wtorek, 4 lipca 2017

Rozdział 36 Tupot małych stóp (special)

Poranek był cudownie rześki i przyjemny. Lucy leniwie wstała z łóżka i przeszła do bogato urządzonej łazienki, do której już od dawna zdążyła się przyzwyczaić. Wzięła szybką kąpiel, a następnie wsmarowała w ciało drogi balsam. Starannie rozczesała włosy i spięła je w koński ogon. Na koniec przebrała się w długą do ziemi zwiewną czarną suknię i przeszła do sypialni, w której odpoczywał jej mąż. Adam Clockwork spał w najlepsze w pozycji na wznak i niczym się nie przejmował. Lucy uwielbiała na niego patrzeć, kiedy spał, więc usiadła na brzegu łóżka i się w niego wpatrywała. Niestety ta chwila nie trwała długo, bo do ich sypialni wpadła mała blond włosa dziewczynka. Nazwali ją Rose. Miała cudowne miodowe włosy oraz oczka koloru błękitnego nieba, które radośnie spoglądały na otaczający ją świat. Jak na pięciolatkę dużo już wiedziała o zegarkach i potrafiła zagrać na fortepianie ,,Panie Janie" z niewielką pomocą Lucy. Yvette po kryjomu ją rozpieszczała, lecz Arthur miał na nią oko przez cały czas.
Mała Rose podbiegła do Lucy i przytuliła się do kolan matki. Ta pogłaskała ją po główce i ze zdziwieniem odkryła, że włosy ich córki są ciemniejsze niż włosy jej męża. Szybko wzięła Rose za rękę i obie wyszły z sypialni. Co zdziwiło Lucy, mała miała na sobie identyczną sukienkę co mama, lecz oczywiście w mniejszym rozmiarze. Przeszły do pokoju muzycznego, w którym obie uwielbiały przesiadywać. Rose, tak jak jej mama, była pasjonatką muzyki, a granie na fortepianie sprawiało jej nieopisaną radość. Teraz nie było inaczej. Pierwsza dorwała się do instrumentu i zaczęła wciskać przypadkowe klawisze.
-Jest nastrojony- powiedziała Lucy siadając na specjalnym siedzeniu.
-Wiem- odpowiedziała Rose siedząc obok mamy.- A nauczysz mnie ,,Wake me up"?
-Jeszcze nie teraz, kochanie. Spróbujemy innym razem- obiecała kobieta, a jej córka pokiwała główką.
-A zagrasz mi teraz?
-A co się mówi?
-Prooooszę.
-No niech ci będzie. Ale musisz mi pomóc- i tak Lucy zaczęła grać na fortepianie, a Rose śpiewać, co skutecznie obudziło Adama.
-Ledwie zaczął się dzień, a moje piękności już grają?- zapytał z rozbawieniem.
-Tata!- krzyknęła radośnie dziewczynka, przerywając śpiew i podbiegła do ojca.
-Wyspałeś się?- zadała pytanie mężowi Lucy, nie przerywając gry.
-Jak jeszcze nigdy. Chodźmy na śniadanie- zaproponował, a dziewczęta się z nim zgodziły i razem przeszli o ogromnej jadalni.
Na śniadanie podano gofry z bitą śmietaną i truskawkami, lecz na stole postawiono miski z innymi pokrojonymi owocami. Niebawem dołączyli do nich Arthur i Yvette, której buzia się nie zamykała. Zaczęła gawędzić z Rose jak dwie stare przyjaciółki, a rodzice dziewczynki nie mieli nic przeciwko takiej relacji. Arthur, jak zwykle opanowany i powściągliwy, w ciszy spożywał śniadanie i przysłuchiwał się trelom żony.
Po śniadaniu, do młodych Clockwork'ów mieli przyjść ich znajomi z dziećmi, z którymi przyjaźniła się Rose. Były to bliźnięta państwa Weiland'ów- Elisabeth i Joshua. Dzieci uwielbiały swoje towarzystwo i chętnie się ze sobą bawiły. Tak też było i tym razem.
Rachel ani trochę nie straciła swojego temperamentu i już swoim uściskiem dusiła spokojną i opanowaną Lucy, a Albert witał się z Adamem poprzez podanie sobie rąk. Rose uścisnęła się z Elisabeth, a Joshua, jak wypadało prawdziwemu dżentelmenowi, ucałował dłoń dziewczynki. Dorośli zaczęli się śmiać radośnie, a Rachel dumnie wypięła pierś, mówiąc, że to ona nauczyła Joshu'ę tego.
Wszyscy przeszli do rozległego ogrodu, w którym unosiła się woń kwiatów, a na rozstawionym stoliku już stygła kawa. Rodzice rozsiedli się na przygotowanych krzesłach, a dzieci postanowiły zagrać w berka. Można było uznać, że nastała harmonia, przerywana radosnymi okrzykami dziewczynek.
-Opowiadaj, Adam, jak tam firma?- zainteresował się Albert.
-Wszystko z nią w porządku. Niedługo na rynek wejdzie nowy prototyp zegarków- odparł Adam, chwytając Lucy za dłoń, jak to miał w zwyczaju, gdy znajdował się w jej pobliżu.
-A co słychać u Rose?- zapytała Rachel, dla której dzieci były ulubionym tematem do rozmów.
-Tak jak widać- Lucy spojrzała na biegające pociechy i zawiesiła na nich wzrok- Rose uwielbia grać na fortepianie, tak jak ja. I wstaje wcześniej od Adama- zaśmiała się, a razem z nią reszta towarzystwa.
-Chyba niczego nie dostała po tatusiu, prócz wyglądu- stwierdził Albert.
-Aleś skąd! Potrafi rozebrać i złożyć swój własny zegarek- pochwalił się Adam, nie mogąc znieść, że jego córka odziedziczyła po nim niewiele cech.
-Z wyglądu bez wątpienie przypomina ciebie- zaczęła Rachel obserwując Rose.- Ale z charakteru, to wykapana Lucy.
-Ma moje oczy- wtrąciła Lucy.
-A wasze dzieci?- zmienił temat Adam.- Joshua mało przypomina któreś z was. Chociaż Elisabeth wydaje się podobna do Alberta.
-To przez oczy- stwierdziła Rachel.- Tak jak Albert, Elisabeth ma heterochromię.
-I tak jak Albert, ma ciemne włosy- dodała Lucy.- Tylko karnacje ma jasną, tak jak ty, Rachel.
-Zgadza się- przytaknął Albert.- Joshua ma moje włosy, lecz resztę zdominował wygląd mojej pięknej żony.
-Faktycznie. Te zielone oczy i jasna karnacja mogą należeć tylko i wyłącznie do Rachel- przyznał rację Albertowi Adam.
-Już myśleliście nad przedszkolem?- zmieniła temat Lucy.
-Muszę przyznać, że się nad tym nie zastanawialiśmy- przyznała Rachel.- Ale pewnie poślemy naszą dwójkę tam, gdzie pójdzie wasza Rosie.
-Też myśleliśmy, aby posłać nasze dzieci do jednego przedszkola- wyjawił Adam.
-No to świetnie!- ucieszyła się Rachel.
Dalej rozmowa toczyła się swoim torem, a dzieciaki zdążyły już wytłuc się w trawie i piachu. Lucy oraz Rachel musiały wyciągać swoim córkom piasek z włosów, a Albert strzepywał jego resztki z ubrania Joshu'y.
Szybko nastał wieczór, pomimo iż było lato. Powietrze miało ten swój charakterystyczny zapach letniej nocy, a świerszcze dawały swój koncert w trawie. Dorośli pożegnali się, a dzieci serdecznie uściskały. Gdy Weiland'owie odjeżdżali, dzieci machały sobie, mając nadzieję, że niedługo znowu się spotkają.
Po wykąpaniu Rose, Lucy w końcu sama mogła zażyć odprężającej wieczornej kąpieli i w ciszy przemyśleć niektóre sprawy. Jednak ten spokój nie trwał długo, ponieważ Adam oczekiwał jej w łóżku i to w tej chwili. Pospiesznie wyszła z wanny i szczelnie owinęła się ręcznikiem. Wyszła z łazienki i na ich łóżku dostrzegła niewielki kształt, którym była śpiąca Rose.
-Jak ona sie tutaj znalazła?- zapytała szeptem Lucy.- Przecież przed chwilą spała u siebie.
-Też się zastanawiam. Siedziałem nad zegarkiem przy biurku, a kiedy się odwróciłem, ona już tam leżała- odparł Adam.
-Ech. Zaniesiesz ją z powrotem?
-Jasne- mężczyzna objął swoją żonę w pasie i pocałował czule w czoło. Po narodzinach Rose, Adam stał się bardziej opiekuńczy niż zwykle i okazywał o wiele więcej uczuć. Jeszcze przez chwilę trwali objęci, a później on odniósł córeczkę do jej pokoju, a ona wróciła do przerwanej kąpieli.
Kiedy każde skończyło wykonywać swoje obowiązki, małżeństwo w końcu położyło się we wspólnym łóżku i obejmując się, zasnęli...

Hej! Tu Line, jeśli chcielibyście wiedzieć więcej o Rose oraz o Elisabeth i Joshu'e, to piszcie w komentarzach ;)
Ogółem mam pomysł, żeby pisać o nich jako nastolatkach oraz o ich życiu. Wyborach, miłościach, intrygach, przygodach, może nawet o życiu szkolnym. Tylko muszę wiedzieć, że będziecie chcieli to czytać :)
Bo zauważyłam, że spodobała wam sie historia Lucy i Adama, więc co wy na to, abyście teraz poznali historię Rose, Elisabeth i Joshu'y?
Śmiało piszcie w komentarzach :)
Pozdrawiam!

sobota, 17 grudnia 2016

Podziękowania

Serdecznie dziękuję wszystkim za czytanie historii o Lucy i Adamie, którą pisałam prawie pół roku. Tak naprawdę nic takiego nie miało miejsca (chociaż w innych krajach kto wie...). Wszystkie postacie zostały wymyślone i wykreowane przeze mnie, a jeśli chodzi o imiona i nazwiska też były wybierane. Cały pomysł na fabułę zrodził się zupełnie znikąd. Pomyślałam sobie tylko: ,,A gdyby tak się cofnąć do Średniowiecza, tylko bardziej zmodernizowanego? Czemu nie." Zaraz w głowie powstała fabuła o dziewczynie średnio zamożnej, która jako męża dostała chłopaka mniej więcej w podobnym wieku i o dobrym sercu, chociaż równie dobrze mogłam zrobić z Adama tyrana, który pod wpływem Lucy mógł stać się bardziej łagodny, ale jak tak teraz o tym myślę, to Adam nie mógłby być taki. Noo i ostatecznie coś z tego wyszło. Jeszcze miałam wiele pomysłów na zakończenie, za które moglibyście mnie zamordować żywcem. Nie bardzo wiedziałam jak zakończyć to wszystko i pomyślałam, że najpierw uśmiercę Rachel, a później Adama, no ale zbyt bardzo przyzwyczaiłam się do tych postaci i po prostu nie mogłam tego zrobić...
Serio, patrząc na statystyki byłam zdziwiona, że tak wiele osób zza granicy czytała to, co w wolnych chwilach piałam. Było to dosyć pokrzepiające i bardziej motywowało mnie do pracy :) Dziękuję również mojej wspaniałej przyjaciółce, której wysyłałam poszczególne fragmenty oraz, która doradzała mi w niektórych sprawach. Jeszcze raz: wielkie dzięki dla czytelników tego bloga i zapraszam na inne blogi, które mam zaszczyt prowadzić wspólnie z bardzo zdolną osobą. Mam nadzieję, że przypadną wam do gustu też inne historie, które napisałam lub jeszcze piszę :)

Rozdział 35 Miłość kwitnie wokół nas (Koniec)

Kilka dni po tej rozmowie Lucy dostała od Adama bukiet kwiatów:
-Z jakiej to okazji?- Zapytała, gdy jej je wręczał
-Nie mogę kupić mojej żonie kwiatów bez okazji?- Zapytał sie wesołym, lekko urażonym tonem
-Coś musiałeś przeskrobać. Gadaj.- Nakazała; zdziwiła się, że odkąd tu jest stopniowo stawała sie bardziej pewna siebie, aż czasami ją to niepokoiło.
-Oj no, daj spokój. Chcę ci tylko podziękować, za TAMTEN wieczór.- Odpowiedział lekko zakłopotany
-Z takim opóźnieniem?- Zapytała unosząc jedną brew
-Błagam, daruj mi te spóźnione podziękowania.- Ukląkł na kolano
-No dobra. Wstawaj.- Lekko się pochyliła i pocałowała go w jego blond włosy, które cudownie pachniały, a on wstał i znów zdała sobie sprawą z tego, jaki jest wysoki.
-Może gdzieś dzisiaj wyjdziemy?- Zaproponował- Kino? Kolacja? Chyba to wam, kobietom, się podoba, prawda?
-Hmm. Kino brzmi fajnie, ale kolację wolę zjeść w domu.- Odparła
-W domu? Chcesz jechać do rodziców?- Zapytał lekko zbity z tropu
-Byłoby fajnie ich odwiedzić, ale nie zdążymy. Przecież jest już piętnasta, a jutro mam do szkoły na ósmą. Bardziej chodziło mi o zjedzenie czegoś tutaj.- Sprecyzowała
-Więc dobrze. W piątek pojedziemy po lekcjach do twoich rodziców. A do domu wrócimy w niedzielę. Może być?- Zaproponował. Adam nic nie miał do rodziców Lucy, bardzo ich lubił, a w szczególności jej matkę.
- Na serio?- Zapytała nie dowierzając.
-Mhm.- Przytaknął i przygarnął ją do siebie- To co idziemy do tego kina?- Pokiwała energicznie głową, po czym ubrali się w płaszcze i wyszli.
W galerii, przed seansem zauważyli Rachel i Alberta, gdy razem szli do sklepu z biżuterią. Adam chciał do nich podejść i zagadać, ale Lucy zaprotestowała pod pretekstem, ,,by dał im trochę prywatności":
-Gdyby chcieli z nami gdzieś wyjść, to by po nas zadzwonili.- Zauważyła
-Masz rację.- Zgodził się- Wyglądają na szczęśliwych.- Oparł swoją głowę o jej głowę, przez co rozbolał go kręgosłup
-Nie przeszkadzajmy im. Może po seansie ich spotkamy?
-Byłoby nieźle. Ciekaw jestem tylko jednego: od kiedy Rachel umawia się z Albertem? Przecież ona go nienawidziła.- Próbował jakoś rozwikłać tą zagadkę
-Nie wiem, ale wiem, że go nie nienawidziła. Była po prostu na niego obrażona, ale lubiła go.- Odpowiedziała częściowo na jego pytanie
-A ty niby skąd to wiesz?
-Jak się jest dziewczyną i całkiem nieźle zna się Rachel, to się wie to i owo.- Zaśmiała się.
Dalej ich rozmowa zeszła na inny tor, a w między czasie zdołali kupić bilety i skierować się do sali, gdzie miał być wyświetlony film. Jak się okazało nastąpiła awaria sprzętu i niestety seans się nie odbędzie, jednak w ramach rekompensaty można pójść na filmy do sal obok lub zwyczajnie wrócić do kasy i poprosić o zwrot pieniędzy. Jako, iż obok właśnie leciał horror, Adam namówił Lucy, aby na niego pójść. Co prawda protestowała trochę, ale w końcu uległa jego prośbom i kilka minut później siedzieli w innej sali i oglądali inny film. Ku szczęściu Lucy, horror był mało straszny, więc nie umarła w kinowym fotelu. Natomiast Adam był zawiedziony i gotowy do pobić kasjera, aby oddał mu stracone pieniądze, ale Lucy stwierdziła, że nie było aż tak źle.
Tak więc po wpół udanym seansie udali się na małe zakupy. W końcu co to byłby za wypad do galerii, gdyby nie zajrzeli do księgarni? Pobyli tam z pół godziny, po czym wyszli z trzema nowymi książkami. Następnie odwiedzili cukiernię i zakupili kilka ciastek dla sióstr Lucy, a na końcu Adam kupił dla swej żony czerwony szalik. Co prawda jak na razie temperatura na zewnątrz nie spadała poniżej dziesięciu stopni Celsjusza, ale warto się na przyszłość zabezpieczyć. Gdy opuszczali galerię znów zauważyli Alberta i Rachel. Trzymali się za ręce i o czymś z ożywieniem dyskutowali:
-Może jednak zaczepmy ich?- Prosił Adam
-Nie. Daj im się sobą nacieszyć.- Skarciła go, po czym wsiedli do samochodu i wrócili do domu.
Na miejscu zostali poinformowani, że pan Arthur wraz z żoną wyszli na bankiet do przyjaciela pana rezydencji i prawdopodobnie wrócą za dwa dni. Młodzi spojrzeli na siebie pytającym wzrokiem, aż w końcu Adam pociągnął Lucy za sobą do swojego pokoju:
-Wszystko w porządku?- Zapytała, gdy już znaleźli się sam na sam
-Mhm.- Mruknął stojąc do niej tyłem; zrzucił z siebie płaszcz, który ciężko opadł na podłogę, po czym niespodziewanie jego usta przyległy do jej ust. Nawet nie zauważyła kiedy już leżała na łóżku, bez okrycia wierzchniego i butów, a nad nią pochylał się Adam z błyskiem w oczach i łobuzerskim uśmiechem. Wyglądał cudownie. Jak chłopiec, dla którego gotowa byłaby sprzedać duszę samemu diabłu lub pójść za nim do piekła. Czule pogłaskała jego policzek dłonią, a on delikatnie obrócił w miejscu głowę i pocałował wnętrze jej dłoni, po czym spojrzał na nią wzrokiem psa, który żąda, by go głaskać właśnie w ten sposób. Więc pieściła dłonią jego policzek, aż w końcu zbliżył swoją twarz do jej twarzy. Tak niebezpiecznie blisko, że czuła jego spokojny oddech na swoim zarumienionym policzku. Spojrzał jej tak głęboko w oczy, aż miała wrażenie, że zagląda jej w duszę. Złożyła pocałunek na jego ustach, a on czule ją objął. I mniej więcej właśnie w taki sposób spędzili resztę wieczoru.

***

Nazajutrz doszedł do nich list, a konkretniej zaproszenie. Było to zaproszenie na ślub, ale nie byle jaki, tylko ślub Alberta i Rachel:
-A jednak.- Ucieszył się Adam
-Widzisz. Mówiłam, żeby ich nie zaczepiać.- Przekonała go o słuszności swojego postępowania Lucy
-No dobra, miałaś rację. Zadowolona?
-Mhm.- Przytaknęła, po czym wspięła się na palce i pocałowała go w policzek
-Ślub odbędzie się za tydzień. Jedziemy po kreację?- Zaproponował, a ona sie zgodziła.
Po kryjomu podczas zakupów wstąpiła do apteki ,,po kremik". Na ogół nie potrzebowała nowych ubrań, ale Adam się uparł, by coś sobie wybrała, niezależnie od ceny. Po sklepach szwendali się tylko godzinę.
Kiedy tylko wrócili do domu Lucy zaszyła się w łazience ze swoim ,,kremikiem", którym oczywiście był test ciążowy. Był pozytywny...

Rozdział 34 Ciche dni

Przez cały tydzień, od odwiedzin Nathaniel'a, Adam mało się do kogokolwiek odzywał, co Lucy bardzo niepokoiło. Blondyn wstawał rano, zawoził ją bez słowa do szkoły, odbierał i dalej ich drogi się rozchodziły. Często jeździł do fabryki, aby poskładać kilka zegarków ręcznie albo ogarnąć dokumenty, a przynajmniej tak twierdził Albert, który jako jedyny utrzymywał bliższy kontakt z Adamem, poprzez SMS-y. Bardzo martwiła się o swojego męża. W końcu w sobotę nie wytrzymała. Weszła do jego pokoju bez pukania i zastała w nim niecodzienny widok. Adam stał przed lustrem obnażony od pasa w górę i przyglądał się swojej bliźnie. Kiedy spostrzegł, że Lucy stoi w drzwiach posłał jej ciepły uśmiech i zapytał:
-Potrzebujesz czegoś?- Zadał jej pytanie zakładając czarną koszulkę
-Nie.- Mruknęła zdezorientowana- Po prostu...- Nie wiedziała jak dobrać słowa-... Po prostu byłeś jakiś dziwny przez ten tydzień i ... Martwiłam się o ciebie.- Wyznała nawijając pasemko swoich brązowych włosów na palec wskazujący. Nawet nie zauważyła, kiedy Adam podszedł do niej i przytulił ją do siebie. Skapnęła sie dopiero, kiedy poczuła przyjemny zapach lasu i perfum. Objęła go mocno i przycisnęła swoją głowę do jego klatki piersiowej:
-Musiałem sobie przemyśleć kilka spraw.- Odparł- Przepraszam, że cię zmartwiłem. Już ze mną wszystko w porządku.- Zapewnił lekko odsuwając ją od siebie, aby spojrzeć jej w oczy- No już, nie smuć się. Z Nathaniel'em wszystko sobie wyjaśniliśmy.- To ją zaskoczyło
-Jak to?- Nie dowierzała
-No, normalnie. Spotkaliśmy się kilka razy, porozmawialiśmy na spokojnie, szczerze. Już wszystko wiem. Nie mam do niego żalu, a do blizny się już przyzwyczaiłem.- Pocieszył ją- Ach, ale ze mnie egoista. Ciągle myślałem o swoim problemie, a nawet nie zauważyłem, że potrzebujesz mojej uwagi. Wynagrodzę ci to jakoś, obiecuję.- Pocałował ją w czoło i pogłaskał po głowie
-Na pewno już wszystko w porządku?- Zapytała, aby się upewnić
-Tak.- Posłał jej radosny uśmiech, po czym usiadł przy biurku i zaczął coś skręcać, co oznaczało, że nie ma ochoty na rozmowę. Niby uspokojona opuściła jego pokój i wróciła do swojego. Położyła się na łóżku i starała zasnąć, ale nie dawała rady. Ciągle przewracała się z boku na bok. Chciała wstać i pójść do niego, położyć się u jego boku i zasnąć, ale nie miała odwagi. Na pewno już spał, a jeżeli nie to w tej chwili nie jest zbyt chętny do przyjmowania gości. Musi mu dać więcej czasu. Za kilka dni może wszystko wróci do normy. Przecież przez kilka lat myślał, że najlepszy przyjaciel, prawie jak młodszy brat, od początku miał wobec niego złe intencje, a tu się okazuje, że zabito mu siostrę...
Lucy miała dość leżenia. Za dużo myślała i to nie pozwalało jej zasnąć, więc wstała z łóżka, nałożyła jedną ze swoich bluz i boso wyszła na dwór, a przynajmniej na rozległy taras za domem. Stała i wdychała chłodne nocne powietrze i wpatrywała się w gwiazdy, które tworzyły na niebie miliony konstelacji. Aż przypomniała się jej noc, kiedy Adam pokazał jej neonowe serce. Sam wtedy jeździł i prosił, by o danej godzinie zapalono te światła. Jakie to było z jego strony urocze i romantyczne. Westchnęła i oparła ręce o kamienną barierkę. Była lodowata, ale jej to nie przeszkadzało. Zadarła głowę do góry i zabrała się za szukanie wielkiego wozu. I go znalazła. Był odrobinę przesunięty, chociaż tak na prawdę to ona znajdowała się w innym miejscu. Zazwyczaj podziwiała gwiazdy ze strychu swojego domu. Tata zrobił tam małe obserwatorium, więc mogła kiedy tylko chciała podziwiać gwiazdy. Poczuła lekki skurcz serca, gdy pomyślała o domu. Fakt, tutaj było jej dobrze, ale za domem zawsze będzie tęskniła. Niezależnie jak bardzo będzie jej dobrze. Dom to dom, a w szczególności rodzinny. Pomyślała o swoich siostrach. Jennifer na pewno już śpi, a jak nie to siedzą z Kali i rozmawiają o Bóg wie czym. Z kolei Kali może siedzieć na facecbook'u i pisać ze znajomymi, przeglądać sklepy internetowe z ubraniami lub przeglądać modowe blogi. Dla niej jest jeszcze za wcześnie na sen. Mama albo czyta jakąś książkę albo rozmawia z ojcem albo śpi. Co tata mógłby robić to nie miała pojęcia. Rzadko się z nim widywali, zazwyczaj tylko przy posiłkach. Poczuła jak po jej policzku spływa łza. Nie wiedziała dlaczego. Nie było jej ani smutno, ani przykro. Sama z siebie poleciała. Szybko rękawem bluzy ją wytarła i jej rozmyślenia rozwiały się jak teraz liście na wietrze. Jeszcze przez chwilę popatrzyła na nocny krajobraz, po czym wróciła do swojego pokoju. Już kładła się do łóżka, gdy usłyszała nieśmiałe pukanie do drzwi. ,,To na pewno Yuki. Widziała jak stoję boso na wietrze i przyszła dać mi jakieś leki" pomyślała i nie za głośno zaprosiła gościa do środka:
-Nie śpisz jeszcze?- Zdziwił się wysoki blondyn
-Nie.- Odpowiedziała krótko- Myślałam, że chcesz być sam, a przynajmniej odniosłam takie wrażenie.- Była lekko poirytowana jego zachowaniem, chciała być blisko niego i go wspierać, a on ją po prostu odstawiał na półkę jak zabawkę
-Bo chciałem być.- Westchnął- Ale... jakoś tak, dziwnie mi bez ciebie.- Wyznał siadając obok niej na łóżku.
-Minął już ponad miesiąc odkąd się znamy.- Stwierdziła- I zdążyłeś się aż tak do mnie przywiązać?
-Mhm.- Przytaknął i splótł swoją dłoń z jej dłonią- Jesteś urocza, gdy się martwisz, wiesz?- Lucy była prawie pewna, że chce jej coś powiedzieć, ale nie wie jak zacząć
-Wstydzisz się swojej blizny?- Wypaliła nagle, po czym zakryła ręką usta; ta myśl ciągle zaprzątała jej głowę, ale jej nigdy nie wypowiedziała na głos, aby nie zranić Adama, do teraz.
-Ech.- Westchnął i opuścił głowę
-Adam, ja...- Nie dokończyła, bo zaczął mówić
-Na początku nienawidziłem jej i starałem się ją ukrywać najlepiej jak potrafię. I w sumie myślałem, że przed tobą też zdołam ją ukryć, ale jak widać nie udało mi się.- Zaśmiał się bez krztyny wesołości w głosie- Szczerze mówiąc, teraz nie przeszkadza mi, ale wolałbym się nią nie chwalić. Nie jest z gatunku tych, którzy bohaterowie mogą się nią chwalić po wygranej bitwie, bo ani nie wygrałem żadnej bitwy, a nawet wręcz przeciwnie, ani nie jestem bohaterem.- Przetarł drugą dłonią swoją zmęczoną twarz. Jak widać to był jego czuły punkt.
-Dla mnie jesteś.- Dotknęła wolą dłonią jego policzka i popatrzyła mu w oczy- Nie każdy może wybaczyć zdradę... I kradzież.- Dodała po krótkim namyśle- A blizna nie jest czymś złym. Pokazuje tylko jak wiele człowiek przeszedł w życiu. Zobacz, też mam bliznę.- Odsłoniła miejsce koło ucha, które o dziwo zawsze miała zakryte i nikt nawet tego nie zauważał. Na żuchwie miała niewielką szramę, może wielkości pomadki do ust- Miałam wtedy siedem lat, gdy do naszego domu włamał się złodziej. Chciał mnie najpierw zabić, a później okraść, więc przystawił mi nóż do szyi, ale w tym momencie do pokoju weszła pokojówka i przejechał ostrzem po mojej szczęce. Zakładano mi szwy i kazano smarować ranę jakimiś kremami, ale to nie dawało rezultatów. I to tyle. Widzisz? Też nie brałam udziału w żadnej walce, ani nie jestem bohaterką. Jestem tylko ofiarą, która miała być zabita, nikim więcej. Miałam nieżyć.- Wyznała i wyprostowała się na samo wspomnienie- Nadal twierdzisz, że masz powody do wstydzenia się swojej blizny?- Zapytała wyzywająco, a on patrzył na nią jak na bohaterkę...

piątek, 9 grudnia 2016

Rozdział 33 Motywy

-Czemu akurat ze mną chcesz o tym rozmawiać?- Zapytała się go Lucy, gdy sam na sam usiadła z Nathaniel'em w salonie. Tymczasem Adam miał czekać na korytarzu i nie podsłuchiwać.
-Bo on nie będzie chciał mnie słuchać.- Wyjaśnił- A poza tym, nie chce mu mówić tego w twarz. I tak już nisko upadłem...
-Więc, w takim razie opowiedz mi wszystko. Łącznie z powodami i lepiej, żeby były one dobre.- Nie ukrywała, że była na niego wściekła. Ogółem Nathaniel sprawiał wrażenie uprzejmego i sympatycznego, ale teraz wyglądał jak zbity pies, oczy miał podkrążone i cuchnął cygarami.
-Ech. Wszystko się zaczęło odkąd zacząłem pomagać Adamowi w fabryce. Moja starsza siostra poznała jednego typka, który zabierał ją na jakieś przejażdżki. Pewnego dnia nie wróciła do domu na noc. Rodzice pomyśleli, że poszła do koleżanki, więc się o nią nie martwili. Kiedy wróciłem do domu po szkole, nadal jej nie było, a gdy wszedłem do swojego pokoju na biurku leżała kartka z napisem ,,Mamy twoją siostrę. Nikomu ani słowa, bo będzie martwa. Przynieś coś o wartości trzech milionów przed północą za dwa dni. Znajdziemy cię, gdziekolwiek będziesz". I przez dwa dni ukrywałem porwanie mojej siostry, a w między czasie napadłem na Adama i ukradłem tyle zegarków ile dałem radę. Kiedy się z nimi spotkałem, powiedzieli, że moja siostra nie żyje i lepiej żebym oddał im te zegarki, bo mnie też zabiją, więc oddałem im wszystko to co ukradłem.- Gdy to mówił jego ton wyrażał skruchę i rozpacz. Zrobiło jej się go szkoda. Stracił siostrę i najlepszego przyjaciela. - Dalej wszystko potoczyło się dosyć szybko. Zwłoki mojej siostry odnalazł w rzece jakiś Robotnik i uznano to za zwyczajne morderstwo. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałem. Nie powiedziałem co wydarzyło się naprawdę.- Westchnął i kontynuował- Za napad z kradzieżą musiałem zapłacić kolosalne odszkodowanie: za ukradzione zegarki i za chirurga, który zaszył plecy Adama.- Przez chwilę milczał- I oto cała historia. Nie oczekuję od ciebie, że mnie zrozumiesz albo, że będziesz mi współczuć. Nie chcę tego. Chcę tylko, aby Adam wiedział, że jest mi przykro, że żałuję tego, co zrobiłem. Niczego nie zyskałem, ale wszystko straciłem. Starszą siostrę, przyjaciół, znajomych, rodzice przestali mi ufać, rodzina się od nas odwróciła, sąsiedzi. Przenieśliśmy się do innej dzielnicy. Teraz powoli zaczynam wszystko od nowa, w miejscu, gdzie nikt nie zna mojej przeszłości i nikt nie widzi we mnie bandyty, złodzieja...- Przerwał na chwilę i już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, lecz szybko je zamknął; chwilę milczał, aż w końcu znów się odezwał- Będę się już zbierał. Zanim ktokolwiek zauważy, że tutaj byłem.- Wstał z kanapy i ruszył do wyjścia
-Nathaniel!- Zawołała za nim Lucy próbując go dogonić, zanim opuści salon- Poczekaj.- Zatrzymał się niechętnie i obrócił na pięcie- Posłuchaj. Przepraszam cię, za to, że...- Słowa utkwiły jej w gardle- Za to, że cię spoliczkowałam.- Zarumieniła się, a on o dziwo delikatnie uśmiechną i położył swoje ręce na jej ramionach
-Nie musisz przepraszać. Niczego nie wiedziałaś, a poza tym zasłużyłem sobie.- Teraz wyglądał troche lepiej niż przed paroma minutami.
-Mam to wszystko opowiedzieć Adamowi?- Zapytała patrząc się w jego zielone, spokojne oczy, które w tej chwili wyrażały smutek i wdzięczność
-Tak, ale wtedy, kiedy już wyjdę. I proszę, nie mówcie rodzicom Adama, że tutaj byłem.- Zdjął swoje dłonie z jej ramion i wyszedł. Tak po prostu, bez żadnego cześć czy do widzenia...
Gdy tylko Nathaniel wyszedł z salonu, Adam do niego wszedł:
-I co ci powiedział?- Dopytywał się zaciekle
-Może lepiej usiądźmy.- Zaproponowała lekko skołowana i wzięła go za rękę, poczuła się bardziej pewnie- To jest... Dosyć osobliwa historia.- Uprzedziła, a on zniecierpliwiony kiwnął głową, więc zaczęła mu opowiadać. Powiedziała wszystko to, co jej powiedziano. W trakcie opowiadania twarz Adama robiła się bardziej łagodna, czasami malowało się na niej zaskoczenie lub smutek.
Kiedy już skończyła opowiadać, podziękował i tak samo jak Nathaniel, wyszedł bez słowa.
Nie wiedziała co ma z sobą zrobić, ale chyba powinna dać czas Adamowi, aby sam na spokojnie wszystko sobie przemyślał. Skierowała swe kroki do pokoju muzycznego. Tam zawsze znajdowała ukojenie. Zasiadła przy fortepianie i zagrała ,,Halo" Beyonce. Była to przygnębiając piosenka, ale w sumie dla Lucy było to bez znaczenia, bo odwzorowywała jej obecne emocje. Nie chciała śpiewać, po prostu grała.

sobota, 3 grudnia 2016

Rozdział 32 Odwiedziny zdrajcy

Kiedy wrócili do domu, każde zajęło się własnymi sprawami. Lucy musiała przygotować sobie sama ubrania do szkoły, gdyż Yuki została pilnie wezwana do domu. W sumie to nie był dla niej jakiś wybitnie wielki problem. Potrafiła sama o siebie zadbać. Kiedy skończyła się pakować i szykować sobie ubrania wyszła na korytarz i niemal natychmiast natknęła się na Chris'a:
-Witaj panienko. - Uśmiechnął się przyjaźnie do niej i już chciał ją wyminąć
-Chris, poczekaj.
-Hm?- Odwrócił się do niej z zapytaniem wymalowanym na twarzy
-Z Adamem wszystko w porządku? Jak długo będzie zajęty?- Dopytywała się
-A czemu ma być z nim coś nie w porządku? Panicz ma się świetnie. A co do jego czasu, to przez jeszcze jakieś trzy godziny nie będzie go w domu. Teraz jest w fabryce i pomaga panu Arthurowi w sprawach papierkowych.- Poinformował ją
-A Yvette?
-Pani Yvette jest w tej chwili u koleżanki, na drugim końcu miasta, na zebraniu kobiet niepracujących, które jest organizowane przez kobiety z okolicy, ale ona się zapisał, gdyż zrobiła to jej rywalka i chce ją zdenerwować. Ach.- Wszystko wypowiedział na jednym oddechu
-Dziękuję ci Chris.- Podziękowała mu i wróciła do swojego pokoju.
Teoretycznie była sama w domu, prócz służących i Chris'a. Usiadła przy biurku i uruchomiła ,,komputer", ale w tych czasach nie można było tego tak nazwać. Ludzie to nazywali ,,komputerem", gdyż pełnił takową funkcję, ale na ogół był to wyświetlany pulpit w formie hologramu, tak samo klawiatura. Obraz wyświetlał się na biurku, więc musiała siedzieć lekko pochylona. Kliknęła w ikonę skype i wybrała połączenie do Rachel. Zajęte. Hmmm, pewnie rozmawia z Albertem, pomyślała i wyłączyła Skype'a. Rozejrzała się po swoim pokoju i w końcu zdecydowała, że poczyta książkę. Tym razem sięgnęła po ,,Panią Noc". Czytała dopóki na dworze nie zapanował mrok. Wtedy znów opuściła swój pokój i ruszyła korytarzem w stronę pokoju swojego męża.
Doszła do drzwi i chwilę przystanęła, aby sprawdzić czy ze środka nie dobiegają jakieś dźwięki. Cisza. Zapukała raz, potem drugi. Nadal nic. Już miała odejść, gdy zza drzwi dobiegł ją przytłumiony głos Adama nakazujący wejście. Ostrożnie zajrzała do pokoju. Adam siedział przy biurku i majstrował coś przy jednym z zegarków:
-Potrzebujesz czegoś Lucy?- Zapytał nie patrząc na nią, był zbyt pochłonięty zegarkiem
-Nie.- Powiedziała cicho czym przykuła jego uwagę
-Coś się stało?- Zainteresował się przerywając swoją pracę
-Nie. Tylko sprawdzałam, czy już wróciłeś.- Posłała mu delikatny uśmiech
-Jesteś pewna?
-Mhm.- Przytaknęła i już miała wyjść, gdy ją zatrzymał
-Lucy...- Zaczął; zatrzymała się w drzwiach- Chodź tu do mnie.- Rozłożył ręce, co oznaczało, że chce się przytulić. Podeszła do niego nieśmiało i prawie utonęła w jego objęciach- Kocham cię.- Szepnął jej do ucha i mocniej do siebie przytulił. Wtuliła swój policzek w jego ramię i w myślach mu odpowiedziała, gdyż na głos zbyt bardzo była onieśmielona- ,,Ja też ciebie kocham".
-Adam, jeszcze długo będziesz go naprawiał?- Odkleiła się od niego i zapytała patrząc na biurko
-Nie, zaraz skończę.- Szybko wrócił do pracy i miała okazje oglądać jak jego długie palce szybko oraz zgrabnie skręcają z powrotem zegarek w jedną spójną całość. Gdy już zegarek był złożony spojrzał na jego tarczę, która bezbłędnie pokazywała aktualną godzinę.- Już.- Oznajmił podnosząc się z siedzenia i chowając zegarek do kieszeni. Kiedy siedział czuła się bardziej swobodnie, ale gdy już wstał poczuła się bardziej onieśmielona, ale on zawsze był taki serdeczny i miły, w sumie ciągle taki jest. Przy Adamie nie można było czuć się niezręcznie albo jakoś wybitnie źle. To cudowny chłopak.
Wziął ją za rękę i oboje poszli coś zjeść. Szli korytarzem, gdy nagle natknęli się na Chris'a:
-Paniczu, panienko.- Zwrócił się do nich kłaniając się- W holu stoi chłopak. Twierdzi, że życzy sobie spotkać się z panienką.- Oznajmił. Lucy i Adam spojrzeli na siebie ze zdziwieniem i zmieszaniem, po czym Adam ruszył pierwszy w stronę, z której przybył lokaj. Lucy zareagowała z lekkim opóźnieniem i razem z Chris'em pośpieszyła za mężem.
W holu tyłem do nich stał Nathaniel. Poznała go tylko i wyłącznie po włosach związanych w kucyk. Zdążyła wychwycić tylko taki obraz, bo zaraz rzucił się na niego z pięściami Adam:
-Paniczu!- Zawołał za nim Chris karcącym głosem
-Adam!- Lucy z pomocą lokaja próbowała ściągnąć chłopaka z gościa, aż w końcu im się to udało. Chris przytrzymywał Adama, a w tym czasie Lucy pomagała wstać dla Nathaniela, któremu krwawiła rozcięta warga i czoło. Spojrzała na rannego z troską i żalem, ale nagle przypomniało jej się co zrobił Adamowi. Nie wiedziała co w nią wstąpiło, ale nagle spoliczkowała go. Wszyscy osobnicy płci przeciwnej, którzy aktualnie przebywali w holu, znieruchomieli:
-Jak mogłeś mu to zrobić?!- Wydarła się -Co tobą kierowało?! Co ci to dało?!- Zadawała pytania, na które nie odpowiedział od razu; milczał z opuszczoną nisko głową trzymając się za bolący policzek
-Właśnie po to tu przyszedłem.- W końcu się odezwał przerywając ciszę...

piątek, 25 listopada 2016

Rozdział 31 Historia blizny Adama

Do klasy wszedł chłopak z lekko opaloną skórą, ale nie taką jak Demonicy. Jego włosy i oczy były koloru brązowego, a ubrany był w spodnie na szelkach i białą koszulę z podwiniętymi rękawami:
-Prze-przepraszam za spóźnienie.- Przeprosił zziajany taksując wzrokiem klasę w poszukiwaniu wolnego miejsca
-Ach i zapomniałabym o jeszcze jednym. Osoby, które będą się NOTORYCZNIE SPÓŹNIAĆ będą pytane jako pierwsze.- Popatrzyła z dezaprobatą na chłopaka z szopą włosów na głowie- Czy to jasne panie...- Zanurkowała wzrokiem w listę uczniów
-Skill.- Podpowiedział
-Tak, panie Oliverze Skill. A teraz zajmij miejsce.- Nakazała tonem nieznoszącym sprzeciwu, a chłopak dosiadł się akurat do Lucy:
-Cześć.- Przywitał się
-Hej.- Odpowiedziała przenosząc swój plan z ekranu, który był wbudowany w ławkę, na swój tablet, zwany inaczej e-notatnikiem.
Ogółem po przeniesieniu swojego planu lekcji, Demonica sprawdzając obecność prosiła dane osoby o drobne przedstawienie się i podanie swojego numeru telefonu, a sama swój wyświetliła na tablicy i ekranach w ławkach:
-W razie problemów z dziennikiem internetowym lub problemami ogólnymi proszę się ze mną kontaktować.- Poinformowała swoich uczniów, po czym pożegnała się z nimi.
Wszyscy czym prędzej rzucili się w stronę drzwi, gdyż wiedzieli, że dostała im się najgorsza nauczycielka w szkole.
Lucy wyszła jako ostania i już kierowała się do wyjścia szkoły, gdy zatrzymał ją Oliver:
-Hej, poczekaj!- Zawołał za nią- Jesteś Lucy prawda?- Kiwnęła głową- Pamiętasz mnie? Widzieliśmy się na przyjęciu u Weilanda. Przyszedłem ze starszym bratem i kolegą.
-I próbowałeś poderwać Rachel.- Uśmiechnęła się lekko
-Tak, dokładnie.- Odpowiedział jej tym samym, ciesząc sie, że zapadł jej w jakiś sposób w pamięć
-Wiesz, nie chcę być niemiła, ale muszę już iść.- Rzekła, gdy spostrzegła znajomą sylwetkę oraz blond włosy upięte w koński ogon.
-Ach, idź, przepraszam, że cię zatrzymałem.- Podrapał się po głowie, a Lucy niemal biegiem wyszła ze szkoły. Gdy znalazła się na parkingu przy samochodzie, Adama jeszcze nie było. Niespokojnie tupała stopą w miejscu i liczyła sekundy. Kiedy zbliżała się czwarta minuta ze szkoły wyłonił się Oliver w towarzystwie Nathaniela i swojego starszego brata. Rozmawiali o czymś. Brunetka szybko odwróciła się do nich plecami, aby jej nie poznali. ,,Niech sobie idą, niech sobie idą, niech sobie idą..." powtarzała to jak mantrę skubiąc jedno z pasm swoich brązowych włosów:
-O, cześć Lucy.- Usłyszała za sobą łagodny głos Nathaniela, przegryzając wargę odwróciła się na pięcie i obdarzyła go ciepłym uśmiechem
-Cześć.- Przywitała się spoglądając niespokojnie w stronę drzwi wejściowych
-Jak tam początek roku? Kogo masz jako wychowawcę?- Zapytał spokojnym tonem uśmiechając się lekko przy tym
-Panią Amelię Rodriquez.- Odpowiedziała
-Mhm. Lilith...- Stali przez chwilę w niezręcznej ciszy- Czekasz na kogoś?
-Tak.- Odparła krótko
-Koleżanka?- Zaciekawił się
-Mąż.- Lekko zarumieniła się i spuściła głowę
-Mąż? Ach. Jesteś żoną Adama Clockwork'a.- Domyślił się- To dlatego tak ciebie pilnował na przyjęciu. To dobry chłopak. Zasługujesz na niego.- Uśmiechnął się tak uroczo, że serce Lucy mało się nie roztopiło.- Będę się zbierał, bo jak już może wiesz, on za mną nie przepada.- Spojrzał z obawą na drzwi wejściowe- To cześć.- Pożegnał się całując ją w wierzch dłoni, po czym odszedł.
Lucy stała przez chwilę zbita z tropu. Nathaniel jest bardzo miły, a może to tylko pozory? I dlaczego Adam go nie lubi? Przecież miał jej wytłumaczyć jak wrócą, ale poszedł spać, a ona rano zapomniała i jakoś tak nie miała czasu zapytać. Z rozmyśleń wyrwał ją przyjazny i wesoły głos Adama:
-Lucy, wsiadasz?- Zapytał stojąc po drugiej stronie samochodu od strony kierowcy
-Tak, tak. Już wsiadam.- Odparła i wsiadła do pojazdu.
-Jak było?- Zapytał uruchamiając samochód
-Nie jest aż tak źle. Jest trochę wymagająca.- Wyżaliła się
-Jeżeli będzie okropna to mi powiedz. Przeniesiemy cię do równoległej klasy.- Jego uśmiech mówił ,,Możesz mi zaufać. Chcę dla ciebie jak najlepiej". Kiwnęła głową na zgodę i zapanowała cisza. W końcu Lucy zebrała się w sobie i zadała te pytanie, które znowu zaczęło ją nurtować:
-Adam.- Zwróciła się do niego po imieniu- Dlaczego nie lubisz Nathaniela?- Spojrzała na niego wyczekująco. Jego rysy twarzy wyostrzyły się, a w jego oczach pojawił się smutek pomieszany z zawodem:
-Ech. Byłem zadowolony, że od przyjęcia zapomniałaś, ale i tak muszę ci w końcu to opowiedzieć, bo, i tak, będziesz go prawdopodobnie codziennie mijała na korytarzu.- Westchnął- Kiedyś przyjaźniliśmy się ze sobą, wspieraliśmy się. Był dla mnie jak młodszy brat. Pomagałem mu w zadaniach domowych, a on czasami przychodził do fabryki i pomagał przy zegarkach. Pewnego dnia jak zwykle przyszedł mi pomóc i rozciął mi nożem plecy od lewego barku, do prawego biodra, po czym ukradł dwa pudła zegarków, które później sprzedał za marne pieniądze.- Westchnął wpatrując się w drogę; wyglądał bardzo smętnie, aż Lucy zrobiło się go szkoda
-Wiesz dlaczego to zrobił?- Zapytała
-W sądzie nie chciał powiedzieć, więc uznano, że dla własnych celów materialnych.
-A ta blizna na plecach?- Przypomniało jej się
-Tak, to on ją zrobił.- Odwrócił głowę w drugą stronę, aby Lucy nie widziała wyrazu jego twarzy- Ufałem mu.- Wyszeptał. Do oczu napłynęły jej łzy, położyła swoją dłoń na wierzchu dłoni Adama, który aktualnie trzymał swoją na skrzyni biegów.
-Dziękuję. I chyba nie powinnam była tego poruszać.- Zmartwiła się
-Nie, jest ok. Nie wiedziałaś, a ja byłem ci to winien od półtora tygodnia.- Wysilił się na słaby uśmiech. Dalej wracali do domu w ciszy.