sobota, 17 grudnia 2016

Rozdział 35 Miłość kwitnie wokół nas (Koniec)

Kilka dni po tej rozmowie Lucy dostała od Adama bukiet kwiatów:
-Z jakiej to okazji?- Zapytała, gdy jej je wręczał
-Nie mogę kupić mojej żonie kwiatów bez okazji?- Zapytał sie wesołym, lekko urażonym tonem
-Coś musiałeś przeskrobać. Gadaj.- Nakazała; zdziwiła się, że odkąd tu jest stopniowo stawała sie bardziej pewna siebie, aż czasami ją to niepokoiło.
-Oj no, daj spokój. Chcę ci tylko podziękować, za TAMTEN wieczór.- Odpowiedział lekko zakłopotany
-Z takim opóźnieniem?- Zapytała unosząc jedną brew
-Błagam, daruj mi te spóźnione podziękowania.- Ukląkł na kolano
-No dobra. Wstawaj.- Lekko się pochyliła i pocałowała go w jego blond włosy, które cudownie pachniały, a on wstał i znów zdała sobie sprawą z tego, jaki jest wysoki.
-Może gdzieś dzisiaj wyjdziemy?- Zaproponował- Kino? Kolacja? Chyba to wam, kobietom, się podoba, prawda?
-Hmm. Kino brzmi fajnie, ale kolację wolę zjeść w domu.- Odparła
-W domu? Chcesz jechać do rodziców?- Zapytał lekko zbity z tropu
-Byłoby fajnie ich odwiedzić, ale nie zdążymy. Przecież jest już piętnasta, a jutro mam do szkoły na ósmą. Bardziej chodziło mi o zjedzenie czegoś tutaj.- Sprecyzowała
-Więc dobrze. W piątek pojedziemy po lekcjach do twoich rodziców. A do domu wrócimy w niedzielę. Może być?- Zaproponował. Adam nic nie miał do rodziców Lucy, bardzo ich lubił, a w szczególności jej matkę.
- Na serio?- Zapytała nie dowierzając.
-Mhm.- Przytaknął i przygarnął ją do siebie- To co idziemy do tego kina?- Pokiwała energicznie głową, po czym ubrali się w płaszcze i wyszli.
W galerii, przed seansem zauważyli Rachel i Alberta, gdy razem szli do sklepu z biżuterią. Adam chciał do nich podejść i zagadać, ale Lucy zaprotestowała pod pretekstem, ,,by dał im trochę prywatności":
-Gdyby chcieli z nami gdzieś wyjść, to by po nas zadzwonili.- Zauważyła
-Masz rację.- Zgodził się- Wyglądają na szczęśliwych.- Oparł swoją głowę o jej głowę, przez co rozbolał go kręgosłup
-Nie przeszkadzajmy im. Może po seansie ich spotkamy?
-Byłoby nieźle. Ciekaw jestem tylko jednego: od kiedy Rachel umawia się z Albertem? Przecież ona go nienawidziła.- Próbował jakoś rozwikłać tą zagadkę
-Nie wiem, ale wiem, że go nie nienawidziła. Była po prostu na niego obrażona, ale lubiła go.- Odpowiedziała częściowo na jego pytanie
-A ty niby skąd to wiesz?
-Jak się jest dziewczyną i całkiem nieźle zna się Rachel, to się wie to i owo.- Zaśmiała się.
Dalej ich rozmowa zeszła na inny tor, a w między czasie zdołali kupić bilety i skierować się do sali, gdzie miał być wyświetlony film. Jak się okazało nastąpiła awaria sprzętu i niestety seans się nie odbędzie, jednak w ramach rekompensaty można pójść na filmy do sal obok lub zwyczajnie wrócić do kasy i poprosić o zwrot pieniędzy. Jako, iż obok właśnie leciał horror, Adam namówił Lucy, aby na niego pójść. Co prawda protestowała trochę, ale w końcu uległa jego prośbom i kilka minut później siedzieli w innej sali i oglądali inny film. Ku szczęściu Lucy, horror był mało straszny, więc nie umarła w kinowym fotelu. Natomiast Adam był zawiedziony i gotowy do pobić kasjera, aby oddał mu stracone pieniądze, ale Lucy stwierdziła, że nie było aż tak źle.
Tak więc po wpół udanym seansie udali się na małe zakupy. W końcu co to byłby za wypad do galerii, gdyby nie zajrzeli do księgarni? Pobyli tam z pół godziny, po czym wyszli z trzema nowymi książkami. Następnie odwiedzili cukiernię i zakupili kilka ciastek dla sióstr Lucy, a na końcu Adam kupił dla swej żony czerwony szalik. Co prawda jak na razie temperatura na zewnątrz nie spadała poniżej dziesięciu stopni Celsjusza, ale warto się na przyszłość zabezpieczyć. Gdy opuszczali galerię znów zauważyli Alberta i Rachel. Trzymali się za ręce i o czymś z ożywieniem dyskutowali:
-Może jednak zaczepmy ich?- Prosił Adam
-Nie. Daj im się sobą nacieszyć.- Skarciła go, po czym wsiedli do samochodu i wrócili do domu.
Na miejscu zostali poinformowani, że pan Arthur wraz z żoną wyszli na bankiet do przyjaciela pana rezydencji i prawdopodobnie wrócą za dwa dni. Młodzi spojrzeli na siebie pytającym wzrokiem, aż w końcu Adam pociągnął Lucy za sobą do swojego pokoju:
-Wszystko w porządku?- Zapytała, gdy już znaleźli się sam na sam
-Mhm.- Mruknął stojąc do niej tyłem; zrzucił z siebie płaszcz, który ciężko opadł na podłogę, po czym niespodziewanie jego usta przyległy do jej ust. Nawet nie zauważyła kiedy już leżała na łóżku, bez okrycia wierzchniego i butów, a nad nią pochylał się Adam z błyskiem w oczach i łobuzerskim uśmiechem. Wyglądał cudownie. Jak chłopiec, dla którego gotowa byłaby sprzedać duszę samemu diabłu lub pójść za nim do piekła. Czule pogłaskała jego policzek dłonią, a on delikatnie obrócił w miejscu głowę i pocałował wnętrze jej dłoni, po czym spojrzał na nią wzrokiem psa, który żąda, by go głaskać właśnie w ten sposób. Więc pieściła dłonią jego policzek, aż w końcu zbliżył swoją twarz do jej twarzy. Tak niebezpiecznie blisko, że czuła jego spokojny oddech na swoim zarumienionym policzku. Spojrzał jej tak głęboko w oczy, aż miała wrażenie, że zagląda jej w duszę. Złożyła pocałunek na jego ustach, a on czule ją objął. I mniej więcej właśnie w taki sposób spędzili resztę wieczoru.

***

Nazajutrz doszedł do nich list, a konkretniej zaproszenie. Było to zaproszenie na ślub, ale nie byle jaki, tylko ślub Alberta i Rachel:
-A jednak.- Ucieszył się Adam
-Widzisz. Mówiłam, żeby ich nie zaczepiać.- Przekonała go o słuszności swojego postępowania Lucy
-No dobra, miałaś rację. Zadowolona?
-Mhm.- Przytaknęła, po czym wspięła się na palce i pocałowała go w policzek
-Ślub odbędzie się za tydzień. Jedziemy po kreację?- Zaproponował, a ona sie zgodziła.
Po kryjomu podczas zakupów wstąpiła do apteki ,,po kremik". Na ogół nie potrzebowała nowych ubrań, ale Adam się uparł, by coś sobie wybrała, niezależnie od ceny. Po sklepach szwendali się tylko godzinę.
Kiedy tylko wrócili do domu Lucy zaszyła się w łazience ze swoim ,,kremikiem", którym oczywiście był test ciążowy. Był pozytywny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz