-Cześć dziewczyny. I jak tam?- Przywitał sie Adam siadając na swoje stałe miejsce obok swojej żony, a Albert obok swojej ex narzeczonej
-Dobrze.- Odpowiedziały obie jednocześnie i zachichotały jak małe dziewczynki
-Widzę, że się chyba polubiłyście, co mnie...- Przerwał, bo Albert kopnął go pod stołem i popatrzył na niego znacząco-... Nas, bardzo cieszy.- Dokończył dyskretnie masując bolący piszczel
-Twoja żona jest taka rozmowna i wesoła.- Oznajmiła zadowolona Rachel
-Doprawdy?- Adam popatrzył badawczym, a zarazem radosnym wzrokiem na Lucy, która cały czas się uśmiechała
-Mhm.- Przytaknęła Rachel- A, mogę ją zabrać na zakupy?
-Kiedy?- Odezwał się Albert, chyba nie lubił jak się o nim zapominało
-Teraz.- Odparła blondynka jakby to pytanie zadał Adam
-No ok. Tylko niedługo wróćcie.- Zgodził się chłopak, po czym obaj z Albertem wstali ze swoich miejsc, aby przepuścić wychodzące dziewczyny:
-Adam.- Zwróciła się do niego Lucy
-Tak?- Chłopcy już siedzieli na swoich dawnych miejscach
-Popilnujesz książki?- Zapytała błagalnym głosem
-Oczywiście, ale pod jednym warunkiem...- Nie dokończył, bo Lucy znała ten warunek. Lekko się pochyliła i pocałowała go w policzek- Dobrze, idź.- Uśmiechnął się do niej promiennie
-Adaam.- Zawyła błagalnie Rachel- A popilnujesz moich toreb?
-Ja mogę.- Zaoferował Albert; popatrzyła na niego z pogardą, lecz kiwnęła głową na zgodę, po czym odwróciła się na szpilce i razem z Lucy poszły obejść galerię, która była zbliżona rozmiarem do największego stadionu piłkarskiego na świecie.
Rachel szła po prawej stronie Lucy przewyższając ją na swoich szpilkach o parę ładnych centymetrów i trajkotała o różnych stylizacjach jakie czasami tworzy na tablecie w wolnych chwilach. Po chwili gwałtownie się zatrzymałam i zaproponowała wejście do bardzo drogiego sklepu z biżuterią:
-Chodź!- Zawołała radosnym głosem
-Ale Rachel, tam jest strasznie drogo!- Zaprotestowała Lucy
-Oj, no daj spokój. Dla mnie to normalka.- Chwyciła ją za rękę i wepchnęła do środka.
W sklepie panował złoty blask, który potrafił oślepić równie dobrze jak śnieżnobiały pokój Lucy. Wszędzie stały gabloty z pięknie wyeksponowaną biżuterią. Pod jedną ze ścian znajdowały się same naszyjniki, pod drugą bransoletki, pod trzecią pierścionki, a na środku sklepu mini gablotki z kolczykami:
-Zobacz jakie te kolczyki są piękne!- Rachel pociągnęła Lucy za rękę pokazując jej parę kolczyków w kształcie serduszek
-Nooo, są nawet ładne.- Zgodziła się z nią Lucy
-Muszę je kupić.- Oznajmiła blondynka i poprosiła ekspedientkę o zapakowanie kolczyków
-No dobrze, jak chcesz.- Westchnęła dziewczyna.
Po zakupieniu kolczyków ruszyły na dalsze zakupy. Weszły do kilkunastu sklepów z ubraniami, butami i kosmetykami. Było tam kilka ciekawych rzeczy, które Lucy przymierzyła lub testowała , lecz nic nie pasowało do niej. W końcu znalazła wełnianą lekko wyblakłą jasno szarą bluzę, którą postanowiła zakupić:
-Nie!- Sprzeciwiła się Rachel, a Lucy zrobiła zdziwioną minę
-Ale dlaczego?
-Ja ci ją kupię.- Oznajmiła dziewczyna- Przecież obiecałam, że ci coś kupię więc...
-Aha, no dobrze, jak chcesz.- Dała za wygraną; czuła, że Rachel jak chce potrafi być uparta.
I tak oto bluza okazała się pierwszym prezentem od jej nowej przyjaciółki.
-Chciałam ci ją kupić dlatego, że będzie ci o mnie przypominać.- Posłała jej radosny uśmiech blondynka, a Lucy ten uśmiech odwzajemniła i wróciły do chłopaków:
-I jak tam? Kupiłaś jakieś nowe książki?- Zażartował Adam obejmując czule swoją żonę, która pokręciła przecząco głową
-Kupiłam jej sweter.- Pochwaliła się Rachel
-Sweter? Przecież jest jeszcze lato!- Oburzył się Albert, który oberwał łokciem w brzuch
-Będzie miała na zimę.- Odfuknęła blondynka
-Mhm.- Pokiwała głową Lucy
-Chyba będziemy się zbierać.- Oznajmił Adam patrząc na srebrny zegarek na swojej ręce
-Co? Dlaczego?!- Oburzyła sie Rachel
-Niedługo będzie u nas obiad, a później będziemy mieli gości.- Wyjaśnił jej spokojnie blondyn; jakich gości?, przeszło Lucy przez głowę
-No dobrze, to idźcie.- Zezwolił im Albert, a Rachel rzuciła mu zabójcze spojrzenie
-To do jutra.- Pożegnała się Lucy ze swoją przyjaciółką, która jej pomachała
-Cześć.- Adam również się pożegnał i trzymając Lucy za rękę ruszyli do wyjścia.
sobota, 24 września 2016
sobota, 17 września 2016
Rozdział 21 Nowa przyjaciółka?
Adam trzymał w rękach jej torby z zakupami, lecz gdy teraz znalazł się przy stoliku postawił je na podłodze obok ich właścicielki i usiadł obok Lucy:
-Więc Rachel, to jest Lucy. Moja żona.- Przedstawił ją swojej byłej narzeczonej
-Och, faktycznie. Wcześniej nie zwróciłam uwagi na tą sukienkę.- Wyglądała dosyć miło i pogodnie- Cześć, jestem Rachel. Miło mi cię poznać.- Podała jej rękę przez stół, a Lucy uścisnęła ją delikatnie
-Lucy.- Tylko tyle powiedziała, bez żadnego ,,miło cię poznać" lub ,,jak się masz?"
-Cześć Rachel.- Przywitał sie z nią Albert, obok którego siedziała
-Witaj.- Odparła chłodnym tonem nie patrząc na niego
-Ach, Albert. Wybacz, że wcześniej tego nie zrobiliśmy, to może teraz pójdziemy po tą grę?- Zaproponował Adam- A Lucy zostanie z Rachel i trochę się poznają.
-Czemu nie.- Odparł jego przyjaciel wstając od stołu
-W takim razie zaraz wrócimy.- Poinformował je blondyn i razem z Albertem poszli do sklepu z grami. Przez chwilę między dziewczętami panowała irytująca cisza, nie licząc odgłosu przypalanych bułek i ciamkań jedzących ludzi:
-Więc, czytasz książki?- Zainteresowała się Rachel spoglądając na ,,Miasto Kości"
-Co? Ach, tak.- Lucy delikatnie pogładziła okładkę- Też lubisz książki?
-Mhm.- Pokiwała energicznie głową.- Jeszcze nie czytałam ,,Darów Anioła", ale słyszałam, że są po prostu boskie.
-Ja dzisiaj zaczęłam. Całkiem ciekawie się zapowiada, ale szczerze mówiąc, wolę ,,Diabelskie Maszyny".- Odparła Lucy
-,,Diabelskie Maszyny"?- Zainteresowała się Rachel
-Yhym. To tak jakby prolog do ,,Darów Anioła".- Wyjaśniła krótko- Strasznie wciąga. I bohaterowie są wręcz powalający.- Zaśmiała się lekko przypominając sobie poszczególne fragmenty książki
-Muszę koniecznie przeczytać. Tylko nie bardzo mam skąd wziąć. Strasznie ciężko jest znaleźć tak stare książki.- Pożaliła się Rachel
-Jeśli chcesz, mogę ci pożyczyć.- Zaoferowała Lucy
-Na prawdę?- Ucieszyła się- Jesteś cudowna.- Była strasznie ładna, gdy się uśmiechała, w ogóle gdy była szczęśliwa- Może chciałabyś pójść ze mną na zakupy? Dostałam od tatka troche kasy, którą spokojnie mogę wydać na co chcę. Kupię ci coś.- Oznajmiła nie czekając na zgodę Lucy- A tak ogólnie to mało o sobie wiemy, może najpierw ty mi się przedstawisz? No fakt, Adam trochę mówił mi o tobie, że masz dwie siostry, byłaś Arystokratką, i że ciężko o ciebie walczył, ale to jak dla mnie to za mało informacji.- Lucy zdziwiła się na słowa, że Adam walczył o nią... Ale w jakim sensie walczył?
-No to... Cóż. Moje panieńskie nazwisko to Friday...
-Jak piątek?- Zdziwiła się Rachel
-Mhm, jak piątek.- Przytknęła Lucy
-Wow! Czyli twój tata jest szefem tej firmy od papierosów?- Rachel chciała się upewnić
-Tak.
-Mój tata kupuje te papierosy! Podobno są najlepsze w całym regionie. Ech, przepraszam, że ci przerwałam. To mój taki zły nawyk.
-Nic się nie stało. Mi też się to często zdarza.- Uspokoiła ją Lucy i kontynuowała- Adam ma rację, że mam dwie siostry. Obie są ode mnie młodsze...- I znowu przerwała jej Rachel
-Och! To na pewno fajne uczucie mieć siostrę.- Rozmarzyła się- A co dopiero dwie! Mogłybyśmy chodzić razem na zakupy, doradzać co włożyć, pożyczać sobie książki...
-Nie, stanowczo to nie jest fajne.- Od razu uprzedziła ją Lucy- Młodsze siostry są okropnie irytujące. Biorą twoje rzeczy bez twojej zgody, ubierają się w twoje ubrania, buszują po twoim pokoju. Zupełny brak prywatności. Trzeba posiadać umiejętności dobrego chowania ważnych rzeczy, aby się do nich nie dobrały...
-A ile mają lat?
-Jedna trzynaście, a druga dziesięć. Kali, ta starsza, na szczęście ma własny styl i charakter bardziej buntowniczki. Wszystko robi wszystkim na przekór, Gdy tata prosi, żebyśmy się ubierały jak na damy przystało, ona ubiera się jak na dyskotekę. Strasznie się spóźnia. Wiecznie jest niewyspana. Ale czasami jest całkiem miła. Da się z nią porozmawiać i w ogóle, ale to tylko wieczorem, kiedy jej limit irytowania innych spada do zera.
-A co z drugą siostrą?- Zainteresowała się blondynka
-Jennifer zachowuje się troche jak mój klon. Ubiera się podobnie, a raczej stara się. Podobnie się czesze, próbuje czytać moje książki, ale ją zazwyczaj wyganiam z pokoju. Też gra na jakimś instrumencie. W ogóle we wszystkim mnie naśladuje, co jest strasznie irytujące.- Skończyła i zauważyła, że Rachel patrzy się na nią jakoś inaczej
-Umiesz na czymś grać? To rzadkość wśród dzieci Arystokratów.- Pochwaliła ją
-Taak. Tata strasznie naciskał na staromodne tradycje i wychowanie. Dlatego Adam ciągle mi mówi, że jestem sztywna.- Zaśmiała się lekko- A tak poza tym to gram na fortepianie.
-Hah. Jak na razie nic nie słyszałam od niego, żeby się żalił na to, że jesteś sztywna. Jak dla mnie jesteś strasznie wesołą i ciekawą osobą.- Wyznała jej Rachel
-Dzięki. To może teraz ty opowiesz mi o sobie?
-Jasne! Moje panieńskie i obecne nazwisko to Eagle. Jak orzeł.- Zaśmiała się- No i cóż, nie mam rodzeństwa, ani na niczym nie gram, ale potrafię być kreatywna i ładnie rysować. Rodzice nie bardzo mają czasu dla mnie, więc muszę sobie jakoś sama radzić. Czytam książki, rysuję, trochę siedzę na tablecie. Nigdzie nie wychodzę. Po prostu nie mam takiej osoby, z którą mogłabym spędzać czas na okrągło. Tak jak Adam i Albert.- Westchnęła
-Jeśli chcesz, możesz go ze mną spędzać.- Zaoferowała Lucy- Teraz mieszkam u Adama, a moje rodzinne miasto jest oddalone o jakieś sto czterdzieści kilometrów. Więc też nie mam za wielu znajomych.
-No to świetnie! Zostaniemy przyjaciółkami!- Oznajmiła Rachel szeroko się uśmiechając; trzeba przyznać, że jej radość była zaraźliwa. Lucy również wreszcie uśmiechnęła się pewnie. Cieszyła się, że znalazł się ktoś, z kim mogłaby rozmawiać całymi nocami o książkach i innych babskich sprawach- Chcesz może wpaść do mnie jutro? Na takie babskie popołudnie.- Zapytała
-Ale ja nie wiem, gdzie mieszkasz.- odparła zakłopotanym głosem brunetka
-Spokojnie, Adam wie. Może cie podwieźć, a później przyjechać po ciebie.- Uspokoiła ją- To jak?
-No dobrze.- Zgodziła się Lucy
-To świetnie! W takim razie wpadniesz do mnie na trzynastą. A i jeszcze jedno: jesteś na coś uczulona? Pytam o potrawy.
-Raczej nie, a bynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
-Cudnie! No to jesteśmy umówione.- I tak oto trajkotały dopóki Adam i Albert nie wrócili z nowymi grami...
-Więc Rachel, to jest Lucy. Moja żona.- Przedstawił ją swojej byłej narzeczonej
-Och, faktycznie. Wcześniej nie zwróciłam uwagi na tą sukienkę.- Wyglądała dosyć miło i pogodnie- Cześć, jestem Rachel. Miło mi cię poznać.- Podała jej rękę przez stół, a Lucy uścisnęła ją delikatnie
-Lucy.- Tylko tyle powiedziała, bez żadnego ,,miło cię poznać" lub ,,jak się masz?"
-Cześć Rachel.- Przywitał sie z nią Albert, obok którego siedziała
-Witaj.- Odparła chłodnym tonem nie patrząc na niego
-Ach, Albert. Wybacz, że wcześniej tego nie zrobiliśmy, to może teraz pójdziemy po tą grę?- Zaproponował Adam- A Lucy zostanie z Rachel i trochę się poznają.
-Czemu nie.- Odparł jego przyjaciel wstając od stołu
-W takim razie zaraz wrócimy.- Poinformował je blondyn i razem z Albertem poszli do sklepu z grami. Przez chwilę między dziewczętami panowała irytująca cisza, nie licząc odgłosu przypalanych bułek i ciamkań jedzących ludzi:
-Więc, czytasz książki?- Zainteresowała się Rachel spoglądając na ,,Miasto Kości"
-Co? Ach, tak.- Lucy delikatnie pogładziła okładkę- Też lubisz książki?
-Mhm.- Pokiwała energicznie głową.- Jeszcze nie czytałam ,,Darów Anioła", ale słyszałam, że są po prostu boskie.
-Ja dzisiaj zaczęłam. Całkiem ciekawie się zapowiada, ale szczerze mówiąc, wolę ,,Diabelskie Maszyny".- Odparła Lucy
-,,Diabelskie Maszyny"?- Zainteresowała się Rachel
-Yhym. To tak jakby prolog do ,,Darów Anioła".- Wyjaśniła krótko- Strasznie wciąga. I bohaterowie są wręcz powalający.- Zaśmiała się lekko przypominając sobie poszczególne fragmenty książki
-Muszę koniecznie przeczytać. Tylko nie bardzo mam skąd wziąć. Strasznie ciężko jest znaleźć tak stare książki.- Pożaliła się Rachel
-Jeśli chcesz, mogę ci pożyczyć.- Zaoferowała Lucy
-Na prawdę?- Ucieszyła się- Jesteś cudowna.- Była strasznie ładna, gdy się uśmiechała, w ogóle gdy była szczęśliwa- Może chciałabyś pójść ze mną na zakupy? Dostałam od tatka troche kasy, którą spokojnie mogę wydać na co chcę. Kupię ci coś.- Oznajmiła nie czekając na zgodę Lucy- A tak ogólnie to mało o sobie wiemy, może najpierw ty mi się przedstawisz? No fakt, Adam trochę mówił mi o tobie, że masz dwie siostry, byłaś Arystokratką, i że ciężko o ciebie walczył, ale to jak dla mnie to za mało informacji.- Lucy zdziwiła się na słowa, że Adam walczył o nią... Ale w jakim sensie walczył?
-No to... Cóż. Moje panieńskie nazwisko to Friday...
-Jak piątek?- Zdziwiła się Rachel
-Mhm, jak piątek.- Przytknęła Lucy
-Wow! Czyli twój tata jest szefem tej firmy od papierosów?- Rachel chciała się upewnić
-Tak.
-Mój tata kupuje te papierosy! Podobno są najlepsze w całym regionie. Ech, przepraszam, że ci przerwałam. To mój taki zły nawyk.
-Nic się nie stało. Mi też się to często zdarza.- Uspokoiła ją Lucy i kontynuowała- Adam ma rację, że mam dwie siostry. Obie są ode mnie młodsze...- I znowu przerwała jej Rachel
-Och! To na pewno fajne uczucie mieć siostrę.- Rozmarzyła się- A co dopiero dwie! Mogłybyśmy chodzić razem na zakupy, doradzać co włożyć, pożyczać sobie książki...
-Nie, stanowczo to nie jest fajne.- Od razu uprzedziła ją Lucy- Młodsze siostry są okropnie irytujące. Biorą twoje rzeczy bez twojej zgody, ubierają się w twoje ubrania, buszują po twoim pokoju. Zupełny brak prywatności. Trzeba posiadać umiejętności dobrego chowania ważnych rzeczy, aby się do nich nie dobrały...
-A ile mają lat?
-Jedna trzynaście, a druga dziesięć. Kali, ta starsza, na szczęście ma własny styl i charakter bardziej buntowniczki. Wszystko robi wszystkim na przekór, Gdy tata prosi, żebyśmy się ubierały jak na damy przystało, ona ubiera się jak na dyskotekę. Strasznie się spóźnia. Wiecznie jest niewyspana. Ale czasami jest całkiem miła. Da się z nią porozmawiać i w ogóle, ale to tylko wieczorem, kiedy jej limit irytowania innych spada do zera.
-A co z drugą siostrą?- Zainteresowała się blondynka
-Jennifer zachowuje się troche jak mój klon. Ubiera się podobnie, a raczej stara się. Podobnie się czesze, próbuje czytać moje książki, ale ją zazwyczaj wyganiam z pokoju. Też gra na jakimś instrumencie. W ogóle we wszystkim mnie naśladuje, co jest strasznie irytujące.- Skończyła i zauważyła, że Rachel patrzy się na nią jakoś inaczej
-Umiesz na czymś grać? To rzadkość wśród dzieci Arystokratów.- Pochwaliła ją
-Taak. Tata strasznie naciskał na staromodne tradycje i wychowanie. Dlatego Adam ciągle mi mówi, że jestem sztywna.- Zaśmiała się lekko- A tak poza tym to gram na fortepianie.
-Hah. Jak na razie nic nie słyszałam od niego, żeby się żalił na to, że jesteś sztywna. Jak dla mnie jesteś strasznie wesołą i ciekawą osobą.- Wyznała jej Rachel
-Dzięki. To może teraz ty opowiesz mi o sobie?
-Jasne! Moje panieńskie i obecne nazwisko to Eagle. Jak orzeł.- Zaśmiała się- No i cóż, nie mam rodzeństwa, ani na niczym nie gram, ale potrafię być kreatywna i ładnie rysować. Rodzice nie bardzo mają czasu dla mnie, więc muszę sobie jakoś sama radzić. Czytam książki, rysuję, trochę siedzę na tablecie. Nigdzie nie wychodzę. Po prostu nie mam takiej osoby, z którą mogłabym spędzać czas na okrągło. Tak jak Adam i Albert.- Westchnęła
-Jeśli chcesz, możesz go ze mną spędzać.- Zaoferowała Lucy- Teraz mieszkam u Adama, a moje rodzinne miasto jest oddalone o jakieś sto czterdzieści kilometrów. Więc też nie mam za wielu znajomych.
-No to świetnie! Zostaniemy przyjaciółkami!- Oznajmiła Rachel szeroko się uśmiechając; trzeba przyznać, że jej radość była zaraźliwa. Lucy również wreszcie uśmiechnęła się pewnie. Cieszyła się, że znalazł się ktoś, z kim mogłaby rozmawiać całymi nocami o książkach i innych babskich sprawach- Chcesz może wpaść do mnie jutro? Na takie babskie popołudnie.- Zapytała
-Ale ja nie wiem, gdzie mieszkasz.- odparła zakłopotanym głosem brunetka
-Spokojnie, Adam wie. Może cie podwieźć, a później przyjechać po ciebie.- Uspokoiła ją- To jak?
-No dobrze.- Zgodziła się Lucy
-To świetnie! W takim razie wpadniesz do mnie na trzynastą. A i jeszcze jedno: jesteś na coś uczulona? Pytam o potrawy.
-Raczej nie, a bynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
-Cudnie! No to jesteśmy umówione.- I tak oto trajkotały dopóki Adam i Albert nie wrócili z nowymi grami...
sobota, 10 września 2016
Rozdział 20 Historia prawdziwej miłości
Kiedy doszli do miejsca, gdzie było skupisko restauracji, Albert zaprowadził Lucy do Subway'a, gdzie usiedli przy jednym z wolnych stolików:
-Chcesz coś zjeść?- Zapytał
-Nie.- Odmówiła- Jak na razie to mam przeczucie, że zaraz zwymiotuję.
-Aha. No ok. Jakbyś się namyśliła to mów.- Poinformował ją i poszedł sobie coś zamówić.
Dziewczyna siedziała sama przy stoliku i wpatrywała sie w okładkę pierwszego tomu ,,Darów Anioła". Nie wiedziała co ma myśleć. Adam chyba ją lubi. Ona, Lucy, jest mu niepotrzebna. Niepotrzebnie się z nią żenił. Ta dziewczyna jest o wiele ładniejsza i bardziej do niego pasuje. Oboje rozmawiają tak, jak Adam by chciał rozmawiać z Lucy, ale to niemożliwe. Przecież ona od dziecka była uczona, że kobieta powinna znać swoje miejsce i mężczyźnie, który ją utrzymuje należy się szacunek i całkowite posłuszeństwo...
Jej myśli rozwiał Albert, który wręcz znikąd pojawił się przed nią z jedną z tych długich kanapek:
-Chcesz trochę?- Zaproponował, lecz ona pokręciła przecząco głową- Mmm, dobra.- Wziął kolejny kęs kanapki
-Albert?- Zaczęła Lucy
-Hm?
-Kim dla Adama jest tamta dziewczyna?- Zapytała lekko zakłopotana i zdziwiona, że odważyła się wypowiedzieć te słowa
-Rachel? Cóż, trudno mi powiedzieć kim jest dla niego teraz, ale wiem kim była. To stara historia i trochę pokręcona, ale jak chcesz mogę ci ją opowiedzieć.- Zaproponował, a ona kiwnęła głową- No więc, Rachel była jego pierwszą dziewczyną i narzeczoną. Pochodzi z wybitnej rodziny magnackiej. Jej ojciec ma świetny kontakt z Królem, więc jest dosyć wpływową personą. Rachel jako jego jedyna córka chodziła do najlepszej szkoły i miała najlepsze oceny. Nie dość, że piękna to i jeszcze mądra...- Wtrącił na chwilę- ... No, ale jej ojcu coś się ubzdurało, że Rachel powinna się ożenić w wieku trzynastu lat. I najpierw jej kandydatem byłem ja.- Tu na chwilę przerwał, by usłyszeć cichy jęk wydobywający się z ust Lucy, lecz nie doczekał się tego, więc dalej kontynuował- Całkiem nieźle się dogadywaliśmy. I pewnego dnia postanowiłem, że przedstawię ją mojemu najlepszemu przyjacielowi, którym był nikt inny jak Adam. Gdy tylko go zobaczyła wiedziałem, że właśnie sam sobie wbiłem nóż w plecy. Przyprowadzanie swojej narzeczonej do najprzystojniejszego chłopaka w regionie było największym błędem mojego życia. Widać było, że między nimi zaiskrzyło. Czułem się jak piąte koło u wozu, więc postanowiłem zerwać zaręczyny. Wiedziałem, że skoro zakochała się w nim to ja już nie mam szans, a poza tym bez sensu by było żenić się z kimś, kto jest zakochany w innej osobie. Ciągle by o nim myślała i patrzyłaby na mnie z odrazą.- Westchnął i kontynuował- W każdym razie zaraz po tym jak zerwałem zaręczyny, Adam się z nią zaręczył. Na początku byli szczęśliwi. Często widywałem ich razem trzymających się za ręce i śmiejących. Wtedy byłem wściekły na Adama, za to, że jest taki atrakcyjny dla wszystkich dziewczyn, że one uważają go za jakieś bóstwo... Ale trzeba było sobie jakoś radzić. W międzyczasie szukałem innej dziewczyny, z którą mógłbym się ożenić, lecz na próżno. Nie pozostało mi nic innego jak patrzenie na szczęście swojego przyjaciela i swojej ex narzeczonej. Pewnego dnia, pamiętam, że wtedy świeciło jasno słońce, a leżący na zewnątrz śnieg, wręcz oślepiał swoim blaskiem, Adam przyszedł do mnie. Wyglądał jakby spędził noc w klatce wygłodzonego lwa. Włosy w nieładzie, biała koszula porwana na strzępy, spodnie ledwo były spodniami:
,,Stary, co ci się stało?" Zapytałem o dziwo bez krztyny gniewu i zazdrości w głosie
,,Rachel... Ona..." Ciągle się jąkał, więc posadziłem go na swoim łóżku i przyniosłem coś ciepłego do picia.
,,No, co z nią?" Nie wiedziałem, czy to ona go tak poturbowała, czy po prostu z nim zerwała
,,Ona nie powiedziała mi... Nie powiedziała, że jest chora." Wykrztusił z siebie, a mi po plecach przebiegły ciarki
,,Jak to chora? Na co?" Dopytywałem się
,,Ma raka." Wypowiedział te krótkie zdanie, które spowodowało, że o mało nie zemdlałem
,,To niemożliwe! Przecież jest taka młoda!" Zaprotestowałem
,,Ja też w to nie wierzyłem, ale jak wczoraj zemdlała zawieźliśmy ją do szpitala i lekarz powiedział jednoznacznie, że ma chore krwinki." Wtedy zaczął ryczeć, a ja poklepałem go po ramieniu i zapewniłem, że wszystko będzie dobrze, ale on wiedział, że nie będzie...
Później wytłumaczył mi, że nie mógł spać, więc poszedł na nocny spacer i wpadł w rów. Wyszedł z niego cały oblepiony śniegiem, a później poślizgnął się i stoczył się z górki, po czym wpadł do kamienistej rzeki. Nad ranem nie chciał wracać do domu w tym stanie, więc zaszedł do mnie.- Wyjaśniał Albert, a Lucy tak zbladła, że jest to wręcz niemożliwe. Była zła na tą dziewczynę, ba! Nawet zazdrosna. Nie wiedziała, że w ogóle coś takiego mogła przeżyć. Czuła sie strasznie głupio, że oceniała ją po pozorach.- W końcu doszło do tego, że jedyną opcją był bardzo kosztowny i czasochłonny zabieg, który nie powiódł się... Rachel straciła swoje włosy i popadła w stan śpiączki. Wybudziła się jakieś dwa lata temu. Nie pamiętała, że Adam jest jej obecnym narzeczonym. Pamiętała, że ja zerwałem zaręczyny, ale nie wiedziała z jakiego powodu. Adam bardzo przeżył wiadomość, że ona nie pamięta tych mile spędzonych razem z nim chwil. Strasznie ją kochał, a ona po prostu teraz go nie znała. Nie chciał próbować drugi raz, bo bał się, że ta cała sytuacja może się powtórzyć, a poza tym ona słysząc, że kiedyś byli razem mogłaby poczuć przymus bycia z nim, co nie byłoby za dobre.- Lucy skojarzyło to się ze swoim przypadkiem. Co prawda nie była chora, ani nie straciła pamięci, lecz to ją wybrał Adam i ona musiała sie z nim ożenić z przymusu. Tylko dlaczego? Żeby przestał myśleć o Rachel? W tej chwili poczuła się jeszcze okropniej i nie wiedziała czy chce wysłuchać Alberta do końca- No i zostali tylko znajomymi. Jak widzisz włosy jej odrosły, chociaż nie całkowicie. Znaczna ich część jest po prostu sztucznie doczepiana. Prawdziwe włosy sięgają jej zaledwie do ramion, ale je sprytnie ukrywa, przecież jest mądra.- Mówił o niej tak, jakby nadal mu na niej zależało, lecz po spotkaniu z Rachel, Lucy zauważyła, że ona w subtelny sposób ignoruje Alberta:
-Ona jest na ciebie zła?- Zapytała w końcu
-Co? A, no trochę jest. To za te zerwanie zaręczyn. Nikt nie wyjaśnił jej oficjalnych powodów, więc myśli, że po prostu znudziła mi się jak stara zabawka i jest troche zła.- Wytłumaczył chłopak z lekkim rozbawieniem, lecz niewiele rozbawienia było w jego głosie- A, i jeszcze jedno. Przy niej nic nie wspominaj o tym, że była z Adamem i o tym, że wiesz, że ma krótkie włosy.- Upomniał ją
-Mhm.- Przytaknęła i w tym samym momencie pojawili się Adam i Rachel...
-Chcesz coś zjeść?- Zapytał
-Nie.- Odmówiła- Jak na razie to mam przeczucie, że zaraz zwymiotuję.
-Aha. No ok. Jakbyś się namyśliła to mów.- Poinformował ją i poszedł sobie coś zamówić.
Dziewczyna siedziała sama przy stoliku i wpatrywała sie w okładkę pierwszego tomu ,,Darów Anioła". Nie wiedziała co ma myśleć. Adam chyba ją lubi. Ona, Lucy, jest mu niepotrzebna. Niepotrzebnie się z nią żenił. Ta dziewczyna jest o wiele ładniejsza i bardziej do niego pasuje. Oboje rozmawiają tak, jak Adam by chciał rozmawiać z Lucy, ale to niemożliwe. Przecież ona od dziecka była uczona, że kobieta powinna znać swoje miejsce i mężczyźnie, który ją utrzymuje należy się szacunek i całkowite posłuszeństwo...
Jej myśli rozwiał Albert, który wręcz znikąd pojawił się przed nią z jedną z tych długich kanapek:
-Chcesz trochę?- Zaproponował, lecz ona pokręciła przecząco głową- Mmm, dobra.- Wziął kolejny kęs kanapki
-Albert?- Zaczęła Lucy
-Hm?
-Kim dla Adama jest tamta dziewczyna?- Zapytała lekko zakłopotana i zdziwiona, że odważyła się wypowiedzieć te słowa
-Rachel? Cóż, trudno mi powiedzieć kim jest dla niego teraz, ale wiem kim była. To stara historia i trochę pokręcona, ale jak chcesz mogę ci ją opowiedzieć.- Zaproponował, a ona kiwnęła głową- No więc, Rachel była jego pierwszą dziewczyną i narzeczoną. Pochodzi z wybitnej rodziny magnackiej. Jej ojciec ma świetny kontakt z Królem, więc jest dosyć wpływową personą. Rachel jako jego jedyna córka chodziła do najlepszej szkoły i miała najlepsze oceny. Nie dość, że piękna to i jeszcze mądra...- Wtrącił na chwilę- ... No, ale jej ojcu coś się ubzdurało, że Rachel powinna się ożenić w wieku trzynastu lat. I najpierw jej kandydatem byłem ja.- Tu na chwilę przerwał, by usłyszeć cichy jęk wydobywający się z ust Lucy, lecz nie doczekał się tego, więc dalej kontynuował- Całkiem nieźle się dogadywaliśmy. I pewnego dnia postanowiłem, że przedstawię ją mojemu najlepszemu przyjacielowi, którym był nikt inny jak Adam. Gdy tylko go zobaczyła wiedziałem, że właśnie sam sobie wbiłem nóż w plecy. Przyprowadzanie swojej narzeczonej do najprzystojniejszego chłopaka w regionie było największym błędem mojego życia. Widać było, że między nimi zaiskrzyło. Czułem się jak piąte koło u wozu, więc postanowiłem zerwać zaręczyny. Wiedziałem, że skoro zakochała się w nim to ja już nie mam szans, a poza tym bez sensu by było żenić się z kimś, kto jest zakochany w innej osobie. Ciągle by o nim myślała i patrzyłaby na mnie z odrazą.- Westchnął i kontynuował- W każdym razie zaraz po tym jak zerwałem zaręczyny, Adam się z nią zaręczył. Na początku byli szczęśliwi. Często widywałem ich razem trzymających się za ręce i śmiejących. Wtedy byłem wściekły na Adama, za to, że jest taki atrakcyjny dla wszystkich dziewczyn, że one uważają go za jakieś bóstwo... Ale trzeba było sobie jakoś radzić. W międzyczasie szukałem innej dziewczyny, z którą mógłbym się ożenić, lecz na próżno. Nie pozostało mi nic innego jak patrzenie na szczęście swojego przyjaciela i swojej ex narzeczonej. Pewnego dnia, pamiętam, że wtedy świeciło jasno słońce, a leżący na zewnątrz śnieg, wręcz oślepiał swoim blaskiem, Adam przyszedł do mnie. Wyglądał jakby spędził noc w klatce wygłodzonego lwa. Włosy w nieładzie, biała koszula porwana na strzępy, spodnie ledwo były spodniami:
,,Stary, co ci się stało?" Zapytałem o dziwo bez krztyny gniewu i zazdrości w głosie
,,Rachel... Ona..." Ciągle się jąkał, więc posadziłem go na swoim łóżku i przyniosłem coś ciepłego do picia.
,,No, co z nią?" Nie wiedziałem, czy to ona go tak poturbowała, czy po prostu z nim zerwała
,,Ona nie powiedziała mi... Nie powiedziała, że jest chora." Wykrztusił z siebie, a mi po plecach przebiegły ciarki
,,Jak to chora? Na co?" Dopytywałem się
,,Ma raka." Wypowiedział te krótkie zdanie, które spowodowało, że o mało nie zemdlałem
,,To niemożliwe! Przecież jest taka młoda!" Zaprotestowałem
,,Ja też w to nie wierzyłem, ale jak wczoraj zemdlała zawieźliśmy ją do szpitala i lekarz powiedział jednoznacznie, że ma chore krwinki." Wtedy zaczął ryczeć, a ja poklepałem go po ramieniu i zapewniłem, że wszystko będzie dobrze, ale on wiedział, że nie będzie...
Później wytłumaczył mi, że nie mógł spać, więc poszedł na nocny spacer i wpadł w rów. Wyszedł z niego cały oblepiony śniegiem, a później poślizgnął się i stoczył się z górki, po czym wpadł do kamienistej rzeki. Nad ranem nie chciał wracać do domu w tym stanie, więc zaszedł do mnie.- Wyjaśniał Albert, a Lucy tak zbladła, że jest to wręcz niemożliwe. Była zła na tą dziewczynę, ba! Nawet zazdrosna. Nie wiedziała, że w ogóle coś takiego mogła przeżyć. Czuła sie strasznie głupio, że oceniała ją po pozorach.- W końcu doszło do tego, że jedyną opcją był bardzo kosztowny i czasochłonny zabieg, który nie powiódł się... Rachel straciła swoje włosy i popadła w stan śpiączki. Wybudziła się jakieś dwa lata temu. Nie pamiętała, że Adam jest jej obecnym narzeczonym. Pamiętała, że ja zerwałem zaręczyny, ale nie wiedziała z jakiego powodu. Adam bardzo przeżył wiadomość, że ona nie pamięta tych mile spędzonych razem z nim chwil. Strasznie ją kochał, a ona po prostu teraz go nie znała. Nie chciał próbować drugi raz, bo bał się, że ta cała sytuacja może się powtórzyć, a poza tym ona słysząc, że kiedyś byli razem mogłaby poczuć przymus bycia z nim, co nie byłoby za dobre.- Lucy skojarzyło to się ze swoim przypadkiem. Co prawda nie była chora, ani nie straciła pamięci, lecz to ją wybrał Adam i ona musiała sie z nim ożenić z przymusu. Tylko dlaczego? Żeby przestał myśleć o Rachel? W tej chwili poczuła się jeszcze okropniej i nie wiedziała czy chce wysłuchać Alberta do końca- No i zostali tylko znajomymi. Jak widzisz włosy jej odrosły, chociaż nie całkowicie. Znaczna ich część jest po prostu sztucznie doczepiana. Prawdziwe włosy sięgają jej zaledwie do ramion, ale je sprytnie ukrywa, przecież jest mądra.- Mówił o niej tak, jakby nadal mu na niej zależało, lecz po spotkaniu z Rachel, Lucy zauważyła, że ona w subtelny sposób ignoruje Alberta:
-Ona jest na ciebie zła?- Zapytała w końcu
-Co? A, no trochę jest. To za te zerwanie zaręczyn. Nikt nie wyjaśnił jej oficjalnych powodów, więc myśli, że po prostu znudziła mi się jak stara zabawka i jest troche zła.- Wytłumaczył chłopak z lekkim rozbawieniem, lecz niewiele rozbawienia było w jego głosie- A, i jeszcze jedno. Przy niej nic nie wspominaj o tym, że była z Adamem i o tym, że wiesz, że ma krótkie włosy.- Upomniał ją
-Mhm.- Przytaknęła i w tym samym momencie pojawili się Adam i Rachel...
sobota, 3 września 2016
Rozdział 19 Stara znajoma
Na obiad była zupa pomidorowa oraz coś co kiedyś prawdopodobnie było rakiem albo homarem. Lucy niepewnie jadła drugie danie i gdyby nie Albert zjadła by tego więcej. Chłopak opowiadał przeróżne śmieszne historie z udziałem Adama, który również niewiele jadł, gdyż śmiał się na okrągło:
-A teraz słuchaj uważnie Lucy, bo to będzie najlepsza historia jaka nam się przydarzyła.- Zapowiedział kolejną opowieść Albert- To było w piątej klasie, ja i Adam mieliśmy zajęcia dotyczące pierwszej pomocy. I po tych zajęciach zauważyliśmy panią od matematyki, która jak to starsza kobieta przysypiała sobie na krześle. Wtedy... Ha ha ha, wtedy... Nie, nie mogę. Weź ty to opowiedz, Adam, ja nie dam rady, bo ciągle się śmieje.- Poprosił rozchichrany brunet
-No i wtedy krzyknąłem, że chyba zemdlała podbiegłem do niej i...- Nagle Adam sam zaczął się śmiać
- I zrobił jej sztuczne oddychanie.- Parsknął śmiechem Albert- A ta, jak się obudziła i zdzieliła go po głowie linijką to się więcej do niej nie zbliżał.- I wtedy już wszyscy się śmiali, Lucy nawet poleciały łzy ze śmiechu; wyobraziła sobie tą scenę i nie dziwiła się, że chłopcy nie potrafili jej opowiedzieć bez śmiania się.
-Znasz jeszcze jakieś historie?- Zwróciła się do Alberta Lucy nie tylko dla tego, że nie chciała jeść drugiego dania, lecz historie opowiadane przez niego był na prawdę zabawne
-Hmm, z tych lepszy jest jeszcze jedna.- Zamyślił się usiłując lepiej sobie ją przypomnieć.
-Czy myślisz o tej samej historii co ja?- Zapytał z dziwnym błyskiem w oku Adam
-Mhm.- Przytaknął posyłając mu to samo spojrzenie i dziwny uśmiech- Kiedyś, chyba w gimnazjum, pojechaliśmy na kilkudniową wycieczkę szkolną. I jako, że Adam był najatrakcyjniejszym chłopakiem w całej szkole wszystkie dziewczyny się do niego kleiły, więc robiliśmy imprezy. I któregoś dnia, po imprezie odkryliśmy, że jakaś dziewczyna zostawiła w naszym pokoju... No sama wiesz co.- Miał nadzieję, że Lucy będzie wiedziała o co mu chodziło i się nie mylił; kiwnęła niepewnie głową, a Albert dalej kontynuował- No i, zaczęliśmy dochodzić do której dziewczyny należał ten no... Ekhem, stanik. Kiedy nie znaleźliśmy właścicielki owej zguby postanowiliśmy się trochę powygłupiać. Oczywiście oprócz nas byli jeszcze inni chłopcy. Zaczęliśmy go sobie zakładać i biegać po pokoju. Akurat gdy przyszła kolej na Adama, który bronił się jak szatan przed wodą święconą, do pokoju wszedł pan od wuefu. Popatrzył na nas jak na ostatnich kretynów i powiedział:..- Zakrył na chwilę usta dłonią, aby stłumić śmiech- ,, Ej, chłopie, co ty masz na sobie? Jak chcesz iść w ślady Conchity Wurst to nie ma problemu, może jeszcze mikrofon dać i sukienkę?" I wtedy do rozmowy z wyjaśnieniami włączył się nasz znajomy: ,,Psze pana, on cosplay robi, a tą sukienkę i mikrofon chętnie weźmiemy!", ,,Za moich czasów mężczyźni...". I na tym rozmowa by się zakończyła, lecz nasz kolega był uparty i brnął dalej: ,,Za pana czasów mężczyźni nosili skóry z mamutów."Cóż, gościu się za to wściekł i kazał nam zrobić pięćdziesiąt pompek i oddać biustonosz.- Gdy zakończył historię Lucy wybuchnęła śmiechem, a Adam tylko uśmiechnął się szeroko; dla niego musiało to być strasznie upokarzające przeżycie.
Po odejściu od stołu wszyscy troje wyszli na miasto. Albert zamierzał kupić pewną grę komputerową więc poszli do galerii handlowej. Tej samej, w której niedawno była Lucy ze swoją teściową. Jako iż mijali po drodze księgarnię, Lucy pociągnęła nieśmiało Adama za koszulkę:
-Hm?- Spojrzał na nią, a ona wzrokiem wskazała na księgarnię- Ah, o to ci chodzi. Albert! Zaczekaj, wejdziemy na chwilę do księgarni.- Poinformował swego przyjaciela i razem z Lucy weszli do sklepu. Dziewczyna czuła się jak w niebie. Ten znajomy zapach stron i świeżego tuszu. Zagłębiła się w dział ze starymi książkami. Uwielbiała stare książki, gdyż te nowe zazwyczaj były podróbami ty starszych. Stanęła przed regałem i zaczęła je przeglądać. Adam stanął za nią i wpatrywał się otępiale w książki- Szukasz czegoś konkretnego? Może ci pomóc?- Zapytał uprzejmie
-Nie. Po prostu oglądam co tu jest.- Odpowiedziała nie odrywając wzroku od książek; spojrzała w górę i ujrzała książki Cassandry Clare. Były to książki z serii ,,Dary anioła". Wspięła się na palce, aby dosięgnąć jedną z nich, lecz półka była położona zbyt wysoko. Z pomocą pospieszył Adam, który bez problemu zdjął upatrzoną przez Lucy książkę. Już wyciągnęła po nią rękę, gdy chłopak uniósł ją jeszcze wyżej:
-A,a,a. Coś za coś.- Posłał jej złośliwy uśmiech, a ona z westchnieniem delikatnie chwyciła za górną część jego koszuli, po czym pociągnęła w dół i pocałowała go lekko w policzek. Zarumienił się i posłusznie oddał jej książkę. Popatrzył na nią z wdzięcznością, lecz nie dostrzegła tego, gdyż czytała opis książki. Gdy już wiedziała o czym jest książka zwróciła swą twarz w kierunku Adama z błagalnym spojrzeniem:
-Yhym, czyli tak kupujesz książki.- Zaśmiał się chłopak, po czym szybko dodał- Chodź, kupię ci ją.- Objął ją ramieniem i przeszli do kasy.
Podczas wizyty w mieście Lucy cały czas czytała ,,Miasto Kości". Szła czytając, a Adam delikatnie sterował nią poprzez lekkie pociąganie za rękaw sukienki.
W końcu nadszedł moment, kiedy wręcz musiała przerwać czytanie. Byli już w galerii handlowej. Akurat przechodzili koło sklepu z kosmetykami, kiedy wyłoniła się z niego dziewczyna o olśniewających długich blond włosach zaplecionych w warkocz, który opadał na jej lewe ramię, zielonych oczach otoczonych ciemnymi długimi rzęsami i delikatnej twarzy. Ubrana była w pastelową bluzkę i lekko wytarte jeansy. Na nogach wysokie szpilki w równie pastelowym różu jak jej bluzka. W rękach trzymała torby z logo różnych drogich sklepów i ledwo utrzymywała równowagę:
-Oh, Rachel. Cześć.- Przywitał się z nią Adam podchodząc do niej
-A-Adam?- Zająknęła się dziewczyna stawiając torby na posadzkę i wsuwając jedno pasmo swych włosów za ucho- To na prawdę ty?
-Tak, we własnej osobie.- Wtrącił sie Albert; miał rację, Adam był jak magnez na atrakcyjne dziewczyny...
-Jeju, strasznie urosłeś.- Stwierdziła mierząc go wzrokiem od stóp do głów- I w ogóle zmieniłeś się.
-Ty też. Wyglądasz jeszcze ładniej od naszego ostatniego spotkania.- Również ją skomplementował, a Lucy zbierało się na wymioty. Jak ona może ubierać się w pastelowe kolory?, przeszło jej przez myśli z obrzydzeniem. I najwyraźniej podobała się Adamowi, z tą dziewczyną rozmawiał inaczej niż z nią...
-Cóż, było to zaledwie dwa lata temu.- Stwierdził Albert, również lekko poirytowany tak jak Lucy. Chyba też nie lubił Rachel...
-A właśnie, jak u rodziców?- Zadał jej pytanie Adam
-No i zaczyna się...- Szepnął brunet do ucha Lucy- Może pójdziemy coś zjeść, a oni niech se rozmawiają?- Zaproponował, a ona kiwnęła głową zgadzając się, po czym zostawili tę dwójkę pochłoniętych rozmową na środku centrum handlowego...
-A teraz słuchaj uważnie Lucy, bo to będzie najlepsza historia jaka nam się przydarzyła.- Zapowiedział kolejną opowieść Albert- To było w piątej klasie, ja i Adam mieliśmy zajęcia dotyczące pierwszej pomocy. I po tych zajęciach zauważyliśmy panią od matematyki, która jak to starsza kobieta przysypiała sobie na krześle. Wtedy... Ha ha ha, wtedy... Nie, nie mogę. Weź ty to opowiedz, Adam, ja nie dam rady, bo ciągle się śmieje.- Poprosił rozchichrany brunet
-No i wtedy krzyknąłem, że chyba zemdlała podbiegłem do niej i...- Nagle Adam sam zaczął się śmiać
- I zrobił jej sztuczne oddychanie.- Parsknął śmiechem Albert- A ta, jak się obudziła i zdzieliła go po głowie linijką to się więcej do niej nie zbliżał.- I wtedy już wszyscy się śmiali, Lucy nawet poleciały łzy ze śmiechu; wyobraziła sobie tą scenę i nie dziwiła się, że chłopcy nie potrafili jej opowiedzieć bez śmiania się.
-Znasz jeszcze jakieś historie?- Zwróciła się do Alberta Lucy nie tylko dla tego, że nie chciała jeść drugiego dania, lecz historie opowiadane przez niego był na prawdę zabawne
-Hmm, z tych lepszy jest jeszcze jedna.- Zamyślił się usiłując lepiej sobie ją przypomnieć.
-Czy myślisz o tej samej historii co ja?- Zapytał z dziwnym błyskiem w oku Adam
-Mhm.- Przytaknął posyłając mu to samo spojrzenie i dziwny uśmiech- Kiedyś, chyba w gimnazjum, pojechaliśmy na kilkudniową wycieczkę szkolną. I jako, że Adam był najatrakcyjniejszym chłopakiem w całej szkole wszystkie dziewczyny się do niego kleiły, więc robiliśmy imprezy. I któregoś dnia, po imprezie odkryliśmy, że jakaś dziewczyna zostawiła w naszym pokoju... No sama wiesz co.- Miał nadzieję, że Lucy będzie wiedziała o co mu chodziło i się nie mylił; kiwnęła niepewnie głową, a Albert dalej kontynuował- No i, zaczęliśmy dochodzić do której dziewczyny należał ten no... Ekhem, stanik. Kiedy nie znaleźliśmy właścicielki owej zguby postanowiliśmy się trochę powygłupiać. Oczywiście oprócz nas byli jeszcze inni chłopcy. Zaczęliśmy go sobie zakładać i biegać po pokoju. Akurat gdy przyszła kolej na Adama, który bronił się jak szatan przed wodą święconą, do pokoju wszedł pan od wuefu. Popatrzył na nas jak na ostatnich kretynów i powiedział:..- Zakrył na chwilę usta dłonią, aby stłumić śmiech- ,, Ej, chłopie, co ty masz na sobie? Jak chcesz iść w ślady Conchity Wurst to nie ma problemu, może jeszcze mikrofon dać i sukienkę?" I wtedy do rozmowy z wyjaśnieniami włączył się nasz znajomy: ,,Psze pana, on cosplay robi, a tą sukienkę i mikrofon chętnie weźmiemy!", ,,Za moich czasów mężczyźni...". I na tym rozmowa by się zakończyła, lecz nasz kolega był uparty i brnął dalej: ,,Za pana czasów mężczyźni nosili skóry z mamutów."Cóż, gościu się za to wściekł i kazał nam zrobić pięćdziesiąt pompek i oddać biustonosz.- Gdy zakończył historię Lucy wybuchnęła śmiechem, a Adam tylko uśmiechnął się szeroko; dla niego musiało to być strasznie upokarzające przeżycie.
Po odejściu od stołu wszyscy troje wyszli na miasto. Albert zamierzał kupić pewną grę komputerową więc poszli do galerii handlowej. Tej samej, w której niedawno była Lucy ze swoją teściową. Jako iż mijali po drodze księgarnię, Lucy pociągnęła nieśmiało Adama za koszulkę:
-Hm?- Spojrzał na nią, a ona wzrokiem wskazała na księgarnię- Ah, o to ci chodzi. Albert! Zaczekaj, wejdziemy na chwilę do księgarni.- Poinformował swego przyjaciela i razem z Lucy weszli do sklepu. Dziewczyna czuła się jak w niebie. Ten znajomy zapach stron i świeżego tuszu. Zagłębiła się w dział ze starymi książkami. Uwielbiała stare książki, gdyż te nowe zazwyczaj były podróbami ty starszych. Stanęła przed regałem i zaczęła je przeglądać. Adam stanął za nią i wpatrywał się otępiale w książki- Szukasz czegoś konkretnego? Może ci pomóc?- Zapytał uprzejmie
-Nie. Po prostu oglądam co tu jest.- Odpowiedziała nie odrywając wzroku od książek; spojrzała w górę i ujrzała książki Cassandry Clare. Były to książki z serii ,,Dary anioła". Wspięła się na palce, aby dosięgnąć jedną z nich, lecz półka była położona zbyt wysoko. Z pomocą pospieszył Adam, który bez problemu zdjął upatrzoną przez Lucy książkę. Już wyciągnęła po nią rękę, gdy chłopak uniósł ją jeszcze wyżej:
-A,a,a. Coś za coś.- Posłał jej złośliwy uśmiech, a ona z westchnieniem delikatnie chwyciła za górną część jego koszuli, po czym pociągnęła w dół i pocałowała go lekko w policzek. Zarumienił się i posłusznie oddał jej książkę. Popatrzył na nią z wdzięcznością, lecz nie dostrzegła tego, gdyż czytała opis książki. Gdy już wiedziała o czym jest książka zwróciła swą twarz w kierunku Adama z błagalnym spojrzeniem:
-Yhym, czyli tak kupujesz książki.- Zaśmiał się chłopak, po czym szybko dodał- Chodź, kupię ci ją.- Objął ją ramieniem i przeszli do kasy.
Podczas wizyty w mieście Lucy cały czas czytała ,,Miasto Kości". Szła czytając, a Adam delikatnie sterował nią poprzez lekkie pociąganie za rękaw sukienki.
W końcu nadszedł moment, kiedy wręcz musiała przerwać czytanie. Byli już w galerii handlowej. Akurat przechodzili koło sklepu z kosmetykami, kiedy wyłoniła się z niego dziewczyna o olśniewających długich blond włosach zaplecionych w warkocz, który opadał na jej lewe ramię, zielonych oczach otoczonych ciemnymi długimi rzęsami i delikatnej twarzy. Ubrana była w pastelową bluzkę i lekko wytarte jeansy. Na nogach wysokie szpilki w równie pastelowym różu jak jej bluzka. W rękach trzymała torby z logo różnych drogich sklepów i ledwo utrzymywała równowagę:
-Oh, Rachel. Cześć.- Przywitał się z nią Adam podchodząc do niej
-A-Adam?- Zająknęła się dziewczyna stawiając torby na posadzkę i wsuwając jedno pasmo swych włosów za ucho- To na prawdę ty?
-Tak, we własnej osobie.- Wtrącił sie Albert; miał rację, Adam był jak magnez na atrakcyjne dziewczyny...
-Jeju, strasznie urosłeś.- Stwierdziła mierząc go wzrokiem od stóp do głów- I w ogóle zmieniłeś się.
-Ty też. Wyglądasz jeszcze ładniej od naszego ostatniego spotkania.- Również ją skomplementował, a Lucy zbierało się na wymioty. Jak ona może ubierać się w pastelowe kolory?, przeszło jej przez myśli z obrzydzeniem. I najwyraźniej podobała się Adamowi, z tą dziewczyną rozmawiał inaczej niż z nią...
-Cóż, było to zaledwie dwa lata temu.- Stwierdził Albert, również lekko poirytowany tak jak Lucy. Chyba też nie lubił Rachel...
-A właśnie, jak u rodziców?- Zadał jej pytanie Adam
-No i zaczyna się...- Szepnął brunet do ucha Lucy- Może pójdziemy coś zjeść, a oni niech se rozmawiają?- Zaproponował, a ona kiwnęła głową zgadzając się, po czym zostawili tę dwójkę pochłoniętych rozmową na środku centrum handlowego...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



