sobota, 17 grudnia 2016

Rozdział 34 Ciche dni

Przez cały tydzień, od odwiedzin Nathaniel'a, Adam mało się do kogokolwiek odzywał, co Lucy bardzo niepokoiło. Blondyn wstawał rano, zawoził ją bez słowa do szkoły, odbierał i dalej ich drogi się rozchodziły. Często jeździł do fabryki, aby poskładać kilka zegarków ręcznie albo ogarnąć dokumenty, a przynajmniej tak twierdził Albert, który jako jedyny utrzymywał bliższy kontakt z Adamem, poprzez SMS-y. Bardzo martwiła się o swojego męża. W końcu w sobotę nie wytrzymała. Weszła do jego pokoju bez pukania i zastała w nim niecodzienny widok. Adam stał przed lustrem obnażony od pasa w górę i przyglądał się swojej bliźnie. Kiedy spostrzegł, że Lucy stoi w drzwiach posłał jej ciepły uśmiech i zapytał:
-Potrzebujesz czegoś?- Zadał jej pytanie zakładając czarną koszulkę
-Nie.- Mruknęła zdezorientowana- Po prostu...- Nie wiedziała jak dobrać słowa-... Po prostu byłeś jakiś dziwny przez ten tydzień i ... Martwiłam się o ciebie.- Wyznała nawijając pasemko swoich brązowych włosów na palec wskazujący. Nawet nie zauważyła, kiedy Adam podszedł do niej i przytulił ją do siebie. Skapnęła sie dopiero, kiedy poczuła przyjemny zapach lasu i perfum. Objęła go mocno i przycisnęła swoją głowę do jego klatki piersiowej:
-Musiałem sobie przemyśleć kilka spraw.- Odparł- Przepraszam, że cię zmartwiłem. Już ze mną wszystko w porządku.- Zapewnił lekko odsuwając ją od siebie, aby spojrzeć jej w oczy- No już, nie smuć się. Z Nathaniel'em wszystko sobie wyjaśniliśmy.- To ją zaskoczyło
-Jak to?- Nie dowierzała
-No, normalnie. Spotkaliśmy się kilka razy, porozmawialiśmy na spokojnie, szczerze. Już wszystko wiem. Nie mam do niego żalu, a do blizny się już przyzwyczaiłem.- Pocieszył ją- Ach, ale ze mnie egoista. Ciągle myślałem o swoim problemie, a nawet nie zauważyłem, że potrzebujesz mojej uwagi. Wynagrodzę ci to jakoś, obiecuję.- Pocałował ją w czoło i pogłaskał po głowie
-Na pewno już wszystko w porządku?- Zapytała, aby się upewnić
-Tak.- Posłał jej radosny uśmiech, po czym usiadł przy biurku i zaczął coś skręcać, co oznaczało, że nie ma ochoty na rozmowę. Niby uspokojona opuściła jego pokój i wróciła do swojego. Położyła się na łóżku i starała zasnąć, ale nie dawała rady. Ciągle przewracała się z boku na bok. Chciała wstać i pójść do niego, położyć się u jego boku i zasnąć, ale nie miała odwagi. Na pewno już spał, a jeżeli nie to w tej chwili nie jest zbyt chętny do przyjmowania gości. Musi mu dać więcej czasu. Za kilka dni może wszystko wróci do normy. Przecież przez kilka lat myślał, że najlepszy przyjaciel, prawie jak młodszy brat, od początku miał wobec niego złe intencje, a tu się okazuje, że zabito mu siostrę...
Lucy miała dość leżenia. Za dużo myślała i to nie pozwalało jej zasnąć, więc wstała z łóżka, nałożyła jedną ze swoich bluz i boso wyszła na dwór, a przynajmniej na rozległy taras za domem. Stała i wdychała chłodne nocne powietrze i wpatrywała się w gwiazdy, które tworzyły na niebie miliony konstelacji. Aż przypomniała się jej noc, kiedy Adam pokazał jej neonowe serce. Sam wtedy jeździł i prosił, by o danej godzinie zapalono te światła. Jakie to było z jego strony urocze i romantyczne. Westchnęła i oparła ręce o kamienną barierkę. Była lodowata, ale jej to nie przeszkadzało. Zadarła głowę do góry i zabrała się za szukanie wielkiego wozu. I go znalazła. Był odrobinę przesunięty, chociaż tak na prawdę to ona znajdowała się w innym miejscu. Zazwyczaj podziwiała gwiazdy ze strychu swojego domu. Tata zrobił tam małe obserwatorium, więc mogła kiedy tylko chciała podziwiać gwiazdy. Poczuła lekki skurcz serca, gdy pomyślała o domu. Fakt, tutaj było jej dobrze, ale za domem zawsze będzie tęskniła. Niezależnie jak bardzo będzie jej dobrze. Dom to dom, a w szczególności rodzinny. Pomyślała o swoich siostrach. Jennifer na pewno już śpi, a jak nie to siedzą z Kali i rozmawiają o Bóg wie czym. Z kolei Kali może siedzieć na facecbook'u i pisać ze znajomymi, przeglądać sklepy internetowe z ubraniami lub przeglądać modowe blogi. Dla niej jest jeszcze za wcześnie na sen. Mama albo czyta jakąś książkę albo rozmawia z ojcem albo śpi. Co tata mógłby robić to nie miała pojęcia. Rzadko się z nim widywali, zazwyczaj tylko przy posiłkach. Poczuła jak po jej policzku spływa łza. Nie wiedziała dlaczego. Nie było jej ani smutno, ani przykro. Sama z siebie poleciała. Szybko rękawem bluzy ją wytarła i jej rozmyślenia rozwiały się jak teraz liście na wietrze. Jeszcze przez chwilę popatrzyła na nocny krajobraz, po czym wróciła do swojego pokoju. Już kładła się do łóżka, gdy usłyszała nieśmiałe pukanie do drzwi. ,,To na pewno Yuki. Widziała jak stoję boso na wietrze i przyszła dać mi jakieś leki" pomyślała i nie za głośno zaprosiła gościa do środka:
-Nie śpisz jeszcze?- Zdziwił się wysoki blondyn
-Nie.- Odpowiedziała krótko- Myślałam, że chcesz być sam, a przynajmniej odniosłam takie wrażenie.- Była lekko poirytowana jego zachowaniem, chciała być blisko niego i go wspierać, a on ją po prostu odstawiał na półkę jak zabawkę
-Bo chciałem być.- Westchnął- Ale... jakoś tak, dziwnie mi bez ciebie.- Wyznał siadając obok niej na łóżku.
-Minął już ponad miesiąc odkąd się znamy.- Stwierdziła- I zdążyłeś się aż tak do mnie przywiązać?
-Mhm.- Przytaknął i splótł swoją dłoń z jej dłonią- Jesteś urocza, gdy się martwisz, wiesz?- Lucy była prawie pewna, że chce jej coś powiedzieć, ale nie wie jak zacząć
-Wstydzisz się swojej blizny?- Wypaliła nagle, po czym zakryła ręką usta; ta myśl ciągle zaprzątała jej głowę, ale jej nigdy nie wypowiedziała na głos, aby nie zranić Adama, do teraz.
-Ech.- Westchnął i opuścił głowę
-Adam, ja...- Nie dokończyła, bo zaczął mówić
-Na początku nienawidziłem jej i starałem się ją ukrywać najlepiej jak potrafię. I w sumie myślałem, że przed tobą też zdołam ją ukryć, ale jak widać nie udało mi się.- Zaśmiał się bez krztyny wesołości w głosie- Szczerze mówiąc, teraz nie przeszkadza mi, ale wolałbym się nią nie chwalić. Nie jest z gatunku tych, którzy bohaterowie mogą się nią chwalić po wygranej bitwie, bo ani nie wygrałem żadnej bitwy, a nawet wręcz przeciwnie, ani nie jestem bohaterem.- Przetarł drugą dłonią swoją zmęczoną twarz. Jak widać to był jego czuły punkt.
-Dla mnie jesteś.- Dotknęła wolą dłonią jego policzka i popatrzyła mu w oczy- Nie każdy może wybaczyć zdradę... I kradzież.- Dodała po krótkim namyśle- A blizna nie jest czymś złym. Pokazuje tylko jak wiele człowiek przeszedł w życiu. Zobacz, też mam bliznę.- Odsłoniła miejsce koło ucha, które o dziwo zawsze miała zakryte i nikt nawet tego nie zauważał. Na żuchwie miała niewielką szramę, może wielkości pomadki do ust- Miałam wtedy siedem lat, gdy do naszego domu włamał się złodziej. Chciał mnie najpierw zabić, a później okraść, więc przystawił mi nóż do szyi, ale w tym momencie do pokoju weszła pokojówka i przejechał ostrzem po mojej szczęce. Zakładano mi szwy i kazano smarować ranę jakimiś kremami, ale to nie dawało rezultatów. I to tyle. Widzisz? Też nie brałam udziału w żadnej walce, ani nie jestem bohaterką. Jestem tylko ofiarą, która miała być zabita, nikim więcej. Miałam nieżyć.- Wyznała i wyprostowała się na samo wspomnienie- Nadal twierdzisz, że masz powody do wstydzenia się swojej blizny?- Zapytała wyzywająco, a on patrzył na nią jak na bohaterkę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz