sobota, 17 września 2016

Rozdział 21 Nowa przyjaciółka?

Adam trzymał w rękach jej torby z zakupami, lecz gdy teraz znalazł się przy stoliku postawił je na podłodze obok ich właścicielki i usiadł obok Lucy:
-Więc Rachel, to jest Lucy. Moja żona.- Przedstawił ją swojej byłej narzeczonej
-Och, faktycznie. Wcześniej nie zwróciłam uwagi na tą sukienkę.- Wyglądała dosyć miło i pogodnie- Cześć, jestem Rachel. Miło mi cię poznać.- Podała jej rękę przez stół, a Lucy uścisnęła ją delikatnie
-Lucy.- Tylko tyle powiedziała, bez żadnego ,,miło cię poznać" lub ,,jak się masz?"
-Cześć Rachel.- Przywitał sie z nią Albert, obok którego siedziała
-Witaj.- Odparła chłodnym tonem nie patrząc na niego
-Ach, Albert. Wybacz, że wcześniej tego nie zrobiliśmy, to może teraz pójdziemy po tą grę?- Zaproponował Adam- A Lucy zostanie z Rachel i trochę się poznają.
-Czemu nie.- Odparł jego przyjaciel wstając od stołu
-W takim razie zaraz wrócimy.- Poinformował je blondyn i razem z Albertem poszli do sklepu z grami. Przez chwilę między dziewczętami panowała irytująca cisza, nie licząc odgłosu przypalanych bułek i ciamkań jedzących ludzi:
-Więc, czytasz książki?- Zainteresowała się Rachel spoglądając na ,,Miasto Kości"
-Co? Ach, tak.- Lucy delikatnie pogładziła okładkę- Też lubisz książki?
-Mhm.- Pokiwała energicznie głową.- Jeszcze nie czytałam ,,Darów Anioła", ale słyszałam, że są po prostu boskie.
-Ja dzisiaj zaczęłam. Całkiem ciekawie się zapowiada, ale szczerze mówiąc, wolę ,,Diabelskie Maszyny".- Odparła Lucy
-,,Diabelskie Maszyny"?- Zainteresowała się Rachel
-Yhym. To tak jakby prolog do ,,Darów Anioła".- Wyjaśniła krótko- Strasznie wciąga. I bohaterowie są wręcz powalający.- Zaśmiała się lekko przypominając sobie poszczególne fragmenty książki
-Muszę koniecznie przeczytać. Tylko nie bardzo mam skąd wziąć. Strasznie ciężko jest znaleźć tak stare książki.- Pożaliła się Rachel
-Jeśli chcesz, mogę ci pożyczyć.- Zaoferowała Lucy
-Na prawdę?- Ucieszyła się- Jesteś cudowna.- Była strasznie ładna, gdy się uśmiechała, w ogóle gdy była szczęśliwa- Może chciałabyś pójść ze mną na zakupy? Dostałam od tatka troche kasy, którą spokojnie mogę wydać na co chcę. Kupię ci coś.- Oznajmiła nie czekając na zgodę Lucy- A tak ogólnie to mało o sobie wiemy, może najpierw ty mi się przedstawisz? No fakt, Adam trochę mówił mi o tobie, że masz dwie siostry, byłaś Arystokratką, i że ciężko o ciebie walczył, ale to jak dla mnie to za mało informacji.- Lucy zdziwiła się na słowa, że Adam walczył o nią... Ale w jakim sensie walczył?
-No to... Cóż. Moje panieńskie nazwisko to Friday...
-Jak piątek?- Zdziwiła się Rachel
-Mhm, jak piątek.- Przytknęła Lucy
-Wow! Czyli twój tata jest szefem tej firmy od papierosów?- Rachel chciała się upewnić
-Tak.
-Mój tata kupuje te papierosy! Podobno są najlepsze w całym regionie. Ech, przepraszam, że ci przerwałam. To mój taki zły nawyk.
-Nic się nie stało. Mi też się to często zdarza.- Uspokoiła ją Lucy i kontynuowała- Adam ma rację, że mam dwie siostry. Obie są ode mnie młodsze...- I znowu przerwała jej Rachel
-Och! To na pewno fajne uczucie mieć siostrę.- Rozmarzyła się- A co dopiero dwie! Mogłybyśmy chodzić razem na zakupy, doradzać co włożyć, pożyczać sobie książki...
-Nie, stanowczo to nie jest fajne.- Od razu uprzedziła ją Lucy- Młodsze siostry są okropnie irytujące. Biorą twoje rzeczy bez twojej zgody, ubierają się w twoje ubrania, buszują po twoim pokoju. Zupełny brak prywatności. Trzeba posiadać umiejętności dobrego chowania ważnych rzeczy, aby się do nich nie dobrały...
-A ile mają lat?
-Jedna trzynaście, a druga dziesięć. Kali, ta starsza, na szczęście ma własny styl i charakter bardziej buntowniczki. Wszystko robi wszystkim na przekór, Gdy tata prosi, żebyśmy się ubierały jak na damy przystało, ona ubiera się jak na dyskotekę. Strasznie się spóźnia. Wiecznie jest niewyspana. Ale czasami jest całkiem miła. Da się z nią porozmawiać i w ogóle, ale to tylko wieczorem, kiedy jej limit irytowania innych spada do zera.
-A co z drugą siostrą?- Zainteresowała się blondynka
-Jennifer zachowuje się troche jak mój klon. Ubiera się podobnie, a raczej stara się. Podobnie się czesze, próbuje czytać moje książki, ale ją zazwyczaj wyganiam z pokoju. Też gra na jakimś instrumencie. W ogóle we wszystkim mnie naśladuje, co jest strasznie irytujące.- Skończyła i zauważyła, że Rachel patrzy się na nią jakoś inaczej
-Umiesz na czymś grać? To rzadkość wśród dzieci Arystokratów.- Pochwaliła ją
-Taak. Tata strasznie naciskał na staromodne tradycje i wychowanie. Dlatego Adam ciągle mi mówi, że jestem sztywna.- Zaśmiała się lekko- A tak poza tym to gram na fortepianie.
-Hah. Jak na razie nic nie słyszałam od niego, żeby się żalił na to, że jesteś sztywna. Jak dla mnie jesteś strasznie wesołą i ciekawą osobą.- Wyznała jej Rachel
-Dzięki. To może teraz ty opowiesz mi o sobie?
-Jasne! Moje panieńskie i obecne nazwisko to Eagle. Jak orzeł.- Zaśmiała się- No i cóż, nie mam rodzeństwa, ani na niczym nie gram, ale potrafię być kreatywna i ładnie rysować. Rodzice nie bardzo mają czasu dla mnie, więc muszę sobie jakoś sama radzić. Czytam książki, rysuję, trochę siedzę na tablecie. Nigdzie nie wychodzę. Po prostu nie mam takiej osoby, z którą mogłabym spędzać czas na okrągło. Tak jak Adam i Albert.- Westchnęła
-Jeśli chcesz, możesz go ze mną spędzać.- Zaoferowała Lucy- Teraz mieszkam u Adama, a moje rodzinne miasto jest oddalone o jakieś sto czterdzieści kilometrów. Więc też nie mam za wielu znajomych.
-No to świetnie! Zostaniemy przyjaciółkami!- Oznajmiła Rachel szeroko się uśmiechając; trzeba przyznać, że jej radość była zaraźliwa. Lucy również wreszcie uśmiechnęła się pewnie. Cieszyła się, że znalazł się ktoś, z kim mogłaby rozmawiać całymi nocami o książkach i innych babskich sprawach- Chcesz może wpaść do mnie jutro? Na takie babskie popołudnie.- Zapytała
-Ale ja nie wiem, gdzie mieszkasz.- odparła zakłopotanym głosem brunetka
-Spokojnie, Adam wie. Może cie podwieźć, a później przyjechać po ciebie.- Uspokoiła ją- To jak?
-No dobrze.- Zgodziła się Lucy
-To świetnie! W takim razie wpadniesz do mnie na trzynastą. A i jeszcze jedno: jesteś na coś uczulona? Pytam o potrawy.
-Raczej nie, a bynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
-Cudnie! No to jesteśmy umówione.- I tak oto trajkotały dopóki Adam i Albert nie wrócili z nowymi grami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz