Szli razem za rękę skąpaną w popołudniowym słońcu ulicą. Obok nich przejeżdżały drogie auta, a po chodniku tłumy przechodniów mijali ich w pośpiechu. Przez dłuższy czas szli w ciszy, lecz w końcu Lucy nie wytrzymała i zapytała:
-Jakich będziemy mieli gości?
-Och, nie powiedziałem ci?- Odpowiedział pytaniem- Twoja rodzina dzisiaj u nas będzie.
-Serio? - Lucy nie wiedziała czy ma się cieszyć czy martwić, ale wolała to pierwsze
-Mhm. Chodźmy szybciej.- Adam przyspieszył kroku
-Poczekaj, aż tak szybko nie chodzę.- Zwróciła mu uwagę dziewczyna, gdyż jeszcze chwila i zostałaby pozbawiona prawej ręki
-Ale jesteśmy delikatnie mówiąc lekko spóźnieni.- Odparł z lekkim zakłopotaniem
-Och, mogłeś wcześniej powiedzieć.- Wyrzuciła mu Lucy i postarała sie iść jeszcze szybciej, z czego jej chód przeszedł w trucht
-Wybacz, ale nie chciałem ci psuć zabawy, w szczególności, że razem z Rachel bardzo się polubiłyście.- W jego głosie dało się wykryć skruchę
-No dobrze.- Wiedziała, że to dla niego bardzo ważne, ale czy bardziej mu zależało na tym, by Rachel miała przyjaciółkę czy aby to ona była szczęśliwa i miała jeszcze kogoś prócz niego? Odtrąciła tą myśl, gdyż właśnie wchodzili po schodach posiadłości.
Drzwi otworzył Chris:
-Witam panicza i panienkę. Goście już siedzą w jadalni.- Poinformował ich wysoki lokaj, a Adam skierował tam swe kroki oraz żonę.
-Bardzo przepraszamy za spóźnienie.- Powiedzieli oboje, gdy tylko weszli do pomieszczenia pochylając sie głęboko w geście skruchy
-Nic nie szkodzi. Siadajcie do stołu.- Nakazał łagodnym tonem pan Arthur.
I tak zaczął się rodzinny obiad. Markus był ubrany w prążkowany garnitur koloru grafitowego, a Elisabeth w elegancką czarną suknię z białym kołnierzem. Kali o dziwo wyglądała jak na nią bardzo schludnie. Na sobie miała chabrową sukienkę do połowy ud, która nie była wydekoltowana ani zbyt jaskrawa. Jennifer miała taką samą sukienkę co jej mama.
Głównie głos zabierali Markus, Yevette oraz jej mąż. Rozmawiali o wczorajszej ceremonii zaślubin oraz w wspaniałym weselu. Ciągle chwalili jedzenie oraz zachowanie państwa młodych, a nawet planowali dla nich niedaleką przyszłość. Po zakończonym posiłku Markus poprosił Arthura na stronę. W jadalni zostały wszystkie dziewczęta i Adam:
-Czy nasi goście zostali oprowadzeni po naszym domu?- Zapytał starając się imitując głos ojca- stanowczy, lecz łagodny
-Jeszcze nie.- Odparła Yvette- Więc najwyższy czas ich oprowadzić.- Zaszczebiotała i podniosła z siedzenia Elisabeth- Adam i Lucy, oprowadźcie te dwie młode damy, a ja pójdę na przechadzkę z mamą mojej synowej.- Oznajmiła i razem ze zdezorientowaną brunetką zniknęły za drzwiami
-No to co, idziemy?- Zapytał już swoim głosem Adam, a dziewczynki pokiwały głowami na zgodę.
Ogółem milczały, gdyż blondyn opowiadał różne historie związane z danym pokojem, lecz te milczenie nie trwało zbyt długo, gdyż niebawem doszli do pokoju muzycznego. Kali przebiegła przez jego całą długość i dopadła czarną gitarę elektryczną:
-Kali!- Zwróciła jej uwagę Lucy
-Nie, spokojnie, niech zagra coś.- Uspokoił ją Adam kładąc swoją dużą dłoń na jej ramieniu
-Mogę zagrać ,,I Apologize".- Zaproponowała szybko Kali, żeby jej starsza siostra nie zdążyła się sprzeciwić
-Świetnie, więc zagraj.- Zachęcił ją Adam, a Lucy pobielała
-Adam, ty wiesz o jakie ,,I Apologize" jej chodzi?- Zapytała cicho, gdyż Kali już przygotowywała się do zagrania utworu
-No pewnie.- Zapewnił ją, a dziewczyna z lekką obawą spoglądała na młodszą siostrę, która stroiła instrument
-A są tutaj skrzypce?- Zainteresowała się Jennifer
-Pewnie, że są. Mamy wszystkie instrumenty jakie istnieją.- Odpowiedział jej blondyn
-Wszystkie? Nawet ukulele?
-Mhm.- Przytaknął- Skrzypce są po lewej stronie.- Poinformował dziewczynkę, a ona szybko podbiegła i wzięła do rąk skrzypce- U was w domu każdy na czymś gra?- Zadał pytanie dla Lucy z nutą rozbawienia
-Nie, tylko my.- Odparła dziewczyna myśląc jak przekonać Kali, aby nie zagrała aż tak przerażającej piosenki- Ej, co wy na to byśmy zagrały ,,I Would Do Anything For Love"?- Obie ochoczo pokiwały głowami.
Lucy zaczęła grać na fortepianie, tuż obok niej stanęła Jennifer z gotowymi do gry skrzypcami. Kali stanęła najbliżej jak pozwalał jej kabel podłączony do głośnika.
Pierwsze zdanie zaśpiewała Jennifer swoim jeszcze dziecięcym głosikiem. Kolejne należało do Kali. Trzecie do Lucy i tak aż do pierwszej zwrotki, którą śpiewała najstarsza z sióstr. Wtedy obie dziewczynki dołączyły się ze swoimi instrumentami. Następnie refren zaśpiewały razem, a kolejną zwrotkę znów sama Lucy. I mniej więcej w taki sposób zaśpiewały oraz zagrały całą piosnkę.
Nagle do pokoju zajrzeli Markus i Arthur:
-Dziewczynki. Już pora na nas.- Ponaglił je brunet, który przy Arthurze wyglądał na dosyć niskiego człowieka, po czym zniknął razem ze swoim towarzyszem.
-Wow, To było niesamowite!- Pochwalił je Adam
-Dzięki.- Podziękowała Kali
-Dziękujemy.- Dołączyła się słodkim głosikiem Jennifer
-Na prawdę, wspaniale,- Adam objął Lucy, gdy ta tylko odeszła od fortepianu- Chodźcie odprowadzimy was do drzwi.- Zaoferował i we czwórkę opuścili pokój muzyczny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz