczna, więc lekko się uśmiechnęła. W końcu chłopak zdjął swoją dłoń z jej ust, lecz nie na długo, gdyż zaraz ją pocałował. Czuła na swych wargach smak gofrów, bitej śmietany i truskawek. Był to chyba najsłodszy i najodpowiedniejszy pocałunek jaki kiedykolwiek przeżyła. Nawet nie zauważyła kiedy ich usta rozłączyły się, a ciała przylgnęły do siebie w silnym uścisku niczym dwa magnesy. Czuła bijące od niego ciepło, zapach jego drogich perfum użytych z umiarem, nie z przesadą jak u jej ojca oraz spokojnie bijące serce. Wiedziała, że te serce jest przesiąknięte dobrocią i miłością. W tej chwili nie żałowała, że poślubiła akurat Adama. Uważała, że to cud, że trafił się jej tak przystojny oraz dobry mąż. Jedynie dręczyło ją poczucie winy jaka była dla niego chłodna, a nawet odrobinę niemiła. On od początku starał się z nią zaprzyjaźnić, sprawić, by go polubiła. Żartował, śmiał się, uśmiechał i to wszystko po to, by jej się przypodobać. Zacisnęła usta w wąską kreskę i mocniej się w niego wtuliła. Był cudowny, taki kochany. Chciała mu to powiedzieć, lecz w tym czasie usłyszeli dzwonek do drzwi:
-O, Albert przyszedł.- Powiedział z zadowoleniem w głosie-Chodźmy go powitać.- Rozłączyli się z uścisku, po czym trzymając się za ręce ruszyli do drzwi frontowych...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz