Po nacieszeniu się nocną panoramą miasta Adam zabrał Lucy na łyżwy. Co z tego, że był już koniec lata. Bogatemu wszystko wolno, nawet wejść na lodowisko w środku nocy...
Tak więc po serii upadków wrócili do domu, gdyż Adama rozbolała ręka, a Lucy było zimno od mokrych ubrań. Dzisiejszej nocy postanowili, że zasnął w jednym pokoju, a nawet w jednym łóżku. Podczas, gdy Lucy myła się i przebierała w piżamę w swoim pokoju (należy jej się trochę prywatności), Adam w swojej łazience smarował sobie lewą rękę maścią przeciwbólową, a następnie owinął ją bandażem. Po wykonaniu tej czynności zdjął z siebie praktycznie wszystkie ubrania, prócz oczywiście bielizny. Wszystko powiesił na kaloryferze, a twarz przemył ciepłą wodą. Kiedy wszedł do swojej sypialni zauważył, że Lucy jeszcze nie wróciła. Poczeka na nią. Strasznie zimno jej było, nawet dał jej swoją bluzę, aby się ogrzała. To było zrozumiałe, że potrzebowała ciepłej i odprężającej kąpieli. Zaczął się zastanawiać czy, aby na pewno zrobił dobrze zabierając ją na lodowisko. Przecież już wcześniej widział, że lekko drży, a jej skóra jest blada i zimna. Ale chyba jej się podobało, ciągle się śmiała i uśmiechała jakby jazda na łyżwach sprawiała jej przyjemność. Położył się na łóżku starając zebrać swoje myśli do kupy. Dziewczyna to skomplikowany mechanizm. Trzeba czasu, aby ją zrozumieć. Trzeba ją poznać, aby wiedzieć co należy zrobić w danym momencie. Jeżeli jej nie poznasz ciągle będziesz robił coś źle. Tak, to chyba całkiem niezłe określenie, myślał z przymkniętymi oczami. W końcu usłyszał lekkie pukanie do drzwi. Poprosił o wejście i tak jak się spodziewał w drzwiach stała Lucy:
-No, chodź do mnie.- Podniósł się do pozycji siedzącej i rozłożył swoje długie ręce, a ona zamykając drzwi podreptała do niego i wtuliła się w jego nagą klatkę piersiową. Pachniał wodą, lekkimi męskimi perfumami oraz lasem. Objął ją i pociągnął za sobą, tak że leżała na nim. Stykali się nosami, a Adam zrobił zeza, przez co Lucy zachichotała. Po krótkiej chwili wpatrywania się sobie w oczy chłopak pocałował swoją żonę w usta. Najpierw delikatnie, później bardziej intensywnie, aż w końcu przetoczyli się na bok. I znów wpatrywali się sobie w oczy, przytuleni do siebie niczym namagnesowani. Ona wtulona w jego cudnie pachnącą i umięśnioną klatkę piersiową, a on w jej cudowne i miękkie włosy, które przyjemnie muskały jego twarz.
Po kilku chwilach zauważył, że Lucy oddycha bardziej regularnie i spokojnie, czyli już zasnęła. Powoli puścił ją, a następnie nakrył ich oboje i znowu wrócił do wcześniejszej pozycji. Był zadowolony z dzisiejszego dnia. Po załatwieniu sprawy z żarówkami musiał na chwilę wstąpić do firmy ojca. Jakaś maszyna się zepsuła i masowa produkcja zegarków stanęła w miejscu. Gdy zajechał na miejsce okazało się, że trzeba wymienić pewien element, który ciężko zdobyć, ale ostatecznie udało mu się, tylko musiał objeździć całe miasto aby tą część znaleźć. W każdym razie po załatwieniu problemu, wstąpił na chwilę do Alberta, aby umówić się z nim na za kilka dni na zagranie w jego nową grę. ,,Kiedy Lucy znowu pojedzie do Rachel, to wtedy", obiecał, a jego przyjaciel tylko kiwał głową.
Gdy odjeżdżał od Alberta miał jeszcze godzinę. Nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić, gdy nagle zadzwonił telefon. To był Chris. Arthur kazał mu przekazać informację, aby Adam dokupił kilka części do zegarków, po czym wymienił całą listę, a Adam wiedział, że dosyć sporo czasu mu to zajmie, ale ostatecznie wyrobił się.
Nawet nie zauważył kiedy sam zasnął z twarzą zatopioną w morzu brązowych włosów.
Rano, nie wiedząc czemu, Adam obudził się na podłodze zawinięty w pościeli. Powoli usiadł i spojrzał na łóżko. Lucy nie było. Gorączkowo spojrzał pod łóżko, aby sprawdzić czy przypadkiem nie leżała po drugiej stronie. Na szczęście nie. Wstał z podłogi i odłożył pościel z powrotem na łóżko. Już miał wejść do łazienki, gdy nagle jej drzwi same się otworzyły, a zza nich wyjrzała Lucy:
-Obudziłam cię?- Zapytała zadzierając głowę do góry, aby spojrzeć mu w oczy
-Nie, sam wstałem. Poczułem, że łóżko jakieś niewygodne.- Zaśmiał się drapiąc po głowie
-W nocy spadłeś z łóżka i nawet nic nie poczułeś...- Wyjaśniła
-No to akurat wiem.- Wszedł jej w słowo
-I próbowałam cię z powrotem na to łóżko wciągnąć, ale nie dałam rady.- Wyżaliła się
-Serio? I dalej spałem?
-Nie. Przebudziłeś się i zacząłeś mamrotać coś o zegarkach, wiec zostawiłam cię na podłodze i przy okazji oddałam kołdrę.- Odparła
-Czekaj, czekaj. Jeżeli dałaś mi kołdrę, to czym się nakryłaś?- Zapytał ze strachem i zakłopotaniem w głosie
-Twoje ubrania są dosyć duże.- Opuściła głowę i rozłożyła ręce eksponując jak bardzo za długie są rękawy jednej z ciemnych bluz Adama, która sięgała jej aż do kolan.- Jaki to rozmiar?- Zadała pytanie retoryczne- XXXL?- Zaśmiała się, a chłopak przytulił ją do siebie i szepnął:
-Wystarczający, aby mogła w nim spać moja piękna żona.- Po czym pocałował ją w czoło
-No już mi nie schlebiaj.- Mocniej się w niego wtuliła.- Muszę ci oddać jeszcze tamtą bluzę.
-To może poczekać.- Zaczęli się powoli kołysać w uścisku
-Ale śniadanie nie zaczeka.- Odparła puszczając go, ale on nie chciał jej puścić
-E tam. Później zjemy.- Rzekł, po czym szybkim ruchem wziął ją na ręce i zaniósł z powrotem do łóżka
-I co ty masz teraz zamiar zrobić?- Zapytała- Co jest ważniejszego od śniadania?
-Śniadanie do łóżka.- Uśmiechnął się, po czym wziął do ręki swój smartfon i napisał wiadomość do jednej z kelnerek- Na co masz dzisiaj ochotę?
-Hmmm, może naleśniki z truskawkami?
-Ok. Jakaś herbata?- Zaproponował
-Yhym.- Pokiwała twierdząco głową, a on usiadł na brzegu łóżka w dalszej części pisząc SMSa; Lucy skorzystała z okazji, więc zbliżyła się do niego i objęła go od tyłu opierając swoje ramiona na jego i przy okazji patrząc na zawartość wiadomości.
-Eee, co ty mi tu zaglądasz.- Przycisnął ekran do swojej nagiej klatki piersiowej, aby Lucy nie widziała co napisał- Z kochanką piszę, nie musisz się o mnie martwić.- Zaśmiał się na powrót pokazując ekran z zamówieniem. W miejscu odbiorcy widniał napis ,,Kuchnia". Gdy skończył pisać przycisnął ,,Wyślij" i odłożył telefon na etażerkę:
-To co teraz będziemy robić?- Zapytała Lucy
-Jak to co? Poczekamy na śniadanie.- Odparł radosnym tonem, po czym odchylił się do tyłu i teraz jego głowa spoczywała na brzuchu Lucy. I tak razem czekali dopóki nie rozległo się pukanie do drzwi...
sobota, 29 października 2016
sobota, 22 października 2016
Rozdział 26 Noc Neonów
Prócz ,,Tajemniczego świata Arrietty" dziewczyny obejrzały ,,Szept Serca" i ,,Spirited Away: W krainie bogów". Świetnie się bawiły podczas oglądania filmów. Co jakiś czas wymieniały się spostrzeżeniami lub Rachel wzdychała z zachwytem. Po zakończeniu seansów do pokoju zapukał lokaj z prośbą o stawienie się na obiad. Obie posłusznie przeszły do jadalni. Na obiad najpierw była zupa, której Lucy nigdy wcześniej nie widziała, ani nie jadła, lecz bardzo jej smakowała. Na drugie danie był pieczony indyk w sosie orzechowym, z ziemniakami i sałatką. Jeśli chodzi o napój miała do wyboru: Pepsi, Sprite, różowe Frugo, sok pomarańczowy lub jabłkowy i zwykłą wodę mineralną. Wybrała Sprite, tak jak z resztą Rachel, która pomimo tak idealnej figury pochłonęła dwa talerze zupy i wyczyściła talerz z drugim daniem do czysta. Lucy nie za specjalnie smakował sos, którym był polany indyk, w ogóle nie lubiła indyka, ale żeby nie robić przykrości Rachel postanowiła się zmusić do zjedzenia go. O dziwo jadły same, w towarzystwie jednie kamerdynera i kelnerek, które co chwila pojawiały się i znikały.
Po zakończeniu posiłku nie bardzo wiedziały co robić, gdyż zostało tylko trzydzieści minut do osiemnastej. Zaczęcie kolejnego filmu byłoby bez sensu, więc musiały wymyślić sobie inne zajęcie. Wróciły znów do pokoju Rachel i usiadły na kanapie z laptopem, po czym zaczęły przeglądać youtube'a i pokazywać sobie nawzajem filmiki.
W końcu rozległ się dzwonek do drzwi, co oznaczało, że Adam przyjechał po Lucy. Szybko znalazły się w przedpokoju, gdzie już czekał zniecierpliwiony blondyn:
-Co tak długo?- Zapytał, gdy tylko je zobaczył, po czym podszedł do Lucy, schylił się i pocałował ją w policzek
-Byłyśmy zajęte.- Odparła Rachel z lekkim uśmiechem
-Ahaa. Czyżby?- Zaczął droczyć się Adam obejmując swoją żonę
-Taak.- Blondynka skrzyżowała ręce na piersi
-W każdym razie dziękuję Rachel, że zaprosiłaś do siebie Lucy i się nią zaopiekowałaś.- Podziękował
-Nie ma sprawy. Całkiem fajnie było.- Rachel posłała Lucy radosny uśmiech
-Mi też się podobało.- Poparła ją Lucy
-To bardzo się cieszę, że przyjemnie spędziłyście dzień.- Pogłaskał swoją ukochaną po głowie- A teraz, wybacz nam Rachel, ale musimy skoczyć w jeszcze jedno miejsce.- Przeprosił ją chłopak
-Ach, jak tak to lećcie. Później popiszemy na facebook'u?- Zwróciła się do Lucy, która kiwnęła głową na zgodę
-Dobranoc Rachel. I dziękuję za wszystko.- Adam na chwilę puścił Lucy i pocałował wierzch dłoni Rachel
-Dobranoc Adamie.- Odpowiedziała formalnie lekko zarumieniona- Cześć.- Pożegnała się ze swoją przyjaciółką poprzez uścisk
-Cześć.- Lucy również się pożegnała, po czym rozłączyły się z uścisku i trzymając się za ręce opuściła z Adamem rezydencję Rachel.
Kiedy już oboje siedzieli w samochodzie Adam zaczął wypytywać się co robiły i czy podobało jej się:
-Tak, Rachel jest bardzo miłą osobą i myślę, że chyba mogłybyśmy być dobrymi przyjaciółkami- Opowiadała Lucy
-Wiesz, nie ma drugiej tak odpowiedniej osoby jak ona, z którą mogłabyś się zaprzyjaźnić.- Stwierdził z uśmiechem na twarzy Adam
-A tak w ogóle, gdzie my jedziemy?- Zainteresowała się dziewczyna
-Zobaczysz.- Odparł skupiając się na drodze
-No dobrze.- Zgodziła się i oparła głowę o swój zapięty pas, po czym zamknęła oczy i wsłuchiwała się w odgłosy radia, aż lekko przysnęła.
Obudziła się delikatnie szturchana w ramię:
-Ej, śpiochu, wstawaj.- Szeptał Adam; zatrzymali się gdzieś, nie wiedziała gdzie dokładnie.
-Coś się stało? Jesteśmy już w domu?- Zapytała
-Nie, chcę ci coś pokazać. Chodź.- Zachęcił ją, a ona odpięła pas i wysiadła z samochodu. Zimne powietrze owiało jej gołe ręce i nogi. Szybko odwinęła rękawy bluzy, lecz szortów nie potrafiła wydłużyć. Zimne powietrze lekko szczypało jej uda. Na szczęście niebawem obok niej pojawił się Adam, który poprowadził ją w ciemność:
-Gdzie my idziemy?- Zapytała
-Już niedaleko.- Uspokoił ją- To idealna pora, abyś to zobaczyła.- Oznajmił z nutą podekscytowania w głosie
-Adam, boję się.- Wyszeptała mocniej ściskając jego dużą i wiecznie przyjemnie ciepłą dłoń
-Nie masz czego. Jestem przy tobie.- Spojrzał na nią kojąco, a przynajmniej tak jej się wydawało, gdyż wokół panowała wręcz namacalna ciemność. Nie widziała nawet czubka swojego nosa.
W końcu zauważyła lekką neonową poświatę, która przedzierała się przez liście przed nimi. ,,Oznaka jakiejś cywilizacji" pomyślała z ulgą.
-To tutaj.- Powiedział Adam odchylając gałąź i przepuszczając Lucy, która była oślepiona nagłym blaskiem neonów.
-Co to jest?- Zapytała zasłaniając ręką oczy
-Jak zdejmiesz ręce z oczu to zobaczysz.- Objął ją od tyłu i oparł swój podbródek o jej głowę; wypowiedział to z takim zadowoleniem jakby chciał jej pokazać dzieło, które stworzył. Powoli odjęła dłonie od oczu i ku jej zdziwieniu stali na dosyć wysokiej skarpie, ale w stosownej odległości od jej krańca. Przed nią zataczała się panorama nocnego miasta. W oczy rzucał się pewien kształt wykonany z miliona różowych neonów. Prawdopodobnie w budynkach zapalono różowe światła. Wzrok jej się bardziej wyostrzył i zauważyła, że różowe neony tworzą serce:
-Wow.- Oczy jej się rozszerzyły i zrobiła krok do przodu, lecz żelazny uścisk Adama sprawił, że cofnęła się na swoje dawne miejsce
-Lepiej nie podchodź bliżej. Tam teren nie jest stabilny.- Upomniał ją, a ona pokiwała głową
-Piękny widok.- Zachwyciła się
-To specjalnie dla ciebie wiesz?- Zagadnął Adam
-Jak to?
-Noo, normalnie. Kiedy byłaś u Rachel, ja odwiedziłem kilka domów i poprosiłem o zapalenie różowego światła po osiemnaztej na godzinę i aby go nie gaszono.- Odparł- Dałem tym osobom różowe żarówki i małą łapówkę. Cóż, jak widać spełnili moją prośbę.- Rzekł z zachwytem patrząc przed siebie
-Długo ci to zajęło?- Zapytała
-Nie, średnio w jednym domu byłem kilka minut. Tylko chyba w czterech miałem małe problemy, ale jakoś sobie poradziłem.- Pocałował ją w głowę nadal obejmując
-Jesteś niesamowity.- Lekko obróciła się w jego ramionach i teraz oboje się przytulali. Czuła jak jego serce szybciej bije, jak lekko drży oraz jak uśmiecha się zadowolony z siebie
-Kocham cię.- Powiedział mocniej ją przytulając do siebie, a następnie schylając się pocałował ją w usta. Kiedy lekko się od niej odsunął usłyszał jej szept:
-Ja ciebie też kocham.- i jego serce zabiło jeszcze szybciej niż dotychczas...
Po zakończeniu posiłku nie bardzo wiedziały co robić, gdyż zostało tylko trzydzieści minut do osiemnastej. Zaczęcie kolejnego filmu byłoby bez sensu, więc musiały wymyślić sobie inne zajęcie. Wróciły znów do pokoju Rachel i usiadły na kanapie z laptopem, po czym zaczęły przeglądać youtube'a i pokazywać sobie nawzajem filmiki.
W końcu rozległ się dzwonek do drzwi, co oznaczało, że Adam przyjechał po Lucy. Szybko znalazły się w przedpokoju, gdzie już czekał zniecierpliwiony blondyn:
-Co tak długo?- Zapytał, gdy tylko je zobaczył, po czym podszedł do Lucy, schylił się i pocałował ją w policzek
-Byłyśmy zajęte.- Odparła Rachel z lekkim uśmiechem
-Ahaa. Czyżby?- Zaczął droczyć się Adam obejmując swoją żonę
-Taak.- Blondynka skrzyżowała ręce na piersi
-W każdym razie dziękuję Rachel, że zaprosiłaś do siebie Lucy i się nią zaopiekowałaś.- Podziękował
-Nie ma sprawy. Całkiem fajnie było.- Rachel posłała Lucy radosny uśmiech
-Mi też się podobało.- Poparła ją Lucy
-To bardzo się cieszę, że przyjemnie spędziłyście dzień.- Pogłaskał swoją ukochaną po głowie- A teraz, wybacz nam Rachel, ale musimy skoczyć w jeszcze jedno miejsce.- Przeprosił ją chłopak
-Ach, jak tak to lećcie. Później popiszemy na facebook'u?- Zwróciła się do Lucy, która kiwnęła głową na zgodę
-Dobranoc Rachel. I dziękuję za wszystko.- Adam na chwilę puścił Lucy i pocałował wierzch dłoni Rachel
-Dobranoc Adamie.- Odpowiedziała formalnie lekko zarumieniona- Cześć.- Pożegnała się ze swoją przyjaciółką poprzez uścisk
-Cześć.- Lucy również się pożegnała, po czym rozłączyły się z uścisku i trzymając się za ręce opuściła z Adamem rezydencję Rachel.
Kiedy już oboje siedzieli w samochodzie Adam zaczął wypytywać się co robiły i czy podobało jej się:
-Tak, Rachel jest bardzo miłą osobą i myślę, że chyba mogłybyśmy być dobrymi przyjaciółkami- Opowiadała Lucy
-Wiesz, nie ma drugiej tak odpowiedniej osoby jak ona, z którą mogłabyś się zaprzyjaźnić.- Stwierdził z uśmiechem na twarzy Adam
-A tak w ogóle, gdzie my jedziemy?- Zainteresowała się dziewczyna
-Zobaczysz.- Odparł skupiając się na drodze
-No dobrze.- Zgodziła się i oparła głowę o swój zapięty pas, po czym zamknęła oczy i wsłuchiwała się w odgłosy radia, aż lekko przysnęła.
Obudziła się delikatnie szturchana w ramię:
-Ej, śpiochu, wstawaj.- Szeptał Adam; zatrzymali się gdzieś, nie wiedziała gdzie dokładnie.
-Coś się stało? Jesteśmy już w domu?- Zapytała
-Nie, chcę ci coś pokazać. Chodź.- Zachęcił ją, a ona odpięła pas i wysiadła z samochodu. Zimne powietrze owiało jej gołe ręce i nogi. Szybko odwinęła rękawy bluzy, lecz szortów nie potrafiła wydłużyć. Zimne powietrze lekko szczypało jej uda. Na szczęście niebawem obok niej pojawił się Adam, który poprowadził ją w ciemność:
-Gdzie my idziemy?- Zapytała
-Już niedaleko.- Uspokoił ją- To idealna pora, abyś to zobaczyła.- Oznajmił z nutą podekscytowania w głosie
-Adam, boję się.- Wyszeptała mocniej ściskając jego dużą i wiecznie przyjemnie ciepłą dłoń
-Nie masz czego. Jestem przy tobie.- Spojrzał na nią kojąco, a przynajmniej tak jej się wydawało, gdyż wokół panowała wręcz namacalna ciemność. Nie widziała nawet czubka swojego nosa.
W końcu zauważyła lekką neonową poświatę, która przedzierała się przez liście przed nimi. ,,Oznaka jakiejś cywilizacji" pomyślała z ulgą.
-To tutaj.- Powiedział Adam odchylając gałąź i przepuszczając Lucy, która była oślepiona nagłym blaskiem neonów.
-Co to jest?- Zapytała zasłaniając ręką oczy
-Jak zdejmiesz ręce z oczu to zobaczysz.- Objął ją od tyłu i oparł swój podbródek o jej głowę; wypowiedział to z takim zadowoleniem jakby chciał jej pokazać dzieło, które stworzył. Powoli odjęła dłonie od oczu i ku jej zdziwieniu stali na dosyć wysokiej skarpie, ale w stosownej odległości od jej krańca. Przed nią zataczała się panorama nocnego miasta. W oczy rzucał się pewien kształt wykonany z miliona różowych neonów. Prawdopodobnie w budynkach zapalono różowe światła. Wzrok jej się bardziej wyostrzył i zauważyła, że różowe neony tworzą serce:
-Wow.- Oczy jej się rozszerzyły i zrobiła krok do przodu, lecz żelazny uścisk Adama sprawił, że cofnęła się na swoje dawne miejsce
-Lepiej nie podchodź bliżej. Tam teren nie jest stabilny.- Upomniał ją, a ona pokiwała głową
-Piękny widok.- Zachwyciła się
-To specjalnie dla ciebie wiesz?- Zagadnął Adam
-Jak to?
-Noo, normalnie. Kiedy byłaś u Rachel, ja odwiedziłem kilka domów i poprosiłem o zapalenie różowego światła po osiemnaztej na godzinę i aby go nie gaszono.- Odparł- Dałem tym osobom różowe żarówki i małą łapówkę. Cóż, jak widać spełnili moją prośbę.- Rzekł z zachwytem patrząc przed siebie
-Długo ci to zajęło?- Zapytała
-Nie, średnio w jednym domu byłem kilka minut. Tylko chyba w czterech miałem małe problemy, ale jakoś sobie poradziłem.- Pocałował ją w głowę nadal obejmując
-Jesteś niesamowity.- Lekko obróciła się w jego ramionach i teraz oboje się przytulali. Czuła jak jego serce szybciej bije, jak lekko drży oraz jak uśmiecha się zadowolony z siebie
-Kocham cię.- Powiedział mocniej ją przytulając do siebie, a następnie schylając się pocałował ją w usta. Kiedy lekko się od niej odsunął usłyszał jej szept:
-Ja ciebie też kocham.- i jego serce zabiło jeszcze szybciej niż dotychczas...
sobota, 15 października 2016
Rozdział 25 Talent Rachel
Zgodnie z obietnicą Lucy pojawiła się w rezydencji rodziny Eagle o godzinie trzynastej razem ze swoimi trzema książkami. Adam ją podwiózł i obiecał, że wróci po nią około osiemnastej. Rano wstała wyspana, nawet nie wiedziała kiedy zasnęła. Po prostu obudziła się w ramionach Adama. Kiedy wstała, on jeszcze spał, a była już dziesiąta. Szybko zerwała się z łóżka i poszła do swojego pokoju, aby się ogarnąć, co nie zajęło jej zbyt wiele czasu. Założyła dziś białą podkoszulkę, a na nią rozpinaną bluzę koloru szarego z pyszczkiem Totoro z anime ,,Mój sąsiad Totoro" z podwiniętymi rękawami. Do tego włożyła jeansowe szorty i długie do łydek trampki koloru kory drzewnej. Gdy opuszczała swój pokój zauważyła jak Yuki rozmawia z tym mega wysokim lokajem. Wyglądali jakby się całkiem nieźle dogadywali. Spojrzała na twarz mężczyzny. Gdy wyraźniej się mu przyjrzała zauważyła, że jest młodszy niż na początku jej się zdawało. Mógł mieć mniej więcej tyle lat co Adam, a nawet mniej! Patrzył na Yuki tak jak patrzy na nią Adam, tym rozmarzonym wzrokiem...
W każdym razie teraz stała przed ogromnymi drzwiami i patrzyła się w nie tępo. W końcu postanowiła nacisnąć dzwonek, a drzwi otworzyły się przed nią otworem. Gdy weszła do środka znalazła się w znajomym gigantycznym pomieszczeniu ze schodami rozchodzącymi się w lewo i prawo oraz kryształowym żyrandolem na środku sufitu. Sceneria niczym z wysoko budżetowego filmu o bogatych ludziach. Zaraz... To jest ten sam dom, gdzie kręcono takie filmy! Wszystko się zgadza. Dywany, obrazy, rzeźby... Zachwycała się tym wszystkim, gdy nagle została ,,zaatakowana" przez Rachel, która biegnąc przytuliła się do niej:
-No czeeeeeść!- Zaszczebiotała przyciskając ją do siebie- Czekałam na ciebie już od dwunastej.- Oznajmiła puszczając ją. Ubrana była w różowo pastelową zwiewną sukienkę do kolan z rękawami, jeansową kamizelkę i do tego żółto pastelowe rajstopy, a na nogach krótkie czarne converse.
-Serio?- Zdziwiła się Lucy
-Yhym.- Rachel pokiwała energicznie głową- Nie jesteś głodna?
-Nie, przed wyjściem jadłam.- Odparła brunetka
-No to chodźmy do mnie.- I tak zaprowadziła ją do swojego pokoju w którym panował pastelowy szał. Ściany były skąpane w pastelowym różu, meble oraz futryny drzwi i okien pomalowane na biało, pastelowo żółte zasłony, na parapecie pastelowe wazony z czerwonymi różami, a na ścianach zdjęcia Rachel z dzieciństwa w białych obwódkach. Od wejścia na prawo znajdowało się białe biurko z pastelowo różowym laptopem skąpanym w różnych nalepkach. Prócz laptopa na biurku leżał najnowszy biały smartfon firmy apple z ekranem 3D, pastelowo niebieskie słuchawki nauszne, kilka książek zarówno tych do czytania jak i do szkoły, jedno zdjęcie w białej ramce, kilka mazaków, porozrzucane kredki i niedokończony rysunek w dosyć grubym czystym zeszycie. Po drugiej stronie pokoju stało dwuosobowe łóżko z żółtą pastelową narzutą i całą masą poduszek w przeróżnych pastelowych kolorach. Na przeciwko wejścia znajdowało się okno, a pod oknem niewielka różowo- pastelowa kanapa dla dwóch osób. Nad oknem zauważyła zamontowany niewielki rzutnik wielkości kamerki internetowej, który zapewne był używany do oglądania filmów na ścianie i zamkniętych drzwiach:
-Witaj w moich skromnych progach.- Rzuciła radośnie Rachel
-Wow.- Zachwyciła się Lucy- Masz pokój jak księżniczka.
-E tam. Po prostu lubię pastelowy róż i inne tego typu kolory.- Odparła beztrosko- Co chcesz porobić?- Spojrzała na biurko, po czym zaczęła szybko je sprzątać.
-Eeem, noo nie wiem. Nigdy u nikogo nie byłam, tak, no wiesz... Sama, dla przyjemności.- Wyznała lekko zawstydzona brunetka
-To nic, ja też nie miałam takich gości, więc jesteśmy kwita. Zaraz coś wymyślimy.- Książki do czytania poodkładała na półkę, a książki do szkoły schowała do szuflady w biurku, tak samo jak kredki i mazaki. Teraz na widoku zostały jedynie słuchawki, telefon, laptop i rysunek. To ostatnie miała już pognieść i wyrzucić, gdy Lucy dostrzegła co na nim jest:
-Poczekaj! Nie wyrzucaj tego.
-Co? Dlaczego? Nie wyszedł mi...- Westchnęła Rachel
-Przecież narysowałaś kadr z filmu ,,Mój sąsiad Totoro"! I wyszło ci to bajecznie! Identycznie jak w filmie.- Na dwóch stronach zeszytu widniała scena, gdy dwie dziewczynki czekały z parasolem na przystanku autobusowym, a obok nich stał Totoro również z parasolem.
-Nie wyszedł mi. Totoro z parasolem wygląda okropnie.- Zamknęła zeszyt i odstawiła go na półkę z książkami
-Daj spokój, ja nawet parasola nie potrafię narysować.- Pocieszyła ją Lucy- Serio, pięknie ci wyszedł ten rysunek. Pokazałabyś mi więcej?- Poprosiła, a Rachel wyraźnie pocieszona z powrotem wzięła do ręki zeszycik i dała go Lucy do obejrzenia; dziewczyna zaczęła oglądać rysunki oraz szkice z przeróżnymi scenami z anime studia Ghibli. Rachel miała powalający talent do rysowania, a przynajmniej takie było zdanie Lucy. Ona w życiu nie narysowałaby nawet jednej postaci. Potrafiła rysować TYLKO drzewa. Nic innego jej nie wychodziło, prócz drzew...:
-Czy to jest ,,Ruchomy zamek Hauru"???- Zapytała Lucy z nutą aprobaty w głosie
-Pokaż.- Rachel rzuciła okiem na stronice zeszytu- Mhm, tak.- Potwierdziła- Rysowałam to trzy dni, łącznie z kolorowaniem.
-Tak krótko? Ja bym tego nie narysowała, ani nawet pokolorowała tak dobrze jak ty w trzy lata.- Zachwyciła się Lucy i odwróciła kartkę- Ooo, a to na pewno ,,Księżniczka Mononoke"!
-Tak, to ona.- Zaśmiała się blondynka- Ona akurat zabrała mi tylko dwie godziny. Miałam mały problem z wilkiem, ale jakoś sobie poradziłam. Ogółem lubię rysować, ale jeszcze bardziej kolorować.
-Sądząc po rysunkach lubisz oglądać anime?
-Mhm.- Przytaknęła.- Oglądam co noc jedno na rzutniku, chyba, że jestem zajęta albo bardzo chce mi się spać.
-Wow. Ja oglądałam tylko trzy.- Pożaliła się Lucy
-Jeśli chcesz możemy jakieś obejrzeć teraz.- Zaproponowała Rachel, a brunetka energicznie pokiwała głową.- Hmm... Co mogłabym ci puścić...- Zastanawiała się, a w tym czasie Lucy oglądała zdjęcia wiszące na ścianach.- O, wiem! Obejrzymy ,,Tajemniczy świat Arrietty".- Oznajmiła, po czym uruchomiła laptopa; Lucy przyglądała się zdjęciom. Na jednym z nich na oko siedmioletnia Rachel siedzi na huśtawce i patrzy się prosto w obiektyw z szerokim uśmiechem na twarzy. Na następnym widnieje jej zdjęcie klasowe. Była najwyższą i za razem najładniejszą dziewczynką w klasie. Gdy przyjrzała się baczniej zdjęciu dostrzegła Alberta. Największym zdziwieniem było to, że jej znajomy był zadziwiająco niski. Nawet niższy od Rachel. Na nosie miał duże czarne okulary- po tym go rozpoznała. No i oczywiście nie mogło zabraknąć też Adama. Jego można było bez trudu rozpoznać. Był wysoki, szczupły, przystojny, tylko jedna rzecz w nim ją niepokoiła. Jego wyraz twarzy... Jako jedyny nie uśmiechał się. Wyglądał na przygnębionego, jakby ktoś przed chwilą powiedział mu coś przykrego. Zrobiło jej się go szkoda. Chciała się o to zapytać Rachel, lecz w porę uzmysłowiła sobie, że ona niczego nie pamięta. Westchnęła i zorientowała się, że blondynka od dłuższego czasu jej się przygląda:
-Wiesz, że na początku nie wiedziałam, że to Adam?- Zagadnęła Rachel- Zawsze go pamiętałam jako wesołego chłopca, ale na tym zdjęciu nie jest podobny do siebie.- Przekręciła głowę lekko w prawo jakby myśląc, że pod innym kątem dostrzeże chociaż lekki uśmiech na jego twarzy- No, ale nie ważne co było. Ważne co jest i co będzie w przyszłości.- Posłała Lucy wesoły uśmiech, po czym gestem zaprosiła ją na kanapę. Lucy zasiadła na różowo- pastelowym tapczanie, a Rachel zasłoniła okno roletą i włączyła film...
W każdym razie teraz stała przed ogromnymi drzwiami i patrzyła się w nie tępo. W końcu postanowiła nacisnąć dzwonek, a drzwi otworzyły się przed nią otworem. Gdy weszła do środka znalazła się w znajomym gigantycznym pomieszczeniu ze schodami rozchodzącymi się w lewo i prawo oraz kryształowym żyrandolem na środku sufitu. Sceneria niczym z wysoko budżetowego filmu o bogatych ludziach. Zaraz... To jest ten sam dom, gdzie kręcono takie filmy! Wszystko się zgadza. Dywany, obrazy, rzeźby... Zachwycała się tym wszystkim, gdy nagle została ,,zaatakowana" przez Rachel, która biegnąc przytuliła się do niej:
-No czeeeeeść!- Zaszczebiotała przyciskając ją do siebie- Czekałam na ciebie już od dwunastej.- Oznajmiła puszczając ją. Ubrana była w różowo pastelową zwiewną sukienkę do kolan z rękawami, jeansową kamizelkę i do tego żółto pastelowe rajstopy, a na nogach krótkie czarne converse.
-Serio?- Zdziwiła się Lucy
-Yhym.- Rachel pokiwała energicznie głową- Nie jesteś głodna?
-Nie, przed wyjściem jadłam.- Odparła brunetka
-No to chodźmy do mnie.- I tak zaprowadziła ją do swojego pokoju w którym panował pastelowy szał. Ściany były skąpane w pastelowym różu, meble oraz futryny drzwi i okien pomalowane na biało, pastelowo żółte zasłony, na parapecie pastelowe wazony z czerwonymi różami, a na ścianach zdjęcia Rachel z dzieciństwa w białych obwódkach. Od wejścia na prawo znajdowało się białe biurko z pastelowo różowym laptopem skąpanym w różnych nalepkach. Prócz laptopa na biurku leżał najnowszy biały smartfon firmy apple z ekranem 3D, pastelowo niebieskie słuchawki nauszne, kilka książek zarówno tych do czytania jak i do szkoły, jedno zdjęcie w białej ramce, kilka mazaków, porozrzucane kredki i niedokończony rysunek w dosyć grubym czystym zeszycie. Po drugiej stronie pokoju stało dwuosobowe łóżko z żółtą pastelową narzutą i całą masą poduszek w przeróżnych pastelowych kolorach. Na przeciwko wejścia znajdowało się okno, a pod oknem niewielka różowo- pastelowa kanapa dla dwóch osób. Nad oknem zauważyła zamontowany niewielki rzutnik wielkości kamerki internetowej, który zapewne był używany do oglądania filmów na ścianie i zamkniętych drzwiach:
-Witaj w moich skromnych progach.- Rzuciła radośnie Rachel
-Wow.- Zachwyciła się Lucy- Masz pokój jak księżniczka.
-E tam. Po prostu lubię pastelowy róż i inne tego typu kolory.- Odparła beztrosko- Co chcesz porobić?- Spojrzała na biurko, po czym zaczęła szybko je sprzątać.
-Eeem, noo nie wiem. Nigdy u nikogo nie byłam, tak, no wiesz... Sama, dla przyjemności.- Wyznała lekko zawstydzona brunetka
-To nic, ja też nie miałam takich gości, więc jesteśmy kwita. Zaraz coś wymyślimy.- Książki do czytania poodkładała na półkę, a książki do szkoły schowała do szuflady w biurku, tak samo jak kredki i mazaki. Teraz na widoku zostały jedynie słuchawki, telefon, laptop i rysunek. To ostatnie miała już pognieść i wyrzucić, gdy Lucy dostrzegła co na nim jest:
-Poczekaj! Nie wyrzucaj tego.
-Co? Dlaczego? Nie wyszedł mi...- Westchnęła Rachel
-Przecież narysowałaś kadr z filmu ,,Mój sąsiad Totoro"! I wyszło ci to bajecznie! Identycznie jak w filmie.- Na dwóch stronach zeszytu widniała scena, gdy dwie dziewczynki czekały z parasolem na przystanku autobusowym, a obok nich stał Totoro również z parasolem.
-Nie wyszedł mi. Totoro z parasolem wygląda okropnie.- Zamknęła zeszyt i odstawiła go na półkę z książkami
-Daj spokój, ja nawet parasola nie potrafię narysować.- Pocieszyła ją Lucy- Serio, pięknie ci wyszedł ten rysunek. Pokazałabyś mi więcej?- Poprosiła, a Rachel wyraźnie pocieszona z powrotem wzięła do ręki zeszycik i dała go Lucy do obejrzenia; dziewczyna zaczęła oglądać rysunki oraz szkice z przeróżnymi scenami z anime studia Ghibli. Rachel miała powalający talent do rysowania, a przynajmniej takie było zdanie Lucy. Ona w życiu nie narysowałaby nawet jednej postaci. Potrafiła rysować TYLKO drzewa. Nic innego jej nie wychodziło, prócz drzew...:
-Czy to jest ,,Ruchomy zamek Hauru"???- Zapytała Lucy z nutą aprobaty w głosie
-Pokaż.- Rachel rzuciła okiem na stronice zeszytu- Mhm, tak.- Potwierdziła- Rysowałam to trzy dni, łącznie z kolorowaniem.
-Tak krótko? Ja bym tego nie narysowała, ani nawet pokolorowała tak dobrze jak ty w trzy lata.- Zachwyciła się Lucy i odwróciła kartkę- Ooo, a to na pewno ,,Księżniczka Mononoke"!
-Tak, to ona.- Zaśmiała się blondynka- Ona akurat zabrała mi tylko dwie godziny. Miałam mały problem z wilkiem, ale jakoś sobie poradziłam. Ogółem lubię rysować, ale jeszcze bardziej kolorować.
-Sądząc po rysunkach lubisz oglądać anime?
-Mhm.- Przytaknęła.- Oglądam co noc jedno na rzutniku, chyba, że jestem zajęta albo bardzo chce mi się spać.
-Wow. Ja oglądałam tylko trzy.- Pożaliła się Lucy
-Jeśli chcesz możemy jakieś obejrzeć teraz.- Zaproponowała Rachel, a brunetka energicznie pokiwała głową.- Hmm... Co mogłabym ci puścić...- Zastanawiała się, a w tym czasie Lucy oglądała zdjęcia wiszące na ścianach.- O, wiem! Obejrzymy ,,Tajemniczy świat Arrietty".- Oznajmiła, po czym uruchomiła laptopa; Lucy przyglądała się zdjęciom. Na jednym z nich na oko siedmioletnia Rachel siedzi na huśtawce i patrzy się prosto w obiektyw z szerokim uśmiechem na twarzy. Na następnym widnieje jej zdjęcie klasowe. Była najwyższą i za razem najładniejszą dziewczynką w klasie. Gdy przyjrzała się baczniej zdjęciu dostrzegła Alberta. Największym zdziwieniem było to, że jej znajomy był zadziwiająco niski. Nawet niższy od Rachel. Na nosie miał duże czarne okulary- po tym go rozpoznała. No i oczywiście nie mogło zabraknąć też Adama. Jego można było bez trudu rozpoznać. Był wysoki, szczupły, przystojny, tylko jedna rzecz w nim ją niepokoiła. Jego wyraz twarzy... Jako jedyny nie uśmiechał się. Wyglądał na przygnębionego, jakby ktoś przed chwilą powiedział mu coś przykrego. Zrobiło jej się go szkoda. Chciała się o to zapytać Rachel, lecz w porę uzmysłowiła sobie, że ona niczego nie pamięta. Westchnęła i zorientowała się, że blondynka od dłuższego czasu jej się przygląda:
-Wiesz, że na początku nie wiedziałam, że to Adam?- Zagadnęła Rachel- Zawsze go pamiętałam jako wesołego chłopca, ale na tym zdjęciu nie jest podobny do siebie.- Przekręciła głowę lekko w prawo jakby myśląc, że pod innym kątem dostrzeże chociaż lekki uśmiech na jego twarzy- No, ale nie ważne co było. Ważne co jest i co będzie w przyszłości.- Posłała Lucy wesoły uśmiech, po czym gestem zaprosiła ją na kanapę. Lucy zasiadła na różowo- pastelowym tapczanie, a Rachel zasłoniła okno roletą i włączyła film...
sobota, 8 października 2016
Rozdział 24 Zmartwienia
Razem z Adamem i teściami Lucy pożegnała swoją rodzinę, po czym wszyscy ruszyli na przedwczesną kolację:
-Masz bardzo miłą mamę.- Zwróciła się do Lucy Yvette- Jest taka rozmowna i ma wiele pomysłów.
-Dziękuję.- Podziękowała nieśmiałym głosem
-Żałuj, że nie słyszałaś jak wszystkie trzy grają i śpiewają.- Włączył się Adam
-Grały i śpiewały?- Zapytała z niedowierzaniem Yvette- Szkoda, że tego nie widziałam. To musiał być przyjemny widok...
-Ale mamo... Muzyka. Pięknie zagrały. A w szczególności Lucy. Jest z nich najbardziej utalentowana, chociaż wszystkie mają talent.- Pochwalił ją Adam
-Ależ ja to wiedziałam, że ona jest dla ciebie przeznaczona.- Zaszczebiotała Yvette; Lucy zażenowana całą sytuacją w geście ratunku spojrzała na pana Arthura, który wyglądał jakby nad czymś głęboko rozmyślał i nie słuchał otoczenia. Postanowiła wstać od stołu:
-Lucy, coś się stało?- Zapytał zatroskanym głosem Adam
-Już się najadłam. Dziękuję wszystkim za wspólny posiłek.- Dygnęła lekko i opuściła jadalnię.
Przez chwilę szła sama korytarzem, lecz szybko dogonił ją Adam:
-Wszystko w porządku?
-Tak.- Odparła krótko idąc dalej
-Jeżeli w jakiś sposób cię uraziłem to przepraszam...
-Nie, nie uraziłeś mnie.- Powiedziała szybko- Po prostu nie lubię jak się mówi o mojej rodzinie.- Wytłumaczyła- I mnie wychwala...- Dodała cicho
-To pierwsze rozumiem, a to drugie?- Był lekko zbity z tropu
-W moim domu nigdy mnie nie chwalono i po prostu czuję się nieswojo...- Westchnęła i zderzyła się z klatką piersiową chłopaka, który nie wiadomo skąd pojawił się przed nią i teraz ją przytulał. Lucy niepewnie odwzajemniła jego uścisk. Adam obejmował ją i nie bardzo wiedział co jej powiedzieć. Myśli pędziły jak szalone w zastraszającym tempie. Zaczęło mu się robić jej szkoda, więc delikatnie odsunął ją od siebie, lekko przykucnął i pocałował ją w usta. O dziwo nie protestowała, a nawet odwzajemniła pocałunek! Postanowił go pogłębić i w tym momencie usłyszał pospieszne kroki pokojówek. Szybko wziął Lucy na ręce nie przestając jej całować i ruszył z nią do swojego pokoju.
Gdy już znaleźli się w pomieszczeniu, do którego pokojówki nie mogły zbytnio wejść bez wezwania posadził ją na swoim łóżku i wpatrywał się w nią. Widział w niej osobę, którą kochał ponad własne życie. Mógł dla niej zrobić wszystko, bez względu na cenę. Już raz stracił swoją miłość, drugi raz do tego nie dopuści...:
-Coś się stało?- Z rozmyśleń wyrwał go łagodny głos Lucy z nutą zmartwienia
-Nie, wszystko w porządku.- Usiadł obok niej i nakrył swoją dużą dłonią jej drobną dłoń- Jestem tylko trochę zmęczony.- Z pozycji siedzącej walną się na łóżko i przymknął oczy
-Adam...
-Hm?
-To do ciebie niepodobne.- Powiedziała- Myślę, że martwisz się czymś...
-Niby czym miałbym się martwić?- Wysilił się na lekki i w miarę radosny ton
-Nie wiem.- Westchnęła i położyła się obok niego, a on delikatnie wsunął swoje ramie pod jej głowę
-Martwisz się tym, że ja się czymś martwię?- Zadał pytanie retoryczne z nutą rozbawienia w głosie
-Tak.
-To się nie martw.- Objął ją czule i ukrył w swych ramionach- Nic mi nie jest. Tylko czasami się zamyślam nad pewnymi sprawami.- Wytłumaczył jej- Bo ludzie, którzy z natury są najbardziej wesołymi ukrywają w sobie najwięcej bólu.- Dodał cicho
-Chodzi o Rachel?- Delikatnie uniosła głowę, aby spojrzeć mu w oczy
-Nie do końca.- Skłamał- Nieważne.- Uciął; nie lubił z nikim rozmawiać na jej temat; uważał to za pewien rodzaj tabu- rany, której nie należy rozdrapywać.
-Adam. Mi możesz wszytko powiedzieć, ale jak nie chcesz to nie musisz.- Znów położyła głowę na jego rękę; wiem, odparł w myślach, ale nie chcę się z nikim dzielić swoim bólem, sam sobie jakoś poradzę... Jak zawsze.
I zasnął.
-Masz bardzo miłą mamę.- Zwróciła się do Lucy Yvette- Jest taka rozmowna i ma wiele pomysłów.
-Dziękuję.- Podziękowała nieśmiałym głosem
-Żałuj, że nie słyszałaś jak wszystkie trzy grają i śpiewają.- Włączył się Adam
-Grały i śpiewały?- Zapytała z niedowierzaniem Yvette- Szkoda, że tego nie widziałam. To musiał być przyjemny widok...
-Ale mamo... Muzyka. Pięknie zagrały. A w szczególności Lucy. Jest z nich najbardziej utalentowana, chociaż wszystkie mają talent.- Pochwalił ją Adam
-Ależ ja to wiedziałam, że ona jest dla ciebie przeznaczona.- Zaszczebiotała Yvette; Lucy zażenowana całą sytuacją w geście ratunku spojrzała na pana Arthura, który wyglądał jakby nad czymś głęboko rozmyślał i nie słuchał otoczenia. Postanowiła wstać od stołu:
-Lucy, coś się stało?- Zapytał zatroskanym głosem Adam
-Już się najadłam. Dziękuję wszystkim za wspólny posiłek.- Dygnęła lekko i opuściła jadalnię.
Przez chwilę szła sama korytarzem, lecz szybko dogonił ją Adam:
-Wszystko w porządku?
-Tak.- Odparła krótko idąc dalej
-Jeżeli w jakiś sposób cię uraziłem to przepraszam...
-Nie, nie uraziłeś mnie.- Powiedziała szybko- Po prostu nie lubię jak się mówi o mojej rodzinie.- Wytłumaczyła- I mnie wychwala...- Dodała cicho
-To pierwsze rozumiem, a to drugie?- Był lekko zbity z tropu
-W moim domu nigdy mnie nie chwalono i po prostu czuję się nieswojo...- Westchnęła i zderzyła się z klatką piersiową chłopaka, który nie wiadomo skąd pojawił się przed nią i teraz ją przytulał. Lucy niepewnie odwzajemniła jego uścisk. Adam obejmował ją i nie bardzo wiedział co jej powiedzieć. Myśli pędziły jak szalone w zastraszającym tempie. Zaczęło mu się robić jej szkoda, więc delikatnie odsunął ją od siebie, lekko przykucnął i pocałował ją w usta. O dziwo nie protestowała, a nawet odwzajemniła pocałunek! Postanowił go pogłębić i w tym momencie usłyszał pospieszne kroki pokojówek. Szybko wziął Lucy na ręce nie przestając jej całować i ruszył z nią do swojego pokoju.
Gdy już znaleźli się w pomieszczeniu, do którego pokojówki nie mogły zbytnio wejść bez wezwania posadził ją na swoim łóżku i wpatrywał się w nią. Widział w niej osobę, którą kochał ponad własne życie. Mógł dla niej zrobić wszystko, bez względu na cenę. Już raz stracił swoją miłość, drugi raz do tego nie dopuści...:
-Coś się stało?- Z rozmyśleń wyrwał go łagodny głos Lucy z nutą zmartwienia
-Nie, wszystko w porządku.- Usiadł obok niej i nakrył swoją dużą dłonią jej drobną dłoń- Jestem tylko trochę zmęczony.- Z pozycji siedzącej walną się na łóżko i przymknął oczy
-Adam...
-Hm?
-To do ciebie niepodobne.- Powiedziała- Myślę, że martwisz się czymś...
-Niby czym miałbym się martwić?- Wysilił się na lekki i w miarę radosny ton
-Nie wiem.- Westchnęła i położyła się obok niego, a on delikatnie wsunął swoje ramie pod jej głowę
-Martwisz się tym, że ja się czymś martwię?- Zadał pytanie retoryczne z nutą rozbawienia w głosie
-Tak.
-To się nie martw.- Objął ją czule i ukrył w swych ramionach- Nic mi nie jest. Tylko czasami się zamyślam nad pewnymi sprawami.- Wytłumaczył jej- Bo ludzie, którzy z natury są najbardziej wesołymi ukrywają w sobie najwięcej bólu.- Dodał cicho
-Chodzi o Rachel?- Delikatnie uniosła głowę, aby spojrzeć mu w oczy
-Nie do końca.- Skłamał- Nieważne.- Uciął; nie lubił z nikim rozmawiać na jej temat; uważał to za pewien rodzaj tabu- rany, której nie należy rozdrapywać.
-Adam. Mi możesz wszytko powiedzieć, ale jak nie chcesz to nie musisz.- Znów położyła głowę na jego rękę; wiem, odparł w myślach, ale nie chcę się z nikim dzielić swoim bólem, sam sobie jakoś poradzę... Jak zawsze.
I zasnął.
sobota, 1 października 2016
Rozdział 23 Nie ma to jak siostry
Szli razem za rękę skąpaną w popołudniowym słońcu ulicą. Obok nich przejeżdżały drogie auta, a po chodniku tłumy przechodniów mijali ich w pośpiechu. Przez dłuższy czas szli w ciszy, lecz w końcu Lucy nie wytrzymała i zapytała:
-Jakich będziemy mieli gości?
-Och, nie powiedziałem ci?- Odpowiedział pytaniem- Twoja rodzina dzisiaj u nas będzie.
-Serio? - Lucy nie wiedziała czy ma się cieszyć czy martwić, ale wolała to pierwsze
-Mhm. Chodźmy szybciej.- Adam przyspieszył kroku
-Poczekaj, aż tak szybko nie chodzę.- Zwróciła mu uwagę dziewczyna, gdyż jeszcze chwila i zostałaby pozbawiona prawej ręki
-Ale jesteśmy delikatnie mówiąc lekko spóźnieni.- Odparł z lekkim zakłopotaniem
-Och, mogłeś wcześniej powiedzieć.- Wyrzuciła mu Lucy i postarała sie iść jeszcze szybciej, z czego jej chód przeszedł w trucht
-Wybacz, ale nie chciałem ci psuć zabawy, w szczególności, że razem z Rachel bardzo się polubiłyście.- W jego głosie dało się wykryć skruchę
-No dobrze.- Wiedziała, że to dla niego bardzo ważne, ale czy bardziej mu zależało na tym, by Rachel miała przyjaciółkę czy aby to ona była szczęśliwa i miała jeszcze kogoś prócz niego? Odtrąciła tą myśl, gdyż właśnie wchodzili po schodach posiadłości.
Drzwi otworzył Chris:
-Witam panicza i panienkę. Goście już siedzą w jadalni.- Poinformował ich wysoki lokaj, a Adam skierował tam swe kroki oraz żonę.
-Bardzo przepraszamy za spóźnienie.- Powiedzieli oboje, gdy tylko weszli do pomieszczenia pochylając sie głęboko w geście skruchy
-Nic nie szkodzi. Siadajcie do stołu.- Nakazał łagodnym tonem pan Arthur.
I tak zaczął się rodzinny obiad. Markus był ubrany w prążkowany garnitur koloru grafitowego, a Elisabeth w elegancką czarną suknię z białym kołnierzem. Kali o dziwo wyglądała jak na nią bardzo schludnie. Na sobie miała chabrową sukienkę do połowy ud, która nie była wydekoltowana ani zbyt jaskrawa. Jennifer miała taką samą sukienkę co jej mama.
Głównie głos zabierali Markus, Yevette oraz jej mąż. Rozmawiali o wczorajszej ceremonii zaślubin oraz w wspaniałym weselu. Ciągle chwalili jedzenie oraz zachowanie państwa młodych, a nawet planowali dla nich niedaleką przyszłość. Po zakończonym posiłku Markus poprosił Arthura na stronę. W jadalni zostały wszystkie dziewczęta i Adam:
-Czy nasi goście zostali oprowadzeni po naszym domu?- Zapytał starając się imitując głos ojca- stanowczy, lecz łagodny
-Jeszcze nie.- Odparła Yvette- Więc najwyższy czas ich oprowadzić.- Zaszczebiotała i podniosła z siedzenia Elisabeth- Adam i Lucy, oprowadźcie te dwie młode damy, a ja pójdę na przechadzkę z mamą mojej synowej.- Oznajmiła i razem ze zdezorientowaną brunetką zniknęły za drzwiami
-No to co, idziemy?- Zapytał już swoim głosem Adam, a dziewczynki pokiwały głowami na zgodę.
Ogółem milczały, gdyż blondyn opowiadał różne historie związane z danym pokojem, lecz te milczenie nie trwało zbyt długo, gdyż niebawem doszli do pokoju muzycznego. Kali przebiegła przez jego całą długość i dopadła czarną gitarę elektryczną:
-Kali!- Zwróciła jej uwagę Lucy
-Nie, spokojnie, niech zagra coś.- Uspokoił ją Adam kładąc swoją dużą dłoń na jej ramieniu
-Mogę zagrać ,,I Apologize".- Zaproponowała szybko Kali, żeby jej starsza siostra nie zdążyła się sprzeciwić
-Świetnie, więc zagraj.- Zachęcił ją Adam, a Lucy pobielała
-Adam, ty wiesz o jakie ,,I Apologize" jej chodzi?- Zapytała cicho, gdyż Kali już przygotowywała się do zagrania utworu
-No pewnie.- Zapewnił ją, a dziewczyna z lekką obawą spoglądała na młodszą siostrę, która stroiła instrument
-A są tutaj skrzypce?- Zainteresowała się Jennifer
-Pewnie, że są. Mamy wszystkie instrumenty jakie istnieją.- Odpowiedział jej blondyn
-Wszystkie? Nawet ukulele?
-Mhm.- Przytaknął- Skrzypce są po lewej stronie.- Poinformował dziewczynkę, a ona szybko podbiegła i wzięła do rąk skrzypce- U was w domu każdy na czymś gra?- Zadał pytanie dla Lucy z nutą rozbawienia
-Nie, tylko my.- Odparła dziewczyna myśląc jak przekonać Kali, aby nie zagrała aż tak przerażającej piosenki- Ej, co wy na to byśmy zagrały ,,I Would Do Anything For Love"?- Obie ochoczo pokiwały głowami.
Lucy zaczęła grać na fortepianie, tuż obok niej stanęła Jennifer z gotowymi do gry skrzypcami. Kali stanęła najbliżej jak pozwalał jej kabel podłączony do głośnika.
Pierwsze zdanie zaśpiewała Jennifer swoim jeszcze dziecięcym głosikiem. Kolejne należało do Kali. Trzecie do Lucy i tak aż do pierwszej zwrotki, którą śpiewała najstarsza z sióstr. Wtedy obie dziewczynki dołączyły się ze swoimi instrumentami. Następnie refren zaśpiewały razem, a kolejną zwrotkę znów sama Lucy. I mniej więcej w taki sposób zaśpiewały oraz zagrały całą piosnkę.
Nagle do pokoju zajrzeli Markus i Arthur:
-Dziewczynki. Już pora na nas.- Ponaglił je brunet, który przy Arthurze wyglądał na dosyć niskiego człowieka, po czym zniknął razem ze swoim towarzyszem.
-Wow, To było niesamowite!- Pochwalił je Adam
-Dzięki.- Podziękowała Kali
-Dziękujemy.- Dołączyła się słodkim głosikiem Jennifer
-Na prawdę, wspaniale,- Adam objął Lucy, gdy ta tylko odeszła od fortepianu- Chodźcie odprowadzimy was do drzwi.- Zaoferował i we czwórkę opuścili pokój muzyczny.
-Jakich będziemy mieli gości?
-Och, nie powiedziałem ci?- Odpowiedział pytaniem- Twoja rodzina dzisiaj u nas będzie.
-Serio? - Lucy nie wiedziała czy ma się cieszyć czy martwić, ale wolała to pierwsze
-Mhm. Chodźmy szybciej.- Adam przyspieszył kroku
-Poczekaj, aż tak szybko nie chodzę.- Zwróciła mu uwagę dziewczyna, gdyż jeszcze chwila i zostałaby pozbawiona prawej ręki
-Ale jesteśmy delikatnie mówiąc lekko spóźnieni.- Odparł z lekkim zakłopotaniem
-Och, mogłeś wcześniej powiedzieć.- Wyrzuciła mu Lucy i postarała sie iść jeszcze szybciej, z czego jej chód przeszedł w trucht
-Wybacz, ale nie chciałem ci psuć zabawy, w szczególności, że razem z Rachel bardzo się polubiłyście.- W jego głosie dało się wykryć skruchę
-No dobrze.- Wiedziała, że to dla niego bardzo ważne, ale czy bardziej mu zależało na tym, by Rachel miała przyjaciółkę czy aby to ona była szczęśliwa i miała jeszcze kogoś prócz niego? Odtrąciła tą myśl, gdyż właśnie wchodzili po schodach posiadłości.
Drzwi otworzył Chris:
-Witam panicza i panienkę. Goście już siedzą w jadalni.- Poinformował ich wysoki lokaj, a Adam skierował tam swe kroki oraz żonę.
-Bardzo przepraszamy za spóźnienie.- Powiedzieli oboje, gdy tylko weszli do pomieszczenia pochylając sie głęboko w geście skruchy
-Nic nie szkodzi. Siadajcie do stołu.- Nakazał łagodnym tonem pan Arthur.
I tak zaczął się rodzinny obiad. Markus był ubrany w prążkowany garnitur koloru grafitowego, a Elisabeth w elegancką czarną suknię z białym kołnierzem. Kali o dziwo wyglądała jak na nią bardzo schludnie. Na sobie miała chabrową sukienkę do połowy ud, która nie była wydekoltowana ani zbyt jaskrawa. Jennifer miała taką samą sukienkę co jej mama.
Głównie głos zabierali Markus, Yevette oraz jej mąż. Rozmawiali o wczorajszej ceremonii zaślubin oraz w wspaniałym weselu. Ciągle chwalili jedzenie oraz zachowanie państwa młodych, a nawet planowali dla nich niedaleką przyszłość. Po zakończonym posiłku Markus poprosił Arthura na stronę. W jadalni zostały wszystkie dziewczęta i Adam:
-Czy nasi goście zostali oprowadzeni po naszym domu?- Zapytał starając się imitując głos ojca- stanowczy, lecz łagodny
-Jeszcze nie.- Odparła Yvette- Więc najwyższy czas ich oprowadzić.- Zaszczebiotała i podniosła z siedzenia Elisabeth- Adam i Lucy, oprowadźcie te dwie młode damy, a ja pójdę na przechadzkę z mamą mojej synowej.- Oznajmiła i razem ze zdezorientowaną brunetką zniknęły za drzwiami
-No to co, idziemy?- Zapytał już swoim głosem Adam, a dziewczynki pokiwały głowami na zgodę.
Ogółem milczały, gdyż blondyn opowiadał różne historie związane z danym pokojem, lecz te milczenie nie trwało zbyt długo, gdyż niebawem doszli do pokoju muzycznego. Kali przebiegła przez jego całą długość i dopadła czarną gitarę elektryczną:
-Kali!- Zwróciła jej uwagę Lucy
-Nie, spokojnie, niech zagra coś.- Uspokoił ją Adam kładąc swoją dużą dłoń na jej ramieniu
-Mogę zagrać ,,I Apologize".- Zaproponowała szybko Kali, żeby jej starsza siostra nie zdążyła się sprzeciwić
-Świetnie, więc zagraj.- Zachęcił ją Adam, a Lucy pobielała
-Adam, ty wiesz o jakie ,,I Apologize" jej chodzi?- Zapytała cicho, gdyż Kali już przygotowywała się do zagrania utworu
-No pewnie.- Zapewnił ją, a dziewczyna z lekką obawą spoglądała na młodszą siostrę, która stroiła instrument
-A są tutaj skrzypce?- Zainteresowała się Jennifer
-Pewnie, że są. Mamy wszystkie instrumenty jakie istnieją.- Odpowiedział jej blondyn
-Wszystkie? Nawet ukulele?
-Mhm.- Przytaknął- Skrzypce są po lewej stronie.- Poinformował dziewczynkę, a ona szybko podbiegła i wzięła do rąk skrzypce- U was w domu każdy na czymś gra?- Zadał pytanie dla Lucy z nutą rozbawienia
-Nie, tylko my.- Odparła dziewczyna myśląc jak przekonać Kali, aby nie zagrała aż tak przerażającej piosenki- Ej, co wy na to byśmy zagrały ,,I Would Do Anything For Love"?- Obie ochoczo pokiwały głowami.
Lucy zaczęła grać na fortepianie, tuż obok niej stanęła Jennifer z gotowymi do gry skrzypcami. Kali stanęła najbliżej jak pozwalał jej kabel podłączony do głośnika.
Pierwsze zdanie zaśpiewała Jennifer swoim jeszcze dziecięcym głosikiem. Kolejne należało do Kali. Trzecie do Lucy i tak aż do pierwszej zwrotki, którą śpiewała najstarsza z sióstr. Wtedy obie dziewczynki dołączyły się ze swoimi instrumentami. Następnie refren zaśpiewały razem, a kolejną zwrotkę znów sama Lucy. I mniej więcej w taki sposób zaśpiewały oraz zagrały całą piosnkę.
Nagle do pokoju zajrzeli Markus i Arthur:
-Dziewczynki. Już pora na nas.- Ponaglił je brunet, który przy Arthurze wyglądał na dosyć niskiego człowieka, po czym zniknął razem ze swoim towarzyszem.
-Wow, To było niesamowite!- Pochwalił je Adam
-Dzięki.- Podziękowała Kali
-Dziękujemy.- Dołączyła się słodkim głosikiem Jennifer
-Na prawdę, wspaniale,- Adam objął Lucy, gdy ta tylko odeszła od fortepianu- Chodźcie odprowadzimy was do drzwi.- Zaoferował i we czwórkę opuścili pokój muzyczny.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




